174

Szukajcie a znajdziecie… dobrych programistów

Zapraszam do gościnnego wpisu Michała Śliwińskiego (@MichaelNozbe), który tym razem opowie o swoich perypetiach związanych z zatrudnianiem programisty w firmie. Kiedy zaczynałem moją przygodę ze startupami zawsze zaczynałem sam. Moje początki były słabe, kilka porażek po drodze, nie udało się osiągnąć sukcesu… aż uruchomiłem projekt, którego początkowo nie chciałem nikomu pokazywać, czyli Nozbe. Sam programowałem, zajmowałem się […]

Zapraszam do gościnnego wpisu Michała Śliwińskiego (@MichaelNozbe), który tym razem opowie o swoich perypetiach związanych z zatrudnianiem programisty w firmie.

Kiedy zaczynałem moją przygodę ze startupami zawsze zaczynałem sam. Moje początki były słabe, kilka porażek po drodze, nie udało się osiągnąć sukcesu… aż uruchomiłem projekt, którego początkowo nie chciałem nikomu pokazywać, czyli Nozbe. Sam programowałem, zajmowałem się marketingiem i wsparciem klienta. Po roku działalności były pierwsze sukcesy ale też było ciężko to robić samemu, więc zatrudniłem dwie osoby – programistę i osobę od wsparcia klienta.

Miałem szczęście. Z jedną z nich pracowałem już wcześniej, czyli wiedziałem „kogo biorę” ale programistę zatrudniłem „na ślepo”, ale jak to się mówi „ślepej kurze ziarno” – czyli trafiłem w 10-tkę bo Tomek akurat chciał pracować na odległość, w nowoczesnej firmie robiące najnowsze rzeczy bardzo „cutting edge”. W tej chwili obie te osoby są filarami mojej firmy. Myślę, że wszyscy cieszymy się, że się odnaleźliśmy.

Z czasem, jak firma się rozrosła, zatrudniałem kolejne osoby i klika razy trafiłem znowu. Zespół „wsparcia klienta” działa super, grafika mam świetnego i wielu innych współpracowników też mi się trafiło. Jednak co do programistów to takiego szczęścia jak za pierwszym razem już nie miałem. Lub inaczej – nie udało mi się zbudować zespołu. Oto kilka przypadków, z jakimi miałem do czynienia:

Przypadek 1 – potrzebny „bat”.

 

„Na papierze” wyglądał świetnie, gadało też nam się dobrze, więc ustaliliśmy, że czas na okres próbny i wyznaczyliśmy wspólnie zadania na pierwszy tydzień pracy. Pierwsze dwa dni – wymieniliśmy kilka maili, praca się zaczęła. Dzień trzeci, miałem dużo spraw do załatwienia na „froncie marketingowym” i do końca tygodnia byłem na bardzo zajęty… w piątek zorientowałem się, że od nowego programisty nie mam żadnych informacji więc napisałem mu maila – odpisał mi, że we wtorek napisał do mnie maila z zapytaniem o coś i czekał na moją odpowiedź, musiałem tego maila przeoczyć, więc on ciągle czeka…

Nieźle się wkurzyłem i podziękowałem mu za współpracę – nie mogę tolerować sytuacji, że ktoś nic nie robi, bo ja mu nie odpowiedziałem na maila – to jak szukanie wymówki do nic nierobienia – przecież znał mój telefon – jeśli to było naprawdę ważne (a nie było) to mógł zadzwonić, dostać odpowiedź i pracować dalej – niestety jak się pracuje na odległość tak jak w mojej firmie, trzeba umieć sobie czas zorganizować. To nie jest korpo, gdzie mamy menadżerów od tego aby stali z batem nad ludźmi….

Przypadek 2 – potrzebna „opieka”.

 

Inny programista którego próbowaliśmy, pracował 2 miesiące – starał się, ale włożyliśmy więcej czasu w „opiekę nad nim” niż on włożył w programowanie. Każdy następny krok musiał być omówiony i nawet jeśli był, to potem nie został wykonany należycie. Problem był czysto komunikacyjny. W momencie tłumaczenia tego co trzeba zrobić, nie zadawał pytań, na pytanie z naszej strony: „czy wszystko zrozumiałe, czy są jakieś wątpliwości?” odpowiadał, że wszystko OK… po czym po efektach pracy (a raczej ich braku) widzieliśmy, że wszystko OK nie było. Niestety w pracy na odległość dobra komunikacja to podstawa.

Przypadek 3 – nieumiejętność pracy z domu

 

Ten przypadek był szczególnie ciężki – bo był to dobry programista, ale z jakiegoś powodu nie mógł się skupić na pracy…. i po rozmowie z nim wyszło na jaw, że jego brak zaangażowania wynika z trudności pracy na odległość. Niestety, takie są realia w naszej firmie, że nie mamy biura i nie chcemy mieć. Wielu osobom to nie pasuje i zupełnie to rozumiem, ale szukam dokładnie osób, którym właśnie taka praca zdalna jest jak najbardziej na rękę – co więcej – szukam osób, które chcą tak pracować – więc zrozumienie tego z obu stron jest strasznie ważne. Nie mamy biura – naszym biurem jest „chmura” – i chcemy, aby osobom w naszym zespole taki właśnie układ się podobał.

Przypadków było więcej, ale do tego się sprowadza – bat, komunikacja i dopasowanie.

 

Jak wspomniałem przy poprzednim artykule „Antypraca„, nasza firma pracuje specyficznie – każdy z domu, każdy na odległość, każdy samemu sobie organizuje prace w oparciu o ustalenia z resztą zespołu. Nie ma „bata” na nikogo – dobra komunikacja jest podstawą i dopasowanie oraz zaangażowanie w to co robimy jest strasznie ważne – ideą jest to, że chce Ci się wstawać rano do pracy, bo robisz fajne rzeczy a nie myślisz sobie „kolejny nudny dzień w biurze”.

Takie są realia – ale jak znaleźć takie osoby?

 

Po tych kilku nieciekawych doświadczeniach stanąłem trochę „w kropce”. Mamy za ambitne plany jak na tak mały zespół programistów (na razie jest nas tylko trzech w zespole na stałe) a potrzebujemy przynajmniej 4 nowe osoby aby to co robimy miało sens. Dlatego zacząłem się zastanawiać jak zatrudnić szybko taki zespół ludzi, aby ruszyć od razu do przodu z tym co mamy do zrobienia. Powstała idea „hackathonu”.

Hackathon – tygodniowe zmagania razem

 

Wymyśliłem, że aby poznać nowych kandydatów, po wstępnej pre-selekcji możemy spróbować popracować razem intensywnie przez tydzień. Najpierw na odległość przez 4 dni od poniedziałku do czwartku – po 4 godziny dziennie (tak, aby ktoś, kto ma pracę mógł wieczorem nad projektem posiedzieć) a potem w piątek wieczorem spotkamy się w jednym miejscu i przez weekend popracujemy razem „fizycznie” obok siebie.

Jak to będzie przebiegać: potrzebuję zatrudnić minimum 4 osoby, więc musimy mieć około 8-12 kandydatów wyselekcjonowanych. Zaprojektujemy do zrobienia dwa lub trzy mini-projekty w zespołach 2-4 osobowych, gdzie codziennie będzie każdy zmieniał swoje stanowisko.

W czwartek wieczorem następuje „oddanie” projektu przez każdy zespół i oceniamy ich pracę. W piątek wybrane osoby, zakwalifikowane do dalszej rundy jadą na weekend do miejsca przez nas wyznaczonego, gdzie się spotykamy i kończymy projekty pracując razem i poznając się osobiście. Po takim tygodniowym maratonie wybieramy osoby do pracy na czas próbny na etat lub pół etatu (w zależności od możliwości każdej z osób) aby docelowo po max 3 miesiącach pracy próbnej pracować już na stałe i mam nadzieję możliwie jak najdłużej.

Idealnie chodzi więcej niż tylko o „programistę”

W idealnym świecie chciałbym nie tyle znaleźć programistów, ale osoby, które będą dzieliły ze mną wizję, pracowały codziennie nad najnowszymi projektami opartymi o najnowsze technologie, z domu, na ich warunkach, i do tego w sposób w jaki lubią. Jednak nie każdy się do tego nadaje, z czego zdaję sobie sprawę.

Pytanie do Was: Czy uważacie, żę takie podejście do sprawy ma sens? Co byście w tym procesie zmienili? Jakie Wy macie doświadczenia w szukaniu pracy jako programiści lub znajdowaniu pracowników programistów? Co sądzisz o Hackathonie i o tak intensywnym tygodniu aby się poznać?

Michał Śliwiński (@MichaelNozbe) jest właścicielem aplikacji internetowej do zarządzania czasem i projektami „Nozbe„, używanej codziennie przez dziesiątki tysięcy osób na całym świecie (głównie w USA i Japonii). Jego pasją jest produktywność, dlatego też wydaje darmowy magazyn „Productive! Magazine„. Ma ambitne plany na 2012 rok, dlatego aktywnie poszukuje programistów do swojego „pracującego na odległość” zespołu. Jeśli niestraszny ci jest Javascript i najnowsze technologie i chcesz spróbować pracy w jego zespole, daj znać!