49

Trzy komunikatory z których niegdyś korzystałem na co dzień, a dziś… właściwie nie istnieją

Krajobraz internetu przez ostatnie półtorej dekady zmienił się nie do poznania. Usługi które wtedy były na szczycie, dziś właściwie nie istnieją — a w najlepszym wypadku zostały zepchnięte na margines i niewielu z nich korzysta. Podczas weekendowych pogawędek z przyjaciółmi wspominaliśmy aplikacje, które jeszcze niedawno jako pierwsze instalowaliśmy na naszych komputerach po formacie. To był nasz kontakt ze światem. Z ciekawości zajrzałem co tam słychać i... no cóż, nie jest kolorowo.

Gadu-Gadu

Tej pozycji, oczywiście, nie mogło zabraknąć na mojej liście. Dawałem szansę Tlenowi, dawałem szansę wpkontaktowi (później: Spikowi), ale wtedy wszyscy byli właśnie na GG. Lubię z sentymentu się tam czasami zalogować (tak, numer i hasło wciąż pamiętam) i zobaczyć co się dzieje. Ale wiadomość która mnie powitała jasno dała mi do zrozumienia, że dawno mnie tam nie było.

Jeszcze w 2018 moja lista kontaktów była dość pokaźną, ale jedynym świecącym się na żółto (choć przykrytym chmurką) słoneczkiem było znajomego, który jest zawsze online. A raczej jego bota, bo samego użytkownika po drugiej stronie też nie uświadczyłem. GG cały czas próbuje nowości, zmienia właścicieli i stara się jak może. Podobno nawet wciąż ma swoje grono wiernych użytkowników, ale… moich znajomych już tam nie ma. Mnie zresztą też.

AIM

Jeżeli chodzi o znajomych z Polski, to właściwie zawsze do komunikacji korzystaliśmy z GG lub IRC. Nieco inaczej sprawy miały się z tymi z zagranicy. Teraz sprawa jest łatwa: wszyscy korzystają z Messengera, WhatsAppa, iMessage czy Telegrama. Wtedy my mieliśmy swoje, a reszta świata — swoje. I AIM (czyli AOL Instant Messenger) był jednym z nich. Jego początki sięgały 1997 roku — choć sam konta tam dorobiłem się dopiero w okolicach roku 2004. Mój screenname, jak nazywano tamtejsze nazwy użytkownika, pamiętam do dziś — z częścią osób z którymi tam czatowałem zresztą wciąż mam kontakt. Ale nie spotkam ich już na AIM. Kiedy Verizon Communications przejął w 2015 roku AOL — zabrał się za porządki. I w 2017 połączył komunikatory od AOL i Yahoo, a AIM ostatecznie zniknął z rynku w grudniu 2017.

MSN Messenger

Komunikator od Microsoftu, który debiutował jako MSN Messenger, a później znany był jako Windows Live Messenger, to aplikacja która irytowała mnie przez długi czas. Nie lubiłem jej obsługi, nie lubiłem samej platformy, ale podobnie jak z AIM — korzystałem z niej na co dzień. To właściwie jedyna z tych trzech platform, której nie lubiłem — z wielu powodów. Wiele wersji aplikacji działało po prostu słabo (mowa tu o tych na Windowsa), a dodawane kolejno funkcje robiły z niej smutną choinkę, niewiele zaś wnosiły do samej komunikacji. Sam MSN już nie istnieje — po przejęciu Skype’a, jego użytkownicy mogą spokojnie komunikować się za pośrednictwem nowej platformy także z kontami Microsoftu. Sama aplikacja Windows Live Messenger została porzucona w 2013 roku.

Nie same komunikatory, ale też… programy do ich obsługi!

Jako że jednocześnie korzystałem z kilku komunikatorów, naturalnym stało się poszukiwanie najwygodniejszych ścieżek, by z nich korzystać. Takimi dla mnie były multikomunikatory, które obsługiwały kilka protokołów, a przy okazji serwowały zestaw wtyczek, dzięki którym mogłem dostosować je do własnego widzimisię. Nie ukrywam też, że brak reklam i możliwość ich organizacji tak, jak ja sam mam ochotę — a nie jak zaplanowali to dla mnie twórcy — bardzo mi się spodobała.

Dzisiaj jestem znacznie bardziej oszczędny w tej kwestii — na co dzień korzystam z iMessage oraz Telegrama, których aplikacje zarówno na komputerze jak i smartfonie są dla mnie satysfakcjonujące. Żadna z nich nie jest przekombinowana i… po prostu działa. Dlatego nie mam specjalnie okazji by tęsknić za wyżej wymienionymi usługami, choć nie powiem. Kapka sentymentu została. Ale kiedy już jesteśmy przy retro komunikatorach, to szczęście że IRC wciąż działa i ma się dobrze ;-).

Grafika: 01, 02