18

Grałem w Splatoon 2 na Nintendo Switch. Po tych testach nie planuję zakupu

Pierwszy Splatoon cieszył się na Nintendo Wii U bardzo dużą popularnością. Głównie dlatego, że była to jedna z nielicznych gier pozwalających na fajną, sieciową zabawę. Dwójka trafi za jakiś czas na Nintendo Switch i jest bez wątpienia jednym z najbardziej oczekiwanych tytułów. Z uwagi na brak Nintendo Wii U na szafce pod telewizorem nie podchodziłem […]

Pierwszy Splatoon cieszył się na Nintendo Wii U bardzo dużą popularnością. Głównie dlatego, że była to jedna z nielicznych gier pozwalających na fajną, sieciową zabawę. Dwójka trafi za jakiś czas na Nintendo Switch i jest bez wątpienia jednym z najbardziej oczekiwanych tytułów.

Z uwagi na brak Nintendo Wii U na szafce pod telewizorem nie podchodziłem do Splatoon 2 z perspektywy osoby zakochanej w jedynce. Ale biorąc pod uwagę słabą popularność poprzedniej konsoli Nintendo w naszym kraju, nie jestem w mniejszości. W ten weekend mają miejsce otwarte testy nadchodzącej strzelanki, swoją drogą rozpisane w naprawdę dziwny sposób:

Podchodząc do Splatoon 2 z perspektywy osoby, która grała w jedynkę kilka, może kilkanaście razy traktuję ten tytuł jako jedną z odpowiedzi na pytanie – „co po Zeldzie”. I już wiem, że nie Splatoon 2, ale po kolei.

Splatoon 2, podobnie jak jedynka ma bardzo ciekawy pomysł. Zamiast skupiać się na wybijaniu przeciwników, zadaniem naszej drużyny jest zamalowanie jak największej części mapy. Oczywiście oponenci chcą zrobić to samo i jeśli na siebie wpadamy – ma miejsce walka. Nie strzelamy pociskami, a kolorową farbą, nie ma też chowania się za osłonami. Farba w naszych pistoletach, karabinach lub wałku malarskim potrafi się natomiast skończyć. Wtedy można jednym przyciskiem zamienić się kałamarnicę i zanurzyć we własnej (ważne) substancji. Amunicja zostanie odnowiona, a gracz staje się na chwilę niewidzialny dla przeciwnika. To tyle teorii, a jak się gra?

Switch nie nadaje się do tego typu gier

Pierwszą rzeczą, jaką trzeba było zrobić po uruchomieniu Splatoon 2, to wyłączenie ruchowego wspomagania celowania. Gra w trybie mobilnym, standardowo wykorzystuje żyroskopy, przez co celowanie odbywa się za pomocą prawej gałki i wspomagane jest ruchami konsoli. Znajomi donoszą, że da się do tego przyzwyczaić i już ten system ogarnęli, celowanie stawało się wygodne. Ja po dwóch meczach odpuściłem i zostawiłem sobie samą prawą gałkę. Niestety – ta jest tak nieprecyzyjna, że mój celownik ustawiał się skokowo, przez co ciągle trafiałem nad lub pod przeciwnika. Podejrzewam, że to też jest do opanowania, jednak jeśli zamiast frajdy, zabawa wywoływała frustrację, co jest nie tak. Obstawiam, że najlepszą opcją będzie zakup Pro Controllera, ale inwestowanie prawie 300 złotych żeby wygodniej pograć w Splatoon 2? No chyba jednak nie.

Technicznie jest…różnie. Na małym ekranie Switcha gra może i działa w 720p, ale wygląda naprawdę fajnie. Ładnie, kolorowo, do tego działa bardzo płynnie, co biorąc pod uwagę prędkość rozgrywki, jest wręcz niezbędne. Po podłączeniu do telewizora 4K cała magia znika. Pojawiają się ząbki, a gra na zadokowanej konsoli potrafi czasem delikatnie przyciąć. Zdecydowanie lepiej wyglądało to na monitorze 1080p, ponownie jednak czuć, że Switch to konsola mobilna, a podłączenie do dużego ekranu jest jedynie ciekawostką i nie powinno być traktowane jako główny sposób grania.

Ku mojemu zaskoczeniu, Splatoon 2 nie zrywał połączenia, szybko wyszukiwał graczy i nie wyrzucał z rozgrywki. Trzeba pamiętać, że to wersja testowa i tak naprawdę można się było po niej spodziewać wszystkiego. Jest więc ogromna szansa na to, że na premierę serwery będą działać sprawnie i nic nie stanie na przeszkodzie, by wskoczyć do sieci i dobrze się bawić.

No właśnie, tylko czy ja, nie mający wcześniej ze Splatoon nic wspólnego, bawiłem się dobrze? Raczej umiarkowanie dobrze i nawet jeśli wstępnie wpisałem ołówkiem grę na listę przyszłych zakupów, to po testach bety w ruch poszła gumka. Podejrzewam, że fani jedynki podejdą do tematu trochę inaczej, bo dwójka to bardziej ulepszona i przeniesiona na grunt mobilny jedynka niż zupełnie nowy tytuł. Cicho liczyłem na to, że Splatoon 2 będzie fajnym, uroczym przerywnikiem sieciowym między kolejnymi starciami w Overwatch. Tymczasem pograłem, wyłączyłem konsolę i wróciłem do Zeldy, od której nie mogę się oderwać. Ja wiem, że tego typu testy mają przede wszystkim sprawdzić, czy protokoły sieciowe dadzą radę na premierze. Ale po testach czytam opinie, że znajomi rezygnują z zakupu Splatoon 2, to chyba coś w tych testach poszło nie tak.