7

[Od Czytelnika] Spersonalizowane „internety”

Żyjemy w czasach gdzie wymyślenie unikalnego i pożytecznego rozwiązania wcale nie jest takie proste jakby się to mogło wydawać. Najczęściej nowe pomysły powstają na bazie innych, już istniejących rozszerzonych o nowe funkcjonalności lub po prostu przedefiniowane na aktualne trendy i wymagania. Te naprawdę nowe myśli powstają w laboratoriach, uczelniach, kickstarterach przy sporym dofinansowaniu i zaangażowaniu […]

Żyjemy w czasach gdzie wymyślenie unikalnego i pożytecznego rozwiązania wcale nie jest takie proste jakby się to mogło wydawać. Najczęściej nowe pomysły powstają na bazie innych, już istniejących rozszerzonych o nowe funkcjonalności lub po prostu przedefiniowane na aktualne trendy i wymagania.

Te naprawdę nowe myśli powstają w laboratoriach, uczelniach, kickstarterach przy sporym dofinansowaniu i zaangażowaniu wielu osób. Przez przypadek raczej rzadko. Do czego jednak zmierzam? Nie masz czytelniku takiego wrażenia od czasu do czasu patrząc na przysłowiowe koło, że właśnie znalazłeś dla niego nowe zastosowanie na skutek własnych doświadczeń i potrzeb? Dodatkowo podpytując znajomych o swój pomysł wielu przyznaje Ci rację i stwierdza, że Twoja idea ma potencjał?

W dzisiejszych czasach najłatwiej zaistnieć jest w niszach, ale czasem możemy jeszcze znaleźć niezagospodarowane przestrzenie do szerszego zastosowania. Wcale nie uważam, że odkryłem Amerykę czy owo przysłowiowe koło na nowo, po prostu chciałem się podzielić pewną wizją internetu, którego zawsze mi brakowało pomimo idealnych możliwości technicznych jakie są, by owa wizja stałą się faktem.

Zacznijmy od tego, że dość zapracowany ze mnie człowiek. W owej pracy, w której spędzam osiem godzin dziennie pewnie jak wielu innych obywateli tego świata przetwarzam olbrzymie ilości informacji. Często po tygodniu nie pamiętam jakiejś tam procedury, której się nauczyłem, gdyż przez następne kilka dni poznałem nowe i tak w kółko. I tak wracając do domu łapie się na tym, że z premedytacją zamykam się na bombardowanie inną wiedzą przekazywaną w radiu, telewizji, gazetach, książkach, filmach.

Nie jestem osamotniony? Zapewne nie. Wyjść jest wiele. Zmienić pracę, zmienić podejście i po godzinach nadal bombardować się gigabajtami cyfrowej wiedzy pod dowolną postacią lub… wykazać się asertywnością, co niniejszym najczęściej czynie. Z premedytacją ograniczam liczbę przyswajanych informacji. Ograniczam przeglądanie portali, vortali, mediów społecznościowych czy konwencjonalnych. Jednak nie zawsze chce mi się przeglądać dziesiątek różnych stron, kanałów RSS czy blogów w poszukiwaniu informacji, których akurat potrzebuje.

Wiem że moje podejście może wydać się bardzo leniwe i żądaniowe. Zgoda. Jednak żyjemy jak pisałem w czasach gdzie wiele nawet najdziwniejszych pomysłów daje się idealnie zaimplementować w praktyce. Cofnę się na chwilę do pewnej ankiety, na którą natrafiłem na portalu Gazeta.pl. To portal, któremu daleko do ideału (w moich oczach), jednak z niewyjaśnionego przeze mnie przyzwyczajenia niemal każdą prasową wizytę przed monitorem zaczynam od tej strony. Mam słabość do wypełniania ankiet, choć uważam jednocześnie, że ankiety najczęściej powstają po to, by ktoś chciał potwierdzić swoją hipotezę, jednocześnie nie bardzo licząc się z nowatorskimi i niewygodnymi opiniami. Mniejsza z tym, co tam wpisałem, naszła mnie właśnie wtedy refleksja do napisania tego tekstu.

I tak w mgnieniu oka zrodziła mi się wizja portalu, agregatu tekstów, która mogłaby być hybrydą kilku świetnie funkcjonujących rozwiązań z internetu. Przyczepiając się już do portalu Gazeta.pl (ale i wielu innych), co mnie najbardziej irytuje? Mianowicie fakt, że wśród tytułów artykułów, które potencjalnie mnie interesują, przewija się jeszcze więcej takich, na które patrzeć nie chce, a tym bardziej ich czytać.

Gazeta.pl i tak posiada mechanizm przesuwania działów z góry na dół i w ten sposób pozwala ustalić priorytety, tak że na samej górze ustawione mam wiadomości lokalne, potem gospodarcze, dalej kultura i tak dalej… Ale czy nie można by pójść krok dalej? Czy wśród najpopularniejszych portali i serwisów nie można by wprowadzać tagowania wszystkich materiałów zamieszczanych w serwisie, a następnie pozwolić użytkownikom na opcjonalne skonfigurowanie, które tagi miały by być priorytetowe, które miałyby mieć mniejszą wartość, a które w ogóle mogły by się nie pojawiać? Po zalogowaniu do serwisu użytkownik mógłby precyzyjnie wskazać na jakiej treści mu zależy. Profitów dla obydwóch stron trudno nie zauważyć.

Po pierwsze dany serwis buduje bazę stałych zalogowanych czytelników z podanymi na tacy preferencjami. Lepsza możliwość dotarcia reklamodawców do wymaganego targetu to, co robi już od dawna choćby Google. Po drugie dany serwis jeszcze lepiej dostrzega na jakie informacje jest największy nacisk, a na które mniejszy. Pozwala to na zastosowanie roszad i skupienie się i rozwijanie najbardziej popularnych gałęzi serwisu, jak również doinwestowanie tych, które nie cieszą się pokładaną popularnością.

Ktoś powie, hej autorze tekstu! Przecież od tego są statystyki wyświetleń poszczególnych stron. Zgadza się. Właściciel serwisu dostałby jednak dodatkowe w moich oczach cenniejsze narzędzie, które w sposób jeszcze bardziej spersonalizowany skupiałby się na stałych użytkownikach, z których tak naprawdę jest najwięcej profitów. Po trzecie istniała by spora szansa, że skoro w danym serwisie użytkownik dostaje dokładnie to, co chce, to jeśli będzie zadowolony nie będzie uciekał za często do konkurencyjnych serwisów. Może i naciągany argument, ale budując markę i więź z klientem to bardzo ważne, by dbać o lojalnych użytkowników, co niestety często nie jest praktykowane w rodzimym biznesie. Firmy wręcz proszą się o to, by po zakończeniu umowy klient uciekł do konkurencji, tym samym pozbawiają się potencjalnych środków i wzmacniając konkurenta.

A jak na takim serwisie mógłby skorzystać czytelnik? Napisze ze swojego punktu widzenia. Przede wszystkim nie musiałbym się irytować czytając obok interesującej informacji o nowym filmie pod spodem, że na gali Margaret ubrała się tak, że było widać jej majtki. Nie musiałbym patrzeć na zdjęcia i cytaty polityków, którzy robią wszystko, by zaistnieć w świadomości medialnej i automatycznie stając się dla nich pożywką za darmo. W dziale sport przeglądałbym wpisy odnośnie tylko tych dyscyplin, które mnie interesują, a nie o nowej fryzurze czy pannie Ronaldo.

Możliwość personalizacji to potężne narzędzie. Pozwala, po włożeniu czasu na konfigurację, zaoszczędzenie go w przyszłości. Pozwala również i przede wszystkim na unikanie irytacji i tym samym zrażania do siebie danego serwisu. Co jeszcze zyskałbym na opisywanym rozwiązaniu? Miejsce, do którego mógłbym chętnie zaglądać w każdej wolnej chwili bez narażenia się na szum informacyjny. Ściśle wyselekcjonowany, sformatowany pode mnie, mój. Moje miejsce w sieci z własną tożsamością. Oczywiście dodatkowe ficzery i usługi, które można pod taki serwis „podpiąć” ograniczone są jedynie wyobraźnią programistów i architektów danego rozwiązania.

A skoro o programistach i architektach mowa, to jak mogło by to wszystko wyglądać od strony technicznej? Absolutnie nie ma tu żadnej konkretnej wizji i rozwiązania godnego ścisłej rekomendacji. No może poza dwoma czynnikami. Kluczem do sukcesu było by przede wszystkim dokładne i wnikliwe tagowanie artykułów, nie tylko na etapie ich pisania przez autora, ale również po stronie odpowiedniego moderatora, który weryfikowałby czy aby na pewno tagi pasują do danego wpisu i działu.

Kolejnym bardzo istotnym, jeśli nie najistotniejszym elementem, byłaby możliwość PROSTEJ konfiguracji przez użytkownika. By maksymalnie w dwie – trzy minuty mógł założyć konto i ustawić wstępne preferencje treści. A co ze słabymi stronami tego rozwiązania? Na rozmowie kwalifikacyjnej, lub promującej mój pomysł absolutnie przemilczałbym ten etap :) Jednak nie sposób zauważyć kilku mniej spójnych elementów w mojej idei.

Najważniejszą z nich jest ryzyko skonfigurowania profilu i przypisania tagów w sposób nieprawidłowy. Czytelnika omijały by ważne dla niego informacje i w ten sposób nie dostawałby tego czego oczekuje. Dostawałby wybrakowaną usługę. Zawsze istnieje takie ryzyko i tylko poprzez mądrą fazę testów można by zminimalizować ten czynnik. Kolejną równie zauważalną słabą stroną tego rozwiązania jest ta sama cecha, która natchnęła mnie do wymyślenia sobie tej wizji. Lenistwo. Wielu z nas nie chcę się zakładać jakichś tam kont, ustawiać preferencji, wybierać tagów i wnikać w to wszystko. Pomimo że internet jako taki jest techniczny, korzysta z niego miażdżąca większość nietechnicznych osób, które nie mają odpowiedniej intuicji i potrzeby do zarządzania takimi profilami.

Całe szczęście rozwiązanie tegoż problemu jest bardzo banalne. Taka osoba nie musi robić absolutnie nic poza wchodzeniem na stronę serwisu i czytanie jej w sposób dokładnie taki jaki zasugeruje jego redaktor. Osobną sprawą jest płatność za dobry, sformatowany, merytoryczny serwis. My internauci przyzwyczajeni jesteśmy w sieci do darmochy. Tak było od zawsze więc po co to zmieniać? Ktoś mógłby zapytać. Wydaje mi się, że jako funkcja premium przy zdroworozsądkowej opłacie popartej odpowiednimi badaniami marketingowymi wielu czytelników, skora była by uiszczać pewną opłatę za takie rozwiązanie. To właściwie mógłby być pewien atut dla właściciela serwisu, dla użytkownika z kolei już niekoniecznie.

Po co w ogóle napisałem ten tekst? Chciałbym wskazać na pewien problem i ewentualnie utwierdzić się w przekonaniu, że on istnieje i opisywane rozwiązanie ma sens i potrzebę wdrożenia w życie. Nie zamierzam sam tworzyć niczego podobnego, ale miło było by gdybym któregoś dnia poznał serwis internetowy funkcjonujący w bardzo zbliżony sposób do przedstawionego tutaj. Jeśli ktoś ma determinację, środki i czas na wprowadzenie w życie takiego rozwiązania – było by miło podsunąć taką ideę osobom z branży internetowej do ponownego przemyślenia. Bo szczerze wątpię że wymyśliłem coś nowego. Pomysł jest pewnie oklepany tylko z niewiadomych względów niewdrożony w życie, bo na przykład nie ma realnego zapotrzebowania na takie rozwiązanie lub jest ono za drogie w implementacji.

A może sam jestem tak ograniczony (również przez swoją pracę), że nie mam czasu na tyle, by przeglądać już serwisy w podobnej koncepcji, które już istnieją. Jakby nie było serdecznie pozdrawiam, dziękuje za uwagę i zachęcam do podzielenia się własną opinią.

Foto Browser: macro shot of www and cursor via Shutterstock.