Internet

Śmierć w social mediach – gdy internet staje się szary

Tomasz Szwast
0

Śmierć w social mediach przedstawiana jest w różny sposób. Internet staje się szary, użytkownicy przesyłają kondolencje, a wspomnienia o zmarłym stają się jednymi z częściej wyświetlanych wiadomości. Czy właśnie tak powinno to wyglądać?

Po czym poznać, że właśnie zmarł ktoś znany? Wystarczy wejść na jeden z popularnych portali internetowych, by już na pierwszy rzut oka zauważyć inną szatę graficzną. Miejsca, które zazwyczaj ozdobione są kolorami typowymi dla danej strony internetowej, nagle stają się szare. Zamiast informacji o najnowszych wydarzeniach, najczęstszym widokiem jest zdjęcie osoby zmarłej, a czasem nawet kilka zdjęć. Materiały, które wyróżniła redakcja danego portalu opowiadają o życiu zmarłej osoby, zawierają wspomnienia z nią związane, informują o tym, kiedy i gdzie nastąpi pochówek. To moment, w którym nawet mimowolnie zatrzymujemy wzrok i sami wspominamy tę osobę, oczywiście, o ile zdążyliśmy poznać jej dorobek życiowy, a czasem nawet poznaliśmy ją osobiście.

W tych trudnych chwilach internet, a tak właściwie konkretne strony internetowe, stają się miejscem zupełnie innym, niż zazwyczaj. Krzykliwe nagłówki schodzą na drugi plan, reklamy mniej rzucają się w oczy, zupełnie tak, jak gdyby świat na chwilę zwolnił. Zwolnił, by móc zastanowić się nad tym, co dalej. Co istotne, nie nad tym, co stanie się z osobą, która odeszła, a nad tym, co stanie się z nami. Jaka przyszłość nas czeka? Co robimy dobrze, a co moglibyśmy zrobić lepiej? Czego żałować, za co przeprosić, a z czego się cieszyć? Przedstawiany w internecie obraz śmierci potrafi zmusić do refleksji.

Skoro po otrzymaniu smutnej informacji zmieniają się nawet największe portale internetowe, również w mediach społecznościowych wydarzenia skręcają na inny tor, niż zazwyczaj. Przewijając kolejne zdjęcia, wiadomości czy reklamy, nagle zatrzymujemy się, by oddać się chwili refleksji nad tym, co dla nas najważniejsze. Niestety, życie tak właśnie wygląda, że momentów, w których przychodzi nam zastanowić się nad sobą, wcale nie brakuje.

Śmierć w social mediach, tak jak w życiu, przychodzi niespodziewanie

Do refleksji nad tym, jak wygląda śmierć w social mediach, skłoniły mnie dwa wydarzenia, jakie miały miejsce w ciągu ostatnich kilku tygodni. Były to momenty, kiedy pożegnaliśmy dwie osoby. Co istotne, były to osoby bardzo młode, jedna z nich jeszcze w wieku szkolnym. Wieść o tym, że odeszły, błyskawicznie rozprzestrzeniła się w mediach społecznościowych. Czy tylko i wyłącznie dlatego, że były to osoby znane i rozpoznawane? Niekoniecznie. To po prostu bardzo wzruszające historie, obok których ciężko było przejść obojętnie.

Kojarzycie nazwisko Natan Gaik? Być może nie, ponieważ nie był to żaden celebryta, czy osoba, która często gościła w mediach. Z pewnością bardziej popularny jest jego pseudonim, który przylgnął do niego jakiś czas temu – Pan Torpeda. To chłopiec, który odszedł w kwietniu bieżącego roku, przeżywając zaledwie 8 lat. Przez ostatnie 3 lata swojego bardzo krótkiego życia toczył bohaterską walkę z jednym z najcięższych nowotworów. Walkę, którą mimo potężnego wysiłku osób najbliższych, lekarzy i sympatyków, musiał, pewnego dnia, przegrać. Do tego dnia mogliśmy śledzić, jak jego rodzina i wiele przyjaznych osób robi wszystko, co tylko może, byle tylko jakkolwiek uprzyjemnić mu życie i ulżyć w cierpieniu.

Profile w mediach społecznościowych, na których publikowano informacje z życia Pana Torpedy stały się miejscem jednoczącym bardzo wielu użytkowników social mediów. Miejscem, w którym można było na własne oczy przekonać się o tym, że dobro istnieje. Pewnego dnia musiały jednak stać się miejscem wspólnego przeżywania smutku i refleksji nad tym, jak bardzo kruche jest ludzkie życie.

Jaki wniosek możemy wyciągnąć z tego przykładu? Tak ciężkie i trudne elementy ludzkiej egzystencji, jak choroba i śmierć, mogą być tym, co pomaga burzyć bariery i zbliżać nas do siebie. Śmierć w social mediach może być momentem refleksji, który wykorzystamy do tego, by w naszym życiu zmienić coś na lepsze. Skoro wspólnie przeżywamy tak ciężki czas, to znaczy, że jednak możemy na siebie liczyć, prawda?

Gdy następuje cisza…

Drugim wydarzeniem, które sprawiło, że piszę te słowa, jest śmierć człowieka, który, mam wrażenie, nie zdążył zaprezentować nam pełni swoich umiejętności. Był młodym artystą, przed którym drzwi do kariery wydawały się szeroko otwarte. Życie Aleksandra Kosowskiego zakończyło się w wieku 25 lat, również po ciężkiej chorobie. Gdzie mogliśmy o nim usłyszeć? Muzykę tworzył pod pseudonimem Big Scythe, a jego najsłynniejszym osiągnięciem był gościnny udział w utworze Język ciała, wykonywanym razem z innym młodym twórcą - Tymkiem.

Jego śmierć, poza tym, co zwykle wiąże się z odejściem artysty (wspomnienia fanów, zdjęcia, wzrost popularności muzyki, którą tworzył) zwróciła moją uwagę na dwa aspekty przeżywania śmierci w social mediach. Kiedy odwiedziłem profil Big Scythe w serwisie Instagram, zauważyłem, że ostatnie zdjęcie, jakie dodał, zostało wrzucone 20 sierpnia 2021 roku. Co było dalej? Pustka… Nie minął nawet rok, od opublikowania ostatniego materiału, do momentu, kiedy czytaliśmy jego nekrolog. W tym miejscu wypadałoby powtórzyć coś o kruchości życia, jednak nie ma to najmniejszego sensu. Każdy doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo potrafi boleć pustka, cisza i samotność. Nawet wtedy, gdy przeżywamy ją wspólnie, za pośrednictwem social mediów.

Czymś, co jeszcze mocniej rozłożyło mnie na łopatki, a co również dokonało się w social mediach, był poruszający tak mocno, jak to tylko możliwe, wpis ojca zmarłego artysty. Kim jest Kamil Kosowski i co osiągnął podczas swojej piłkarskiej kariery, nie trzeba tłumaczyć nikomu, a już zwłaszcza tym, którzy z wypiekami na twarzy śledzili poczynania Wisły Kraków w europejskich pucharach. W tamtym momencie to wszystko przestało jednak mieć znaczenie. Obraz gwiazdy piłki nożnej zastąpił obraz ojca, który stracił dziecko. Czy w życiu rodzica może wydarzyć się coś gorszego, niż śmierć dziecka? Nie może.

Tym, co z tej historii zostanie zapamiętane jeszcze przez wiele lat, jest poniższy wpis autorstwa Kamila Kosowskiego:

Przytulcie dziś mocno ode mnie swoje dzieciaki i dbajcie o nie aż do przesady to słowa, które zapamiętam, najprawdopodobniej, na zawsze. Dla kogoś, kto zaledwie kilka lat temu, po raz pierwszy w życiu został rodzicem, myśl o tym, że w jednej chwili mógłby stracić wszystko to, co najważniejsze, jest gorzej niż przerażająca. Za sprawą zacytowanego wpisu z Twittera, śmierć w social mediach nabrała dla mnie zupełnie nowego znaczenia. Tak mocny, osobisty wpis otwiera oczy na to, jak powinniśmy żyć, by pewnego dnia nie okazało się, że jest już za późno na realizację czegoś, o czym zawsze myśleliśmy, o czym marzyliśmy. Na dobre relacje z najbliższymi, na spędzanie z nimi każdej wolnej chwili, nigdy nie będzie lepszej chwili, niż teraz.

Moment zawieszenia broni

Śmierć w social mediach to ciekawe zjawisko również z innego powodu, niż smutek, ból, pustka i mnóstwo wspomnień. To również bardzo charakterystyczny moment, kiedy na krótszą bądź dłuższą chwilę przestajemy robić coś, czemu na co dzień oddajemy się z nieskrywaną przyjemnością. Media społecznościowe to miejsce, w którym potrafimy kłócić się z każdym i o wszystko. Co istotne, wcale nie trzeba kwestii politycznych, religijnych czy światopoglądowych. Burzę w szklance wody jest w stanie wywołać to, co ktoś zjadł na śniadanie, albo to, jakim kto jeździ samochodem czy gdzie mieszka. Kiedy jednak pojawiają się informacje o śmierci kogoś, kto był dla nas, z tego czy innego powodu, osobą drogą, wszystkie spory schodzą na drugi plan.

Na moment przeżywania prawdziwej żałoby, nawet wirtualne życie potrafi się znacząco zmienić. Choć doskonale wiadomo, że za kilka chwil odkopiemy topory wojenne i wszystko wróci do normy, przez ten czas możemy nacieszyć oczy widokiem ludzi zjednoczonych wokół jednej sprawy. Ludzi, którzy mimo wszystko są w stanie zapomnieć o tym, co na co dzień ich łączy. I chociaż śmierć jest wydarzeniem smutnym i przygnębiającym, pokazuje nam, że w chwili próby potrafimy być razem. Również w social mediach. Pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś dojdziemy do tego etapu, że nie będziemy potrzebowali żadnych tragedii, by nauczyć się hamować negatywne emocje. Tylko czy to w ogóle możliwe?

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu