3

Zaufanie zaufaniem ale na swój smartfon warto uważać

Czy komputer PC jest rzeczywiście „osobisty”, tak jak wynikać to by mogło z rozwinięcia tego skrótu? W ostatnich latach dla wielu osób prawdziwie osobistym urządzeniem stał się telefon komórkowy, a w zasadzie smartfon. Tym samym stał się on także łakomym kąskiem nie tylko dla złodziei czyhających na nasze cenne dane, ale także na zakusy najbliższych […]

Czy komputer PC jest rzeczywiście „osobisty”, tak jak wynikać to by mogło z rozwinięcia tego skrótu? W ostatnich latach dla wielu osób prawdziwie osobistym urządzeniem stał się telefon komórkowy, a w zasadzie smartfon. Tym samym stał się on także łakomym kąskiem nie tylko dla złodziei czyhających na nasze cenne dane, ale także na zakusy najbliższych nam osób.

Nasze smartfony stały się skarbcem, w którym przechowujemy nie tylko SMS-y ale także e-maile, zdjęcia, nagrania wideo czy rozmowy prowadzone z wykorzystaniem komunikatorów internetowych. Jednym słowem w pamięci telefonu może się znaleźć niemalże wszystko na nasz temat i tylko od nas zależy jak wiele ważnych rzeczy tam umieścimy. Warto się nad tym zastanowić, tym bardziej, że nie tylko w przypadku kradzieży czy zgubienia telefonu nasze serce może szybciej zabić i to nie bynajmniej z powodu pozytywnych emocji.

Nie zawsze osoby, z którymi się wiążemy w naszych prywatnych relacjach są tak kryształowe i wspaniałe jak nam się zdaje. Niestety tak jest i trzeba się z tym pogodzić, jesteśmy tylko ludźmi. Jednak niektórzy ludzie mogą mieć zakusy na coś, czego ja osobiście nie rozumiem, nie pochwalam i czym się brzydzę. Chodzi mi o inwigilowanie innych osób. Nieważne czy to chodzi o czytanie prywatnych SMS-ów, e-maili czy sprawdzanie listy ostatnich połączeń. Niestety, jak się okazuje, osoby chcące sprawdzić swoją drugą połówkę są wśród nas, a nasze smartfony stały się łakomym kąskiem.

Deweloperzy aplikacji mobilnych zwęszyli w tym dla siebie dobry interes. Na tyle dobry, że powstały specjalne aplikacje mające śledzić miejsce, w którym znajduje się druga osoba ze swoim smartfonem. Gdyby jednak jakiejś chorobliwie zazdrosnej dziewczynie czy chłopakowi było zbyt mało, to znajdzie aplikacje pozwalające otrzymywać dostęp do listy połączeń czy korespondencji znajdującej się w telefonie wybranki lub wybranka serca.

Jedną z takich aplikacji była lub w zasadzie jest „Rastreador de Namorados”, czyli brazylijski tracker chłopaka na smartfony z systemem Android. W ciągu dwóch miesięcy od jego debiutu w Google Play, jak twierdzi Associated Press, został pobrany 50 tysięcy razy. Nie jest to może zawrotna liczba i pewnie nigdy byśmy nie usłyszeli o tej aplikacji, gdyby nie fakt, że w ostatnich dniach została ona usunięta z Google Play. Jak się można domyślać aplikacja ta została usunięta ze sklepu z powodu swojego charakteru. Choć Google nie ma w zwyczaju komentować takich sytuacji mam nadzieje, że to właśnie tak było.

Pewności jednak nie można mieć, bo podobne aplikacje do śledzenia czy pilnowania naszej ukochanej czy ukochanego w Google Play można znaleźć bez problemu. Jakimś zadziwiającym trafem te aplikacje nie znikają z oferty sklepu. Oczywiście można powiedzieć – jest popyt, to i podaż, jednak czy Google, które ma zapędy do kontrolowania niemal każdego aspektu naszego życia i zbierania informacji na jego temat, może tak wybiórczo przymykać oczy na pewne przypadki?

Jak się okazuje zagrożenie czyhające na naszą prywatność nie musi się czaić gdzieś w ciemnym zaułku ulicy, a na kanapie obok nas. Oczywiście nikogo nie posądzam o złe zamiary, ale nie od dziś choćby na Allegro można znaleźć oferty telefonów komórkowych ze zmodyfikowanym oprogramowaniem służącym do podsłuchiwania i śledzenia drugiej osoby.

Cała historia dowodzi tylko jednego – technika, nie ważne jaka, zawsze może zostać wykorzystana w sposób pozytywny, jak i negatywny. To, co może ułatwić nam codzienne życie jak geolokalizacja znajomych, partnera czy dziecka, może także posłużyć do znacznie mniej chwalebnych celów. Świat się zmienia i nasze oceny również. Jestem przekonany, że 20 lat temu na Foursaquare’a patrzylibyśmy jak na pomysł z kosmosu i gwałcący naszą prywatność. Dzisiaj dla wielu jest to aplikacja codziennego użytku. Nawet instalowanie aplikacji śledzących dzieci budzi coraz mniej głosów sprzeciwu. Z jednej strony panicznie boimy się o nasze dane, a z drugiej strony sami mamy coraz większe apetyty na to, by dzielić się nimi z innymi osobami i mieć dostęp do danych osób nam najbliższych. Żyjemy w dziwnych czasach.

źródło: Telegraph.co.uk

photo credit: laverrue via photopin cc

[bramka-ballantines]