8

Seks, futuryzm, nowe technologie i podwójna rocznica

Nie wstanę! Tak będę leżał! – zakrzyknął pobity przez bezwzględne kobiety Maks Paradys. Od momentu, gdy usłyszeliśmy te słowa po raz pierwszy, minęło 30 lat. Dokładnie drugie tyle musi minąć do momentu, gdy nastanie rok, w którym osadzono akcję kultowego filmu „Seksmisja”. Słuchowisko radiowe, książka, film i gra – „Seksmisję” można by uznać za polskiego […]

Nie wstanę! Tak będę leżał! – zakrzyknął pobity przez bezwzględne kobiety Maks Paradys. Od momentu, gdy usłyszeliśmy te słowa po raz pierwszy, minęło 30 lat. Dokładnie drugie tyle musi minąć do momentu, gdy nastanie rok, w którym osadzono akcję kultowego filmu „Seksmisja”.

Słuchowisko radiowe, książka, film i gra – „Seksmisję” można by uznać za polskiego praszczura opowieści transmedialnej – jeśli przymruży się nieco oko. Choć Juliusz Machulski, reżyser tytułu, nie przyznaje się do inspiracji, dystopia mówiąca o świecie zdominowanym przez feministki, które popęd płciowy zamieniły na pęd ku karierze, jest dziełem Marcina Wolskiego – absolutnie genialnego pisarza i satyryka, który – na swoje i nasze nieszczęście – zajął się polityką.

Dystopia Wolskiego

Sprawa jest dyskusyjna. Słuchowisko Wolskiego w radiowej Trójce pt. „Matriarchat”, wydane potem w formie książkowej, datuje się na czas, kiedy o pierwszych zdjęciach do „Seksmisji” nikt nawet nie marzył. Z drugiej strony we wczorajszym wywiadzie na łamach Onetu Machulski twierdzi, że na pomysł filmu wpadł już w latach siedemdziesiątych.

– Szukałem jakiegoś pomysłu na film science fiction – mówi Juliusz Machulski o pisaniu scenariusza do swojej komedii. – W październiku 1977 roku jechałem pociągiem do Budapesztu na festiwal etiud studenckich. Wiem dokładnie, o której godzinie to mogło być – na pewno jeszcze przed Koluszkami, bo tam się dosiadali koledzy z Łodzi. Miałem z sobą książkę „Perspektywy XXI wieku”. Dotarłem do rozdziału o genetyce i tam po raz pierwszy zetknąłem się z partenogenezą [dzieworództwem]. Czułem, że to jest dobry trop: same kobiety… Ale co dalej? Bez mężczyzn? Co to za świat bez mężczyzn? Wtedy nie ma konfliktu, więc mężczyzna musi być. Ale jeden to za mało – potrzebnych jest dwóch, żeby komentowali ten świat. Tylko jak oni się tam znaleźli? Bo jakoś muszą trafić do przyszłości. Pomyślałem, że wystrzeleni w kosmos, latają gdzieś rakietą i minęło im tylko pięć lat, podczas gdy na ziemi upłynęło 60. Już sobie zacząłem to wyobrażać… Ale nie! Mało wykonalne w warunkach polskiej kinematografii. A zatem hibernacja. To o wiele tańsze rozwiązanie! (źródło)

Kto, co i kiedy wymyślił, nie nasza to rzecz. Pierwszy na rynku bezapelacyjnie był „Matriarchat” Wolskiego.

„Matriarchat” powstał kilka lat przez „Seksmisją” Machulskiego i niewątpliwie scenariusz tego kultowego filmu dużo skorzystał z noweli Wolskiego. Świat przyszłości, po katastrofie, opanowany przez feministki, mężczyźni zepchnięci do rezerwatów. Pełna nagłych zwrotów akcji nowela, iskrząca od zabawnych sytuacji, wykorzystujących wojnę płci. (źródło)

Dystopia Machulskiego

Film Juliusza Machulskiego swoją premierę miał w maju 1984 roku. Powiem wprost – pamiętam, bo choć na ekranie golizny nie brakowało, byłem w kinie na pierwszym pokazie, motywując przed rodzicami swą obecność na seansie umiłowaniem fantastyki. To niewiarygodne, ale film nie poszczuł mnie cycem, lecz zafascynował tak sutym humorem, jak i niezwykłą wręcz wizją przyszłości. Drugiego dna, czyli odniesień do ówczesnego systemu politycznego, jako dziewięciolatek nie dostrzegłem, ale starsi koledzy szybko mi rzecz wyklarowali.

Co ciekawe, antyutopijnej opowieści krytykującej socjalizm nie zrozumiały też amerykańskie feministki:

W 1984 roku odbył się w Minneapolis pokaz filmu, urządzony specjalnie dla feministek. Po obejrzeniu filmu mówiły one, że mimo tego, że film im się podobał, powinien być zabroniony, ponieważ jest „faszystowski, antyfeministyczny, szowinistyczny i seksistowski”. Feministki czuły się także zmanipulowane, ponieważ podczas projekcji brały stronę mężczyzn. (źródło)

To, co jednak nas, młodych wówczas zafascynowało, to technologie – hibernacja, partenogeneza, bomba genetyczna, GPS w kolczykach (sic!), nawigacja komputerowa, przezroczysty papier, szybkobieżne pociągi i windy czy nawet… automatyczny odkurzacz! Pomijając dystopiczną fabułę i warstwę komediową, film był całkiem zgrabnym przedstawicielem nurtu science fiction.

Dystopia Pantoły

Na filmie historia „Seksmisji” się nie skończyła. W 1991 roku Roland Pantoła, jeden z pionierów polskiej branży gier, stworzył na Atari „A.D. 2044” – niejako „egranizację” obrazu Machulskiego.

Akcja A.D. 2044, jak można się domyśleć, ma miejsce w roku 2044, a bohaterem jest wybudzony właśnie z hibernacji prawdopodobnie ostatni mężczyzna na Ziemi. Fabuły opartej na Seksmisji nie ma co przypominać – zna ją niemal każdy Polak. Gra może nie była wiernie na niej oparta, ale nie odbiegała daleko od głównego pomysłu. Była to za to jedna z pierwszych na Atari przygodówek typu point and click. Obsługiwaliśmy ją strzałką poruszaną za pomocą joya. Większość ekranu zajmowała dana lokacja, gdzie kursorem wskazywaliśmy przedmioty, można było robić zbliżenia, używać fantów, czy przechodzić do kolejnej planszy. Po lewej stronie znajdowały się niesione przedmioty – max 4, co wkurzało, bo nadliczbowe fanty trzeba było zostawić i na dodatek pamiętać gdzie. Prawą stronę zajmowała mapka, która powiększała się wraz z ilością odkrytych lokacji. Grafika była bardzo dokładna i do cholery totalnie nie-atarowska – za dobra, za kolorowa. Fabuła wciągała i przykuwała na długo. Co więcej, znając polskie realia gra została również wydana na całej kasecie. Napisano ją w języku Forth, a muza autorstwa Leszka Hołda powstała na rodzimym edytorze CMC. (źródło)

Pięć lat później, w 1996 roku Pantoła wykreował remake gry na PC – tym razem już z elementami grafiki 3D. Podobnie jak w oryginale, fabuła była luźno parta na filmie Machulskiego. Niewątpliwie jednak mieliśmy tu do czynienia z elektroniczną wersją „Seksmisji”. Po dwóch latach gra przeszła lifting programistyczny i – wzbogacona o poprawki i dodatki – wydana została pod Windows.

Wiecznie żywy!

Film żyje – nie tylko dlatego, że emitowany jest regularnie przez wszystkie możliwe stacje TV. To po prostu opowieść uniwersalna, która się nie starzeje. Jej przekaz jest wciąż aktualny. Nie zdewaluowały się też gagi komediowe, które śmieszą i starych, i młodych. Kiedy upowszechnił się w Polsce format mp3, najczęściej kopiowanymi fragmentami filmów były właśnie teksty Jerzego Stuhra w roli Paradysa.

Gdzieś jednak w tym wszystkim zagubił się dziś wątek SF – większość widzów odbiera film tylko i wyłącznie w warstwie komediowej. To błąd. Warto rzucić okiem, jak w 1984 roku wyobrażano sobie rok 2044 – albo, mówiąc bardziej obrazowo, jak trzydzieści lat temu wykreowano wizję świata, jaki my, licząc od dziś, zobaczymy za 30 lat. Machulski bowiem okazał się nie tylko świetnym krytykiem „komuny” i posiadaczem wybornego poczucia humoru, ale i zgrabnym wizjonerem, o czym się dziś niesłusznie zapomina…