Samsung

Samsung zapowiada dwa mocne smartfony. A potrzebuje innego produktu

MS
Maciej Sikorski
6

Lipiec dobiega końca, firmy, które jeszcze nie zaprezentowały swoich raportów finansowych, właśnie to robią i tym samym zamykają ciekawy okres publikacji wyników kwartalnych. Jednym z graczy, który dłużej kazał czekać inwestorom i analitykom na raport, był Samsung. Firma co prawda już kilka tygodni...

Lipiec dobiega końca, firmy, które jeszcze nie zaprezentowały swoich raportów finansowych, właśnie to robią i tym samym zamykają ciekawy okres publikacji wyników kwartalnych. Jednym z graczy, który dłużej kazał czekać inwestorom i analitykom na raport, był Samsung. Firma co prawda już kilka tygodni temu podzieliła się prognozami wyników, ale oficjalne dane i tak były wyczekiwane. Co przyniosły? Jęk zawodu, enigmatyczne zapowiedzi i masę pytań.

Wczoraj pisałem o raporcie firmy analitycznej IDC, z którego wynika, że Samsung nadal jest liderem w segmencie smartfonów, ale tym razem to zwycięstwo nie wywołuje już entuzjazmu i zachwytu akcjonariuszy: koreańska korporacja sprzedała mniej inteligentnych telefonów, niż w analogicznym okresie roku 2013. Konkurencja poprawiła swoje wyniki, Samsung wyłamał się z tego grona i zaliczył spadki. Poważne? Gdy spojrzymy na wyniki sprzedaży smartfonów, to okaże się, że różnica wynosi kilka milionów sztuk. Niby niewiele, część osób powie, że nadal należy podziwiać wynik około 75 mln inteligentnych telefonów dostarczonych na rynek. To prawda, wynik fenomenalny, ale niektórzy liczyli na to, że Koreańczycy sprzedadzą w II kwartale 90 mln smartfonów. To już spory rozstrzał.

Różnice widać także, gdy spojrzy się na wyniki finansowe. Czysty zysk rok do roku spadł o 20% i wyniósł 6,1 mld dolarów. Przychody spadły o prawie 9% do poziomu 51 mld dolarów. Pracownicy korporacji, akcjonariusze i przedstawiciele mediów odzwyczaili się od takiej sytuacji – przecież przez ostatnie lata Samsung rósł jak na drożdżach i bił kolejne rekordy. W głównej mierze wynikało to z dynamicznego rozwoju branży mobilnej, na której producent uzyskał bardzo silną pozycję (w dalszej części tekstu będę się skupiał właśnie na części ich biznesu odpowiedzialnej za rynek mobilny, szczególnie segment smartfonów – to motor napędowy korporacji, źródło ich największych zysków i element, na który najczęściej zwraca się uwagę). I nagle taka wpadka. Ale czy nagle?

Jak już pisałem, Samsung informował jakiś czas temu, że rekordów nie będzie, należy się przygotować na gorsze wyniki. Firma wolała rozłożyć w czasie złe wieści, by zniwelować wynikające z nich negatywne efekty (te są dość mocno widoczne – Samsung wita na giełdzie akcjonariuszy w kolorze czerwonym). Jednak i przed ogłoszeniem gorszej prognozy pojawiały się pytania, czy Samsung da radę. Chociaż korporacja informowała kilka miesięcy temu, że model Galaxy S5 sprzedaje się dobrze i poprawia wyniki poprzednika, to widać było, że nie robi tego w sposób spektakularny, taki, do jakiego przyzwyczaiły premiery trójki i czwórki. Tym razem było po prostu dobrze, a to dla branży za mało.

Już w zeszłym roku pisałem, że sukces Samsunga, jego rekordowe zyski i poszerzanie rynkowych udziałów stwarzają pewne niebezpieczeństwo. Korporacja przyzwyczaiła wszystkich do nienaturalnych wręcz wzrostów i niektórzy myśleli pewnie, że to będzie stały proces, że Samsung będzie rósł w nieskończoność. To naiwne podejście, teraz widzimy, iż koreańska korporacja nie jest rynkowym ewenementem i działa w granicach określonego rynku oraz wpisując się w konkretne mechanizmy. Galaxy S5 nie mógł sprzedać się dwa razy lepiej od poprzednika nie tylko dlatego, że nie był smartfonem na miarę przełomu i nie zerwał czapek z głów podczas premiery – po prostu zabrakło odbiorców dla produktów z tej półki cenowej. I nie należy się spodziewać, że za rok to grono nagle się podwoi – jeśli się powiększy to nieznacznie (w porównaniu do pozostałych segmentów rynku). I tu pojawia się pewien bardzo ciekawy motyw.

Przedstawiciel Samsunga zapewnił, że w drugiej połowie bieżącego roku jego firma dostarczy na rynek dwa topowe smartfony. Jeden będzie posiadał duży ekran i wiadomo, że mowa o kolejnej edycji Galaxy Note. Drugi ma być modelem wykonanym z "nowych materiałów". Prawdopodobnie chodzi o urządzenie, które ostatnio funkcjonuje w branżowych plotkach jako Galaxy Alpha, ale wcześniej doczekało się wielu innych nazw. Jeśli wierzyć pogłoskom, ten sprzęt pod względem wielkości ma być podobny do kolejnego iPhone’a (ekran 4,7 cala, zakładam, że Apple faktycznie coś takiego szykuje). Producent zamknie go w metalowej obudowie (ewentualnie mieszanej: metal + tworzywo sztuczne) i wpakuje do wnętrza mocne podzespoły.

Cel jest w tym przypadku jasny: Galaxy S5 słabnie jako lokomotywa, a Note nie jest w stanie w pełni go zastąpić, bo to duży produkt. Dla niektórych zbyt duży. Aby nie doznać nokautu w drugiej połowie roku, Samsung szuka rozwiązania, które pozwoli mu osiągnąć dobre wyniki. Logiczne i sensowne. Jednak ruch ten będzie miał wpływ głównie na najwyższą półkę cenową, a to nie na niej Samsung może mieć największy problem. Flagowce są wizytówką, zapewniają poważne zyski i nakręcają sprzedaż innych produktów, ale nie należy stawiać wszystkiego na tę jedną kartę. Jeśli Samsung chce się obronić wyłącznie przed Apple i sprzedawać kilkadziesiąt milionów topowych smartfonów, to Note i Alpha pewnie mu pomogą. Jeśli korporacja chce też odrzucić od swych bram chińskich producentów, to te dwie premiery sprawy nie załatwią.

Samsung powinien (moim zdaniem musi) zdecydowanie bardziej przyłożyć się do średniej i niższej półki cenowej. Zalewanie rynku sprzętem, olbrzymią liczbą podobnych do siebie modeli pozwoliło im wygrać kilka lat temu i przez lata się sprawdzało, ale ta strategia zaczyna się wypalać. Koreańskiemu producentowi są teraz potrzebne urządzenia w stylu Moto G albo Redmi Note: tanie, mocne, wyraziste. Sprzęt z niższej półki, o którym mówi świat. Technicznie i technologicznie są pewnie w stanie ogarnąć to wyzwanie. Większe obawy wzbudza ich (nie)chęć do wprowadzania zmian i struktura korporacji. Niedawno w branży pojawiły się doniesienia, z których wynika, że poszczególne jednostki firmy mocno się ścierają, ponieważ każda chce realizować cele istotne ze swojego punktu widzenia, a to niekoniecznie służy firmie jako całości. Możliwe, że niedługo dojdzie do zmian na szczycie korporacji i trudno stwierdzić, czy owe problemy organizacyjne zostaną szybko zlikwidowane. I czy nowy szef postanowi zmienić kurs firmy.

Nie ulega wątpliwości, że Samsung będzie mógł konkurować z chińskimi producentami tylko wtedy, gdy obniży ceny swoich produktów. Silna marka tej firmy i nieufność wobec producentów z Państwa Środka przestaną odgrywać ważną rolę na tej scenie – Samsung musi pamiętać, że jeszcze całkiem niedawno i jego produkty były postrzegane jako zło konieczne, na które klient decyduje się dlatego, że nie stać go na japoński/europejski produkt. To się zmieniło, ale ten sam proces przechodzą teraz chińskie firmy. A gdy jakość ich produktów zostanie uznana przez rzesze klientów za odpowiednią, to uderzą w Samsunga niskimi cenami. Już to robią, a przykładem przywołany Redmi Note. Co robić?

Koreański gigant przenosi fabryki do Wietnamu, by w ten sposób oszczędzić na produkcji, ale to nie wystarczy. Jakiś czas temu wspominano o rozsądnym wydawaniu pieniędzy na marketing i to z pewnością trzeba będzie realizować. Samsung nokautuje inne formy pod względem środków przeznaczanych na reklamę, ale część tych pieniędzy zapewne jest wydawana bezmyślnie – przy takich kwotach łatwo o pomyłki i nieracjonalne działanie. Pewnie przydałoby się też wietrzenie kadr i szukanie oszczędności tam, gdzie dawno nie zaglądano. Ktoś powie, że takie działania stosują firmy, które mają problemy finansowe, np. HTC, a Samsung zarobił przecież w jednym kwartale 6 mld dolarów. To prawda, ale lepiej dmuchać na zimne, by za kilka lat nie okazało się, że korporacja nie tyle powinna, co musi nagle ciąć koszty. Wystarczy wspomnieć, że porządki robi u siebie Microsoft, a przecież ich biznes przynosi w każdym kwartale miliardy dolarów zysku.

Wprowadzając zmiany teraz, Samsung ma szansę odrzucić rękawicę pchniętą w jego stronę przez Chińczyków. Kilka dobrych i rozpoznawalnych smartfonów w atrakcyjnej cenie powinno na jakiś czas ograniczyć ekspansję Xiaomi, Huawei i Lenovo. A wkrótce także firm indyjskich, które zamierzają podążać śladem chińskich korporacji i z rynku lokalnego przebić się na globalny. Pisząc krótko: nie jest za późno, by działać, Samsung ma nawet trochę czasu na to, by właściwie wszystko przygotować. Pewne jest jednak, że trzeba reagować, bo trwanie w obecnych ramach przez kolejne lata raczej nie przyniesie tej firmie nic dobrego.

Źródło grafiki: androidblog.it

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu