Technologie

Nie tylko Boston Dynamics, CalTech pokazał robota naśladującego Supermana

KK
Krzysztof Kurdyła
3

Roboty od Boston Dynamics zrobiły na świecie ogromną furorę. Spot i jego „koledzy” u jednych budzą fascynację, u innych przerażenie, ale jednocześnie ich możliwości, choć spore, są ograniczone formą, która służyła za wzór. Projektanci z CalTech próbują iść jeszcze dalej...

LEONARDO (LEgs ONboARD drOne) to robot stworzony przez inżynierów ze znanego z „Teorii wielkiego podrywu” uniwersytetu CalTech (California Institute of Technology). Jego forma i możliwości u każdego człowieka cierpiącego na fobie na punkcie robotów z pewnością mogą wywołać atak paniki ;) Pokazuje możliwości, jakie być może otrzymają już niedługo, dotychczas znacznie mniej sprawne od człowieka (przynajmniej na ogólnym poziomie), roboty.

Twórcy LEO nie ograniczyli się do stworzenia jeszcze lepszego drona, czy odtworzenia i ewentualnego wzmocnienia umiejętności chodzenia, jak w humanoidalnych robotach zrobił to Boston Dynamics, ale połączyli oba rodzaje robotów w jeden. Dzięki temu robot może zachować się prawie jak Superman i stosować hybrydowy sposób przemieszczania się. Twórcy jako inspirację dla swojego dzieła wskazali robotycznego chłopca, Astro Boya oraz zbroje Iron Mana.

Szkieletor

Oczywiście jak to w przypadku większości projektów typu proof-of-concept bywa, całość na razie jest dość niezgrabna. Patrząc na jego taniec na linie, na pierwszy rzut oka wydaje się, że ciężko będzie znaleźć dla niego praktyczne zastosowanie. Jeśli się jednak dobrze zastanowić, idea wyposażenie robota naziemnego w zintegrowane systemy umożliwiające choćby krótkie loty oraz pozwalająca na stabilizowanie jego pozycji trudnych warunkach, może być bardzo przydatna.

Twórcy uważają, że hybrydy tego typu mogą sprawdzić się na przykład przy inspekcjach linii energetycznych, monitorowaniu mostów i innych trudno dostępnych miejsc, gdzie utrzymanie równowagi jest prawdziwym wyzwaniem. Całkiem możliwe, że tego typu konstrukcja miałaby szanse wykryć uszkodzenia lin nośnych, które doprowadziły do katastrofy radioteleskopu Arecibo...

Jak to działa

Oczywiście umiejętność latania ma konsekwencje, LEO musiał być lekki, waży zaledwie 2,58 kg, przez co przypomina co nieco szkieletora, tym bardziej że jego wysokość to 75 cm. Na poprzeczce, którą można by nazwać ramionami robota, zamontowano dwa zestawy silników ze śmigłami, umożliwiające wspomniane „powietrzne operacje”.

Najtrudniejszym zadaniem eksperymentu było opracowanie efektywnego miksu trybów chodzenia i latania. Przykładem takiej synchronizacji systemów ma być procedura skoku, gdzie połączono tradycyjne wybicie się z nóg z odpowiednią pracą śmigieł. Wymagające godzin ciężkiej pracy było też stworzenie oprogramowania i algorytmów, potrafiących ogarnąć znaczne większą liczbę zmiennych.

Prace trwają

Jak przyznali twórcy, zadanie było na tyle skomplikowane, że na tym etapie nie skupiano się praktycznie na niczym innym, nawet tak ważnych sprawach, jak optymalizacja zużycia energii. Na dziś Leonardo potrafi efektywnie pokonywać w trybie mieszanym wysokie przeszkody, udało się go nauczyć jazdy na deskorolce, a także potrafił pokonać spory odcinek idąc po linie.

Zespół zamierza kontynuować pracę nad LEO i innym tego typu hybrydami. W najbliższym czasie można się spodziewać jego bardziej dojrzałej wersji. Pozostaje pytanie, w jakim stopniu zalety takiego robota, będą przeważać nad wadami, kompromisy na jakie trzeba iść przy takiej konstrukcji wydają się być dość duże (choćby waga). Czas pokaże, ale warto pamiętać, że początki Boston Dynamics też dla wielu wyglądały absurdalnie, ale teraz stają się coraz bardziej powszechne.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: