23

Returnal to ukłon w stronę graczy i prawdziwy next-genowy tytuł. Recenzja

Nie miałem wobec Returnal dużych oczekiwań, ale przy pierwszym kontakcie gra zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Później stała się wyzwaniem, które chciałem podejmować - choć jednocześnie nowa produkcja przeznaczona tylko dla PlayStation 5 pokazała mi, że im jestem starszy, tym gorszy ze mnie gracz.

Rozbijasz się, walczysz, umierasz. I tak w kółko

Returnal to nowa, przeznaczona wyłącznie dla konsoli PlayStation 5 gra studia Housemarque. Jeśli nazwa nic Wam nie mówi, to powinny kojarzyć tytuły, za jakie są odpowiedzialni. Stardust i Super Stardust na Amigę, z nowszych Alienation i kapitalne Resogun, które debiutowało w okolicach premiery PlayStation 4. Jaki te gry mają związek z trzecioosobową strzelanką? Ogromny, bo to nie jest po prostu TPP w stylu Uncharted czy Gears of War, ale właśnie bardzo udana próba przeniesienia klasycznych, kultowych shoote’em-upów na grę z widokiem zza pleców bohatera.

A raczej bohaterki, bo w Returnal wcielamy się w Selene, która rozbija swój statek kosmiczny na planecie Atropos. Kobieta szybko dowiaduje się, że nie jest to przyjazne miejsce, a dodatkowo wpadła w dziwny, powtarzający się cykl śmierci. Kiedy zginie walcząc z niebezpiecznymi stworzeniami, wraca do spadającego statku i zaczyna wszystko od początku. Jakby tego było mało, znajduje swoje własne zwłoki i na podstawie zapisków próbuje rozwikłać zagadkę świata, na który trafiła. Później odwiedza przeniesiony na Atropos własny dom, w którym jest niemal tak strasznie, jak w ostatnim Resident Evil. Gęsta, ciężka atmosfera towarzyszy jej cały czas, co czuć od pierwszych minut i pierwszego biomu (tych w grze jest 6). Niesamowity klimat kojarzący się z filmami z serii Obcy to bez wątpienia jeden z najmocniejszych elementów Returnal, a takich udanych strzałów jest naprawdę sporo.

No właśnie, strzałów…

Returnal to strzelanka pełną gębą. Dynamiczny model walki wydaje się niemal idealny. Jest kapitalnie wyważony, wymagający i bardzo często nie wybacza błędów. Wrogowie potrafią strzelać seriami poziomych i pionowych, kolorowych pocisków, które bardzo dobrze widać i słychać, ale jednak ich odpowiednie unikanie (szczególnie przy większej grupie przeciwników) to niezła sztuka, którą trzeba opanować. I niby wszystko spoko, przecież to nic trudnego – do pierwszej śmierci. A zginąć nie jest tu wcale trudno, szczególnie jeśli poczujecie się zbyt pewni siebie. Returnal to bowiem gra typu roguelike. Oznacza to, że po śmierci zaczynacie od początku. Fakt, odblokowujecie pewne rzeczy, które popychają grę do przodu, ale jednak wiele z nich też tracicie. Nie jest to proste zaczynanie od zera, ale czasem tak właśnie czułem się po kolejnym zgonie.

Na równi z kapitalnym (przez duże K) modelem strzelania i ruchu, który nabiera jeszcze większej dynamiki dzięki uskokom, odkrywamy też technologię obcych. W którymś momencie dziwne znaczki mają sens, bo Selene odnalazła już odpowiednie przedmioty by móc tłumaczyć znalezione wiadomości. Dzięki temu budowana jest historia i obraz świata, które jeszcze bardziej zagęszczają klimat gry. Późny wieczór, słuchawki, zgaszone światło – momentami miałem ciarki na plecach.

Returnal wygląda obłędnie

Statyczne obrazki nie oddają w pełni tego, jak prezentuje się Returnal. 4K, 60 fps, raytracing, jest pięknie, szybko i bez spadków animacji. Złapanie dobrych screenów w tak dynamicznej grze jest dość trudne, ale pokazują one przynajmniej trochę, jak świetnie zaprojektowano tu grę świateł, detale świata, tekstury i tak dalej. Gra w ruchu zyskuje dużo więcej, jest bardzo szybka, dynamiczna, jeszcze piękniejsza. Do tego dochodzi trójwymiarowy dźwięk, więc absolutnie polecam grać na słuchawkach, wrażenia są niesamowite.

Jakby tego było mało, twórcy bardzo dobrze ogarnęli obsługę wibracji w padzie DualSense. Już na samym początku kontroler cudnie wibrował kiedy na skafandrze Selene lądowały krople deszczu. Adaptacyjne spusty pozwalają poczuć poszczególne bronie – momentami było mi aż przykro, że przez tyle lat grałem na DualShocku 4. Returnal to nextgen pełną gębą, który dodatkowo potrafi również wykorzystać szybki dysk SSD by gracz nie czuł, że cokolwiek się tu ładuje. Bomba!

To, co jest jednym z najmocniejszych punktów Returnal, dla niektórych będzie również największą wadą

Jestem pewien, że duża grupa graczy będzie Returnal zachwycona. Jedni nie będą mieć z tym tytułem problemów, inni staną godnie do wyzwania i zagryzając usta zaliczą wszystkie biomy. Ale niedzielny gracz może się szybko od Returnal odbić ze względu na poziom trudności, który daje o sobie trochę znać w pierwszej lokacji, by później jeszcze bardziej się zwiększyć. Gry trzeba się nauczyć, zrozumieć mechaniki strzelania, istotną rolę dobrego zestawu broni i ulepszeń, a później bardzo je szanować. Bo choć część odblokowanych elementów pojawi się po śmierci, to jednak każdy kolejny cykl zaczynamy bardzo osłabieni i mimo skrótów do kolejnych biomów, musimy na nowo budować ekwipunek. Nie potrafiłem polubić się z bazowym pistoletem, który był moim zdaniem skuteczny dopiero na wyższych poziomach i każdy początek był dla mnie męczący. Jednocześnie z mocnym zestawem broni i ulepszeń za szybko czułem się „szefem”, przez co wielokrotnie głupio ginąłem. W Returnal trzeba grać w pełnym skupieniu, najlepiej na słuchawkach i nie dać się wybić z rytmu. Czasem bowiem malutki kawałek zdrowia motywuje do niesamowitego, zakończonego zwycięstwem, hipnotycznego tańca między przeciwnikami i kolorowymi pociskami. Innym razem szybka myśl o tym, co będzie dziś na kolację potrafi wybić z rytmu i położyć nawet dobrze zbudowaną postać.

Ja niestety mam pewien problem z grami typu roguelike i niezależnie od tytułu, nie potrafię się go pozbyć. Kiedy ginę i tracę większą część postępu – to czuję, że zmarnowałem czas. Może dlatego nie byłem w stanie w 100% docenić Returnal, ale to absolutnie nie jest wina tej gry. Bo i mimo tego „problemu” potrafiła mnie trzymać przy konsoli i kazała spróbować jeszcze raz, choć moim zdaniem sukces zależy tu również od szczęścia, odpowiedniego ułożenia poszczególnych lokacji, skrzyń z bronią i dodatkami oraz dropu z większych przeciwników. Ostatecznie jednak po którejś kolejnej głupiej śmierci odpuszczałem i wracałem do gry dopiero po przerwie. Widzę więc oczywisty scenariusz, w którym niektórzy gracze zachęceni recenzjami w którymś momencie powiedzą „dość” i odłożą grę na półkę widząc jak szybko potrafi zweryfikować ich skilla i manuala. Znajomy podsumował Returnal słowami „oddzieli graczy od udawaczy” i w pełnie się z tym zgadzam. To nie jest jakaś kosmicznie trudna gra nie do przejścia, ale po takich Spider-Manach czy Call of Duty stawia graczowi wyzwanie, nie każdy ma cierpliwość by je podjąć. Mi Returnal dał jasno do zrozumienia, że przez ostatnie lata mój skill i manual gdzieś zniknęły i muszę przyznać, że minimalnie mnie to zdołowało. Ale jednocześnie każdy sukces i przejście dalej. obok stresu przy trudniejszych starciach, dawało mi też mega satysfakcję, której dawno nie czułem.

Zachwyca, wciąga, onieśmiela i stawia wyzwanie. Rewelacja!

Przez pierwszą godzinę od uruchomienia Returnal, zbierałem szczękę z podłogi. To jakby ktoś wziął rasową grę typu shmup (leci samolocik i strzela), dodał do niej niesamowitego klimatu rodem z Obcego, a następnie oprawił jak rasowego nextgena. Gęsta atmosfera, ogromnie satysfakcjonujący model strzelania, dynamika, światła – mógłbym tak wymieniać i wymieniać. Dopiero w którymś momencie do wielu graczy dotrze jednak, że ta „sielanka” szybko się kończy i zaczyna się wyzwanie. To nie jest dla mnie minus, wręcz przeciwnie – ale jednocześnie wiem, że Returnal nie jest dla wszystkich. To produkcja dla wytrawnych, zaprawionych w boju graczy, którzy nie boją się wyzwania – prawdziwe „4thePlayers”. Nie miałem wobec Returnal ogromnych oczekiwań i spodziewałem się raczej „rogalika” AA, tymczasem dostałem pełnoprawny triple-A i naprawdę mocny, świetny tytuł. Jeśli nie boicie się wyzwania, polecam z całego serca.

Ocena 9/10

Plusy

  • dynamika rozgrywki
  • model strzelania
  • oprawa

Minusy

  • przez wysoki poziom trudności, nie dla wszystkich