46

Reklamocentryczny Facebook vs Google Plus. 8 koncepcji, które zmieniają zasady gry

„Google sucks at social” – podkreślałem to tyle razy, że teraz trudno się od tej myśli odzwyczaić, ale kontakt z Google Plus był odświeżający. Społeczność Google a duże szanse na sukces, ponieważ robi to co Facebook, miejscami tak jak Facebook, ale koncentruje się na użytkowniku, a nie reklamie. To nie oznacza jeszcze automatycznego sukcesu i miliarda […]

„Google sucks at social” – podkreślałem to tyle razy, że teraz trudno się od tej myśli odzwyczaić, ale kontakt z Google Plus był odświeżający. Społeczność Google a duże szanse na sukces, ponieważ robi to co Facebook, miejscami tak jak Facebook, ale koncentruje się na użytkowniku, a nie reklamie. To nie oznacza jeszcze automatycznego sukcesu i miliarda userów, ale 200 milionów użytkowników Gmaila może być dobrym początkiem dla pierwszej realnej alternatywy dla Facebooka. 

 

Plusy – dlaczego ma szanse na sukces

  1. Pełna kontrola nad tym CO udostępniamy KOMU. Koncepcja socjalnych kręgów zdecydowanie lepiej niż listy (będące traktowanym przez Facebooka po macoszemu dodatkiem) oddaje strukturę naszych kontaktów z ludźmi, a Plus umożliwia czytelne oddzielenie interakcji z współpracownikami, kontaktami, przyjaciółmi i rodziną. Nasi „przyjaciele” z Google Plus to faktycznie przyjaciele, albo współpracownicy, albo kontakty, a nie jedna wielka szara masa cedzona przez Edge Rank.
  2. Design serwisu jest zdecydowanie bardziej przejrzysty i spójny niż w przypadku Facebooka. Skoncentrowany na najważniejszym dla użytkownika elemencie – duszy i wyróżnikowi serwisu, czyli „kręgach”. Facebook coraz intensywniej próbuje centralnym elementem uczynić reklamę, ze względu na aktualną niską konwersję i nieproporcjonalnie niskie w stosunku do wielkości i wyceny przychody, design Plusa celuje w zadowolenie czytelnika, a nie reklamodawców. Odpowiedzialny za niego był Andy Hertzfeld – członek teamu, który projektował interfejs Macintoshy. Google nie musi się martwić o zyskowność tego przedsięwzięcia, ponieważ potrzebuje danych o naszym zachowaniu i przeciwwagi dla Facebooka, a nie dodatkowego miejsca na wyświetlanie reklamy.
  3. Integracja z pozostałymi usługami Google, poczynając od GTalka i kontaktów – będących jednocześnie kluczowy elementem Androida. Facebook może co najwyżej uzupełniać nasze kontakty w telefonie z Androidem, Plus oznacza, że ta sama lista naszych kontaktów będzie obecna w Gmailu, Plusie, telefonie z Androidem, Dokumentach Google, Picassie. Wraz z wprowadzeniem nowego toolbaru Google dla wszystkich, oznacza to również, że Plusa będziemy mieli przed oczyma, pod ręką za każdym razem gdy korzystamy zalogowani z wyszukiwarki, albo – w moim wypadku – cały dzień, również podczas pracy z innymi narzędziami Google.
  4. Możliwość nawiązania bliższego, faktycznego kontaktu z naszymi znajomymi, za pośrednictwem Google Hangouts. Pierwszego znanego mi narzędzia umożliwiającego wideokonferencję w kilka osób, bez niewytłumaczalnych przycięć i lagów, skomplikowanej konfiguracji i nieczytelnego interfejsu. Umożliwia również wspólne oglądanie wideo z YouTube, a w przyszłości – jak sądzę – również np. wspólne omawianie dokumentu z pakietu biurowego Google. Co ważniejsze, otwarta i widoczna w strumieniu aktualizacji konferencja dla konkretnego „kręgu”, umożliwia b. łatwe przyłączenie się ludziom ze zdefiniowanej wcześniej grupy.
  5. Natychmiastowy dostęp do informacji na interesujące nas tematy za pośrednictwem Google Sparks – czyli predefiniowanych zapytań zwracających nam po kliknięciu w zakładkę najnowsze informacje na konkretny temat wykopane przez monstrualny silnik stojący za Google Search. Facebook potrafi często zastąpić poranna gazetę, za pośrednictwem linków udostępnianych przez znajomych, Plus posuwa to jeszcze dalej – dając im łatwiejszy dostęp do niekoniecznie znanych źródeł informacji, a tym samym zwiększając skuteczność „ludzkiego filtra informacji”.
  6. Możliwość natychmiastowego eksportu wszystkich naszych danych, albo usunięcia konta wraz z powiązanymi informacjami. Jest to kompletnym przeciwieństwem lock-in, jakie uskutecznia Facebook, zatrzymując użytkowników niemalże siłą.
  7. Mailuj do mnie. Google Plus nienatrętnie proponuje wysłanie naszej aktualizacji osobom z „kręgu” docelowego, które nie korzystają z Plusa, a które dodaliśmy do niego z naszej aktualnej listy kontaktów z Gmail+Android. Oznacza to, że dowiadując się o Google Plus, użytkownik nie dostanie 50+ zaproszenia do Hi5, czy innego badziewia, ale najprawdopodobniej zgodny z zainteresowaniami link bądź informację od znajomego, co jest bardziej wartościowe i przekonujące niż poleganie na społecznym ciśnieniu – „zobacz, jest tu już 30 twoich znajomych, pies sąsiadów i dwa słodkie kotki.”
  8. Zgoogluj mnie. Profile Google to integralna część Plusa i jakby nie patrzyć – relewantny wynik podczas wyszukiwania danej osoby oraz kolejna, nienatrętna droga dotarcia na serwis.

Minusy – dlaczego nie będzie łatwo

  1. W USA i na zachodzie europy rynek społecznościówek jest już nasycony, a Facebook jest królem. Poza early-adopters, którzy tak jak ja ślinią się na każda nowinkę, zwłaszcza przygotowaną przez Google, każdego nowego użytkownika Google będzie musiało odebrać komu innemu – głównie Facebookowi.
  2. Masa krytyczna Facebooka jest nieprawdopodobna – to już 750 milionów osób wśród których przeciętny człowiek jest w stanie znaleźć co najmniej 50 znajomych, a najczęściej ma pomiędzy 120-150. „Porzucenie” ich na Facebooku, to ciężka decyzja, o czym FB przypomina na każdym kroku. To lock-in społeczny.
  3. Facebook nie daje możliwości eksportu danych, a w szczególności zdjęć. To lock-in technologiczny.
  4. Google Plus poza wymienionym w pt. 7 mechanizmem najprawdopodobniej nie będzie prowadzić natrętnego, ale skutecznego e-mail marketingu, ani szpanować wizerunkami naszych znajomych na każdym kroku w serwisie, co widać już po wybranym, znacznie mniejszym kalibrze fotografii naszych znajomych w streamie.

Sądzę, że Google Plus czeka powolny, ale stabilny wzrost kosztem Facebooka – na nasyconych rynkach. To nie będzie rewolucja, a bardziej to co opisywał Joshua J. Romero, tworząc background dla swojego eksperymentu polegającego na rezygnacji z usług Google. Każdego dnia, cześć spośród setek milionów użytkowników wyszukiwarki i telefonów z Androidem, 200 milionów użytkowników Gmaila oraz kilku(?) milionów użytkowników Dokumentów Google, spostrzeże, że do używanych już usług Google dołączyła kolejna. Komplementarna.