3

Opowiem ci bajkę o dobrym człowieku – recenzja filmu „Upiorne opowieści po zmroku”

André Øvredal po raz kolejny zaprasza widzów do świata oldschoolowych, rozciągniętych sweterków, wełnianych czapek, rowerów ze zjeżdzonymi oponami i uroczych domków na przedmieściach. Po popularnych "Stranger Things" i rewolucyjnym "To" w reżyserii Andresa Muschietti przyszedł czas na "Upiorne opowieści po zmroku".

„Upiorne opowieści po zmroku” to tak naprawdę opowieść o rozterkach młodości, kryzysach rodzinnych i prawdziwej przyjaźni, jakiej nie widzieliśmy jeszcze nigdy na ekranach kin. Norweski reżyser funduje nam swoistą podróż, która wymaga zarówno wyostrzenia zmysłów, jak i intelektualnych wysiłków.

Pewnego dnia ekipa przyjaciół z Mill Valley znajduje w opuszczonym, wiktoriańskim domu księgę z mrocznymi opowiadaniami, co psuje humor ich autorce. Niedługo potem sami stają się ofiarami „piekielnych”, misternie skonstruowanych historii.

Słodko-gorzkie rozterki młodych

Bohaterowie „Upiornych opowieści po zmroku” nie rozumieją jeszcze, że przeżywają właśnie najpiękniejsze chwile swojego życia. Dzieciństwo mija przecież bardzo szybko, a wraz z nim beztroskie, „szczenięce lata”. Zwykle idealizujemy je, będąc już poważnymi, dojrzałymi ludźmi. Stella, Ramón, Auggie oraz Roy mają własny, specyficzny sposób postrzegania rzeczywistości. Dostrzegają magię tam, gdzie nie widzą jej inni. Nawet przyziemne zjawiska bądź pozornie błahe wydarzenia stanowią dla nich niebywałą zagadkę na miarę potyczek intelektualnych Sherlocka Holmesa, zaś zwykłe przedmioty codziennego użytku uchodzą za niezwykłe.

Te słodko-gorzkie rozterki młodych wywołują w widzach zarówno pobłażliwy uśmiech, jak i nostalgię. Odsyłają one przecież do wspomnień, które, głęboko zakorzenione w „dorosłych” umysłach, ożywają na widok upiornego śledztwa amatorskiej grupki specjalizującej się w poskramianiu szkarad podobnych do tych z „Labiryntu Fauna” czy „Kształtu wody”. Wszyscy z pewnością tworzyli kiedyś straszne,mrożące krew w żyłach historie i opowiadali je przyjaciołom, siedząc w półmroku na strychu, gdzie nawet delikatny ruch, odgłos, trzask czy podmuch wiatru wywoływał gęsią skórkę. Oglądając „Upiorne opowieści po zmroku” przypominamy sobie również momenty, w których sami, niczym nastoletni bohaterowie filmu, kreowaliśmy abstrakcyjne idee, wymyślaliśmy kreatywne zabawy oraz szukaliśmy sekretnych miejsc. Rozgrywki te czyniły każdy dzień wyjątkową przygodą.

W przypadku dzieciaków z filmu André Øvredala historie o duchach nie są jedynie fantazmatycznymi mrzonkami stworzonymi dla urozmaicenia wolnego czasu, lecz dzieją się naprawdę. Nagle muszą oni porzucić halloweenowe przebieranki i stanąć oko w oko z prawdziwym zagrożeniem. Nastolatkowie, pomimo młodego wieku, radzą sobie w trudnych sytuacjach, zachowując przy tym zimną krew i racjonalne myślenie, a przerażające wydarzenia kształtują ich osobowość. W rzeczywistości jednak zmagania z nadnaturalnymi mocami nie stanowią tutaj największego problemu.
Najgorszym koszmarem spędzającym sen z powiek głównych bohaterów jest proza życia codziennego, osobista trauma i walka z wewnętrznymi demonami przeszłości.

Reżyser „Upiornych opowieści po zmroku”subtelnie ukazał dramat dzieci, z różnych przyczyn dorastających szybciej niż rówieśnicy. Zjawisko to najlepiej obrazują losy neurotycznej Stelli oraz wycofanego Ramóna. Dziewczynka uważa, że to przez nią jej matka odeszła od ojca, przez co odczuwa permanentny, toksyczny wstyd. Zoe Margaret Colletti, dzięki swojej „rozedrganej” ekspresji, idealnie odzwierciedliła jej niepewny stan psychiczny. Chłopak zaś próbuje zaakceptować samobójczą śmierć brata, a także uciec z patologicznego, rodzinnego środowiska. Freud powiedziałby, że ich nerwice się uzupełniają. Humanista zaś stwierdziłby po prostu, że trudne przeżycia zbliżają do siebie ludzi.

Zło przychodzi z niespodziewanej strony

Film pokazuje zatem, że czasem to właśnie najbliżsi wyrządzają człowiekowi największą krzywdę. Morał ten można dostrzec szczególnie w jego punkcie kulminacyjnym, gdy poznajemy smutną historię głównego czarnego charakteru. Członkowie rodziny często popełniają zbrodnie w „białych rękawiczkach”, raniąc słowem lub czynem. Urazy z dzieciństwa pozostają w ludzkiej psychice na długo i sprawiają, że dana jednostka nie potrafi znaleźć swojego miejsca w świecie. Bezustannie łaknie ona akceptacji i miłości. W takiej sytuacji warto, tak jak bohaterowie „Upiornych opowieści”, zapomnieć o swoich korzeniach, poszukać prawdy o samym sobie, stać się niezależną, odrębną jednostką i zasięgnąć wsparcia z zewnątrz. W końcu pokrewieństwo wynika jedynie z więzów biologicznych i nie świadczy z góry o szczerej relacji międzyludzkiej. Czasem osoby, z którymi łączą nas jedynie koleżeńskie zażyłości, potrafią pocieszyć lepiej niż matka, ojciec, rodzona siostra czy brat…

Przyjaźń bohaterów „Upiornych opowieści po zmroku” powstała na życiowych zgliszczach i przetrwała kolejną szaloną burzę. Funkcjonują oni jak jeden silny organizm powołany nie tylko do walki z ciemnymi mocami, ale również ze społeczną niesprawiedliwością. Stella, Ramón, Auggie oraz Roy, podobnie jak „Klub Frajerów” z filmu „To”, protestują przeciwko rówieśniczemu ostracyzmowi, brakowi tolerancji dla inności i fałszywości w kontaktach międzyludzkich. Nie przypominają tutaj zakłamanych jednostek z powieści Gombrowicza zakładających maski, by ukryć pod nimi prawdziwą twarz. Charakteryzuje ich empatia, uczciwość, lojalność i altruizm. Nie popierają oni również gombrowiczowskiego podziału na wyższość i niższość. W ekipie nastolatków nikt nie dominuje ani nie uchodzi za lepszego od reszty. W kręgach tych panuje równość bez względu na wiek, poziom atrakcyjności, inteligencję czy posiadany majątek. Przyjaciele przywodzą na myśl zwartą, jednolitą masę, co sprawia, że bez zastanowienia skoczyliby za sobą w ogień, usiłując uchronić się wzajemnie przed nadchodzącym niebezpieczeństwem.

Z tej historii płynie morał

Produkcja André Øvredala służy więc za wykładnię przyjacielskiej miłości, wolnej od uprzedzeń i nie znającej żadnych granic. Uczucie to, tak czyste i bezinteresowne, stanowi domenę młodzieży, nieskalanej jeszcze „kulturowym” egoizmem. Dorośli, pochłonięci pracą i karierą, często zamiast pomagać innym w potrzebie, wykorzystują ich do osiągnięcia osobistych celów. Fabuła „Upiornych opowieści” dowodzi jednak, że trzeba obudzić w sobie uśpione, ludzkie odruchy i podać rękę bliźniemu, by uniknąć apokalipsy wartości moralnych i „samowsobności”, powszechnej w XXI wieku.

Dzieło Øvredala zarówno trzyma w lekkim napięciu, jak i dostarcza przyjemnej rozrywki. Zachwyca warstwą wizualną, jednak to jego podskórny przekaz uderza w widza najbardziej. Boimy się potworów, śmierci, nieczystych sił. Wierzymy w zabobony i zmory, a tak naprawdę najgorszym katem dla człowieka jest drugi człowiek.