netflix
39

Przycisk “pomiń politykę” to początek rewolucji w Netflixie? Czekam na konfigurację seriali pod mój gust

Wizja konfigurowania filmów i seriali niczym gry wideo brzmi kusząco i intrygująco. Jeżeli się jej doczekamy, to pierwotne wizje twórców przestaną mieć znaczenie. Uchowają się co najwyżej w kinie.

Konsumpcja multimediów zmienia się w tempie ekspresowym. Rzeczy które jeszcze dekadę czy półtorej dekady temu były nie do pomyślenia — teraz są standardem. Jeszcze niedawno wkraczaliśmy w erę cyfrową i cieszyliśmy się na myśl, że nie będzie trzeba przewijać taśm. Później nadeszła rewolucja komputerowa, kiedy wielu płyty zamieniło na pliki *.avi, *.mkv i spółkę. Teraz takie pliki i kombinatorstwo odchodzą do lamusa, na komputerze oglądamy coraz mniej — bo w domu wolimy rozsiąść się wygodnie przed telewizorem, a w drodze mamy tablety i smartfony, które są bardziej poręczne niż komputery. Zmieniają się nasze potrzeby i przyzwyczajenia. Kiedy mam oglądać coś poza Netflixem — robię krzywą minę. Uwielbiam tamtejsze pomijanie czołówki i napisów końcowych, które pozwala mi się ekspresowo przenieść do kolejnego odcinka. Zakładam że takich udoskonaleń będzie więcej. I ostatnio Netflix jedno zaserwował w Seth Meyers Lobby Baby, pozwalając widzom… pomijać politykę.

„Pomiń politykę”: trochę żart, a trochę nie

Przy obecnym natłoku treści, jeszcze staranniej dobieramy materiały którym chcemy poświęcić nasz cenny czas. Stąd te wszystkie przyspieszenia, stąd wersje skrócone no i przyciski, które pozwalają nam pominąć tematy które nas nie interesują. Fajnie że są żarty, fajnie że można się pośmiać, ale jak ktoś nie ma ochoty na żarty polityczne — to nie musi ich oglądać. Wystarczy kliknąć „ok” na pilocie telewizora, albo na ekranie komputera / smartfona. I cyk, idziemy dalej – do treści, które nas interesują. Nie musimy się dodatkowo denerwować słuchając żartów o Prezydencie Trumpie. Chociaż czasem patrząc na politykę można by pomyśleć, że rzeczywistość przerosła już jakiekolwiek kabarety…

Co jeszcze można pominąć? Dużo, a każdy będzie mógł o tym zadecydować samodzielnie

Tego jeszcze nie było, ale jestem w stanie sobie wyobrazić specjalne edycje filmów i seriali, które są krótsze, bo skupiają się tylko na jednym wątku. Albo tylko na wątkach najważniejszych, pomijając jakieś artystyczne mambo-dżambo. Ba, patrząc na te wszystkie zmiany i rewolucje — kompletnie nie zdziwiłoby mnie to, gdyby za jakiś czas widz sam decydował wątki których bohaterów chce oglądać, a które nie. Wiecie, takie menu jak w grze wideo, w której dostosowujemy ilość elementów interfejsu widocznych na ekranie. Pomiń wszystkie sceny pościgów, zignoruj sceny w których widzimy tylko widoczki, nie pokazuj scen w dyskotekach. Albo lepiej — przy kontach młodych użytkowników, pomiń wszystkie sceny które nie są przeznaczone dla osób w ich wieku. I nagle z półtoragodzinnego filmu zostanie nam 40 minut – przyspieszymy x2, ogarniemy to w dwadzieścia minut. Tylko ile tak naprawdę zostanie z pierwotnej wizji i… samego filmu? Niewiele.