23

Szambo wylało i może podtopić małe polskie biznesy, jeżeli zarzuty okażą się prawdą

Małe, polskie, etyczne, przyjazne zwierzętom i planecie biznesy. Niestety - byli pracownicy twierdzą, że ludziom niekoniecznie.

Pierwszą rzeczą którą przeczytałem wczoraj po przebudzeniu była relacja (rzekomych) pracowników wielu małych, polskich, biznesów. O najrozmaitszych praktykach i doświadczeniach informowali śledzący profil @basnictvi — wysyłając autorce swoje historie, które ta później publikowała. Nie powiem, humor od początku siadł i z przerażeniem zgłębiałem kolejne doniesienia o tym, jak jest źle. Z branżą restauracyjną (i kawiarnianą) o której przeczytałem tam najwięcej mam wspólnego niewiele. Uwielbiam dobrze zjeść, śledzę profile na Instagramie, znam wiele z przywołanych tam miejsc. O tym że w części z nich atmosfera jest kiepska – pokątnie słyszałem już wcześniej, a wczorajsze historie tylko to potwierdziły.

Myślałem że sprawa przycichnie w mig i wszystko zostanie zakopane w mgnieniu oka — no bo umówmy się, kilka tysięcy obserwujących na Instagramie to stosunkowo niewiele. Na nieszczęście wymienianych tam biznesów, o relacjach zrobiło się bardzo głośno — poznański restaurator Jakub Tepper (pozdrawiam!) wspominał wczoraj na swoim Twitterze, że w grupkach branżowych zawrzało — a te opowieści zataczają coraz szersze kręgi. Ostatecznie trafiły też na popularną, otwartą, grupę 💀 „Kryzysy” w social mediach wybuchają w weekendy 💀 liczącą sobie ponad 25 tys. członków. A przecież udostępnianie na Facebooku to zupełnie inny poziom, niż robienie zrzutów i przesyłanie ich dalej na Instagramie — kilkaset komentarzy, kilkadziesiąt udostępnień. Wieść się niesie. I dobrze. Szkoda tylko, że nikt z nas nie ma możliwości weryfikacji tych oskarżeń – i tego, co mogło zmienić się po drodze.

Źródło: https://www.instagram.com/basnictvi/

 

Anonimowe oskarżenia i dziesiątki smutnych historii o właścicielach małych polskich biznesów

Nie ukrywam, że w większości przypadków mając do wyboru wyrób masowy/korporacyjny, a z małej manufaktury/rodzinnej firmy — wybiorę ten drugi. Sam lubię odkrywać niewielkie marki, a kiedy jestem zadowolony z produktów – chętnie polecam je dalej. Wydaje mi się że taki „marketing szeptany” to wynik największej formy zadowolenia. Podobnie jest w kwestii jedzenia — zamiast Starbucksa zawsze wybiorę szybki przelew w małej kawiarni. Zamiast McDonald’s — fast food nie aż tak fast w którejś lokalnej knajpie. I myślę, że to jeden z powodów dla którego te wpisy tak bardzo mnie zirytowały. Często dotyczą miejsc które szczycą się, jakie to nie są bio / eko / fair trade. Jakie nie są przyjazne, tolerancyjne i dobre: dla ludzi, zwierząt i dla planety. Kulisy najwyraźniej wyglądają… rożnie. To nie jest tak, że każde z oskarżeń biorę za pewnik — wiadomo. Są anonimowe, mogą być wylewanym żalem byłego pracownika albo… konkurencji. Ale kiedy miejsca i doświadczenia się pojawiają wielokrotnie – zapala się lampka ostrzegawcza. Tym bardziej, że jak wspominałem wcześniej — w przeszłości trafiałem już na plotki branżowe, że nie jest tam wcale kolorowo. A skoro to kompletnie nie moja bajka, nie moje miasto — to jakkolwiek obiektywny bym nie był, nie potrafię nie pomyśleć, że coś tam nie gra.

Oskarżani o różne niecne praktyki właściciele tych biznesów mają prawo się bronić – i robią to. Część pisze chcąc wyjaśnić – i opowiedzieć, co zmieniła przez laty, że bierze oskarżenia na klatę, że to było złe — tak zrobiła m.in. poznańska Cafe La Ruina i Raj na swoim Facebooku. Szacunek. Nie brakuje też takich, którzy zamiast jednak pokazać że wszystkie te oskarżenia są kompletną bzdurą i wyssanymi z palca pomówieniami, grożą sądem. I tak od wczoraj sobie myślę, że pyszne miejsca nie przestaną być pyszne, bo ktoś ujawnił kulisy ich działania. Piękne rzeczy z małych polskich manufaktur nie przestaną być piękne. I absolutnie nie chciałbym, by się zamknęły — ale jeżeli te wieści są prawdziwe, miło by było widzieć przeprosiny, co jednak wymagałoby przyznania się do błędu. A zamiast zamknięcia – wolałbym zmianę podejścia i dalszy rozwój bez wykorzystywania. No, przynajmniej lwiej części – bo czytając historię o przeciąganiu wypłacania ciężko zarobionych pieniędzy czy oszukiwaniu pracowników – uważam, że powinny zostać wyciągnięte konsekwencje prawne. Jeżeli przeczytacie wszystkie informacje które pojawiły się na wspomnianym stories, możecie spodziewać się też „uroczych” występów niektórych właścicieli, które są poniżej jakiejkolwiek krytyki i nie pozostawiają żadnych wątpliwości, że ktoś otrzymał cios w czuły punkt.

Przykry krajobraz który – jak widać na załączonych obrazkach – nie jest do końca domeną polski. Specjalnie we wpisie znalazła się historia o restauracji NOMA, o której słyszał chyba każdy miłośnik fine diningu. Nie wszystko złoto, co się świeci. Przejrzystość etyki pracy w wielu miejscach właściwie nie istnieje — i myślę że dla wielu szokiem jest to, co przeczytali w relacjach @basnictvi. Bo są jakieś powody dla których chodzą do miejsc przyjaznych planecie i światu – ale jak się okazuje, potencjalnie nieprzyjaznym pracującym tam ludziom…