43

Irytuje i martwi mnie niska jakość polskich aplikacji

Nie wszystkich oczywiście. Znajdą się perełki oraz takie aplikacje, które po prostu dobrze wyglądają i doskonale spełniają swoją rolę. Jednak zbyt często natrafiam na, krótko mówiąc, zdezaktualizowane produkty, które nadal funkcjonują, w dodatku pod banerami ogólnopolskiej, rozpoznawalnej marki. Niestety, według praw tego specyficznego rynku, raz udostępniona aplikacja nie przetrwa nawet kilku miesięcy bez ciągłej uwagi, ale najwyraźniej nad Wisłę świadomość o tym fakcie jeszcze nie dotarła.

I nie będę w swej opinii gołosłowny. Na pierwszy rzut weźmiemy kategorię prasa, gdzie pole do popisu jest ogromne. Mówi się, że prasa cyfrowa wyprze tę standardową, a proces, którego jesteśmy świadkami będzie jedynie nabierał na sile. O ile serwisy www w większości przypadków prezentują się całkiem nieźle, to na froncie mobilnym sprawa wygląda miejscami tragicznie. Zacznę od oferty Agory, która w mojej ocenie jest aktualnie jedną z lepszych. Niemal każde wydawnictwo z ich portfolio doczekało się aplikacji dedykowanej obydwu najpopularniejszym platformom, a w przypadku iOS-a obsługiwany jest i smartfon i tablet firmy Apple.

Niestety, być może w efekcie przeoczenia lub innego błahego powodu, autorzy aplikacji nie pokusili się o pełne wsparcie najnowszych modeli iPhone’a. Byłoby to choćby w najmniejszym stopniu zrozumiałe, gdyby przed kilkoma miesiącami, we wrześniu 2015 zadebiutował iPhone z ekranem o nowej rozdzielczości. Przypomnę, że iPhone 6 jest obecny na rynku od końcówki września 2014, więc na przestrzeni kilkunastu miesięcy nie zdołano wprowadzić pełnej kompatybilności z nowym ekranem.

To jednak dopiero wierzchołek góry lodowej, ponieważ gdy sięgniemy po kolejne wydawnictwa, okaże się, że poziom aplikacji Agory będzie pożądany. Rzeczpospolita czy Przegląd Sportowy – dostęp mobilny do cyfrowych wersji tychże gazet jest wielce nierekomendowany. Rzeczpospolita co prawda wprowadziła ostatnie uaktualnienie do App Store przed kilkunastoma dniami, 26. stycznia, lecz „Wsparcie dla iOS 9.2” to jedyne, co udało się z tą aktualizacją osiągnąć. W efekcie do czynienia mamy z archaicznym, bo nawiązującym do iOS6 (i poprzednich) interfejsem, a o obsłudze większego ekranu iPhone’a można jedynie pomarzyć (nie próbujcie nawet pobierać aplikacji RP.pl, chyba że jesteście archeologami).

A co powiecie na Przegląd Sportowy w wydaniu cyfrowym? Możliwość sięgnięcia po najnowsze sportowe wieści bez wychodzenia z domu do kiosku zapowiada się całkiem nieźle, lecz w momencie, gdy zorientujecie się, że będziecie mieć do czynienia z wydawnictwem gotowym do druku “opakowanym” w plik PDF do przeglądania na tablecie, prawdopodobnie zrezygnujecie z wykupienia subskrypcji. Interfejs? Pierwszy iPad byłby z niego dumny. Ostatnia aktualizacja? 5. października 2014. Bez komentarza.

Kto następny?

Jeżeli czekacie na kolejne przykłady, to nie będzie z tym problemu. Niegdyś Alior Sync, dziś T-Mobile Usługi Bankowe. Wydawałoby się, że pod banderą operatora sieci komórkowej nie będzie miejsca na brak rozeznania czy podążania za trendami. Niestety, aplikacja wciąż nie jest przystosowana do nowego iPhone’a. Wracając na moment do tematyki multimedialno-prasowej muszę wspomnieć o TOK FM, stacji radiowej, dzięki której mogę od czasu do czasu posłuchać audycji niezwiązanych z tematyką, którą się interesuję i na co dzień zajmuję, a to przekłada się na rozszerzanie posiadanej wiedzy. Pominę już fakt braku wsparcia dla erkanu nowego iPhone’a (ile razy jeszcze będę musiał to napisać?!), ponieważ mam w zanadrzu coś jeszcze lepszego.

By móc pobierać audycje w formie podcastów i odsłuchiwać je offline musimy wykupić konto premium, co najlepiej zrobić za pomocą strony www, gdzie po prostu koszt tej przyjemności będzie niższy. By jednak „połączyć” nasze konto z posiadanym przez nas urządzeniem musimy… przepisać identyfikator urządzenia wypełniając odpowiednie pole w serwisie www. Opcja logowania na założone i istniejące konto z nieznanych mi przyczyn nie działa prawidłowo, dlatego zamiast poruszać niebo i ziemię próbując dotrzeć do przyczyny takiego stanu rzeczy za każdym razem przepisuję wspominany numer, by mieć to po prostu z głowy.

O 3,5 tysiąca znaków za dużo

Podczas powstawania tego tekstu spojrzałem na znajdujące się powyżej akapity. Opisując zaledwie kilka aplikacji, by wskazać błędy i niedociągnięcia w nich obecne, poświęciłem ponad 3,5 tysiąca znaków. Niekórzy mogą tę wartość uznać za niewielką liczbę, lecz gdy spojrzymy na nią z perspektywy wskazanych niedoróbek, jest to o te 3,5 znaków za dużo. One po prostu nie powinny mieć miejsca.

A gdybym zdecydował się kontynuować swoją „małą krucjatę”, to wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że znalezienie kolejnych tytułów, które trafiłyby na tę listę nie będzie żadnym wyzwaniem. Przed kilkoma dniami zostałem zapytany, dlaczego nie korzystam z serwisu Filmweb, a wybrałem „wspieranie” zagranicznego IMDb. Właśnie z powodu z aplikacji mobilnej IMDb, gdzie nie znajdę być-może-kiedyś-popularnych efektów karuzeli używanych do wyświetlania plakatów kinowych czy przekierowania na mobilną wersję strony w niektórych scenariuszach użycia, lecz dostosowaną do ekranu iPhone’a 6 aplikację (o, znowu!) kompatybilną z nowościami systemu iOS jak chociażby prozaiczna funkcja udostępniania.

W większości z aplikacji nie natrafi się niestety na opisaną przed momentem opcję udostępniania systemowego, podobnie jak na obsługę gestów – „wyciągnięcie” bocznego panelu czy powrót do poprzedniego ekranu przy użyciu gestu „swipe” od lewej krawędzi ku środkowi. Używając wielu innych aplikacji użytkownik przyzwyczaja się do obecności takich udogodnień i gdy tylko na swojej drodze spotka aplikację, która nie jest w nie wyposażona, to nie tyle zirytuje się, co stwierdzi, że ktoś nie przyłożył się do jej przygotowania.