8

Pisałem o końcu prasy, ale już nie będę – kolorowe gazety sprzedają się świetnie

Dostałem w weekend prezent: kolorową gazetę. Napisałbym „pismo dla pań”, ale panowie pewnie też czytają. No i niebezpiecznie jest dzisiaj robić podziały ze względu na płeć. Dostałem zatem gazetę poświęconą rozrywce, Party. Tematyka raczej mnie nie interesuje (oficjalnie), ale osoba wręczająca wskazała na konkretną stronę. Pojawiły się na niej wyniki sprzedaży gazety. Jestem pod wrażeniem. […]

Dostałem w weekend prezent: kolorową gazetę. Napisałbym „pismo dla pań”, ale panowie pewnie też czytają. No i niebezpiecznie jest dzisiaj robić podziały ze względu na płeć. Dostałem zatem gazetę poświęconą rozrywce, Party. Tematyka raczej mnie nie interesuje (oficjalnie), ale osoba wręczająca wskazała na konkretną stronę. Pojawiły się na niej wyniki sprzedaży gazety. Jestem pod wrażeniem. Może nawet w szoku.

Prezent nie był przypadkowy – pisałem na AW, że prasa papierowa umiera i na dobrą sprawę nie było to żadne odkrycie. Problem poruszany jest od kilku lat, liczby mówią swoje. Ja raczej stwierdziłem, że mnie to nie dziwi – często bywa tak, że w gazecie interesuje mnie jeden artykuł, a reszta to zwyczajne marnowanie papieru. Przejście do cyfrowych wersji jest nieuchronne, ponieważ będzie wygodniej, bardziej eko, pewnie też taniej. I to nie jest zjawisko właściwe tylko dla polskiego podwórka – na potężnym rynku amerykańskim widać je chyba jeszcze lepiej.

Wieszczę zatem koniec papierowej prasy, podobnie jest z tradycyjną telewizją, ale muszę chyba obniżyć tempo wbijania gwoździ w ich trumny. Wszystko za sprawą wspomnianego Party. Ze sprezentowanego numeru dowiedziałem się, że ten dwutygodnik sprzedaje się w liczbie 200 tysięcy sztuk. Minimum – kilka lat temu osiągnięto znacznie lepszy wynik, sprzedano 548 tysięcy sztuk gazety. Party donosiło wówczas, że Edyta Górniak kupiła dom za 3 miliony…

Muszę przyznać, że te liczby zrobiły na mnie spore wrażenie. Grubo ponad pół miliona sprzedanych egzemplarzy. A każdy mógł być przecież przeczytany przez więcej niż jedną osobę. Najpierw przejrzała go rodzina, potem trafił np. do sąsiadki – znam przypadki, gdzie takie czasopisma krążą w gronie znajomych i krewnych. Ostatecznie mogłoby się zatem okazać, że ów rekordowy numer miało w rękach kilka milionów Polaków. A te słabiej sprzedawane trafiają do miliona rodaków. Ci ludzie raczej nie stwierdzą, że kolorowa prasa drukowana umiera. Spora część z nich spyta pewnie z widocznym zdziwieniem na twarzy co to jest Pudelek, gdy będziemy dociekać, czy odwiedzają także ten serwis.

Zdecydowanie zbyt wcześnie pożegnałem prasę drukowaną. Fakt (swoją drogą, Fakt też jest dowodem na to, że papier ma się dobrze), że gorzej sprzedaje się gazeta X czy Y nie oznacza, że wszystkim idzie kiepsko – przykładem Party i pewnie kilka podobnych tytułów. W błędzie będą też ci, którzy stwierdzą, iż to zasługa starszego pokolenia, z upływem czasu zacznie się ono kurczyć, a wraz z nim drastycznie spadnie popyt na kolorowe gazety. Naprawdę, nie byłbym tego taki pewien. Pytanie, czy to zjawisko dotyczy tylko kolorowych czasopism plotkarskich? No i mam zagwozdkę…