11

Wyobraźcie sobie, że wychodzicie z domu i… państwo nie działa

Wielu krzyczy: "informatyzacja, cyfryzacja, technikaaa", ale nie wszyscy pamiętają o tym, że jest to miecz obosieczny. Owszem, postęp w dziedzinie technologii upraszcza mnóstwo procesów w innych dziedzinach życia, ale... stwarza również inne problemy. Wyobraźcie sobie, że "dzisiaj państwo nie działa", bo doszło do ataku cybernetycznego na jednostki rządowe. Co wtedy?

Idziesz do lekarza, nie działają e-recepty, bo platforma do ich wystawiania padła. Nie może Ci również wypisać e-ZLA, bo tam też nastąpił „fakap” i zwyczajnie nie da się nic zrobić. Mało tego, w urzędach komputery jeden po drugim padają ofiarą jakiegoś paskudnego ransomware’u, urzędnicy nie wiedzą co robić. Po pewnym czasie państwo okazuje się być sparaliżowane. Nie zarejestrujesz samochodu, nie wyrobisz dowodu osobistego. Wszystko leży i… wszystko płynie.

Przedsmak tego, co może się stać w takiej sytuacji mieliśmy już jakiś czas temu – wtedy to NotPetya zaatakował mnóstwo firm, ale również niektóre jednostki urzędowe w Europie doprowadzając do poważnych trudności w dostępie do usług państwowych (m. in. we Francji). Na szczęście, skutki dla infrastruktury krytycznej dla funkcjonowania kraju nie były wtedy ogromne – jednak takie biznesy jak Maersk poczuły wtedy, co oznacza wartość bezpieczeństwa w przedsiębiorstwie. Przestoje w świadczeniu usług były spore, a straty liczono w milionach euro. Utracone dane, zawalone kontrakty… to wszystko kosztuje. Nawet bardzo dużo.

Takie scenariusze już się odbywają. Spójrzmy na Luizjanę

Jeden ze stanów USA – Luizjana stał się ofiarą ataku cybernetycznego z użyciem niebezpiecznego ransomware. Gubernator John Bel Edwards potwierdził, że doszło do takiego incydentu i niektóre z serwerów infrastruktury rządowej przestały funkcjonować. Natychmiast wdrożono procedury bezpieczeństwa i… udało się przywrócić część danych oraz funkcjonalności. Niektóre usługi w dalszym ciągu są niedostępne, ale wszystko idzie w dobrym kierunku – Luizjana była całkiem dobrze przygotowana na taki scenariusz, a i atak sam w sobie nie był bardzo dotkliwy. Zwyczajnie, mogło być gorzej.

Luizjana tak dobrze „przyjęła” ten atak głównie dlatego, że gubernator Edwards skonstruował specjalną komisję badającą incydenty w cyberprzestrzeni. Wdrożono programy mające na celu uszczelnienie newralgicznych punktów oraz skonstruowanie procedur na wypadek ataku. Już tego lata okazało się, że takie działania były niezwykle potrzebne: ransomware wtedy zaatakował 3 okręgi szkolne: Sabine, Morehouse oraz Ouachita.

Czytaj więcej:Popularny hosting zaatakowany

Ale inne stany nie są tak dobrze przygotowane – gubernator Edwards jest uważany za jednego z takich, którzy dużo uwagi poświęcają właśnie kwestiom cyberprzestrzeni. Można powiedzieć więc, że głównie dzięki niemu nie doszło do poważniejszej w skutkach sytuacji.

Wyobraźmy sobie coś takiego w Polsce

Nie wiemy, czy Polska jest dobrze zabezpieczona przed tego typu atakami, nie wiemy jak sytuacja ma się w urzędach. Wiemy natomiast, że jakikolwiek incydent w cyberprzestrzeni mógłby spowodować ogromny paraliż i raczej nikt nie chciałby sprawdzać takiego scenariusza.

A zatem, może przyjść taki dzień, że wyjdziemy z domu i doświadczymy na własnej skórze paraliżu państwa z powodu ataku cybernetycznego. Może, ale wcale nie musi – chyba wszyscy wolelibyśmy uniknąć takiego obrotu spraw…