7

Otwieram ulotkę, a tam „Świat smartwatchy”

Smartwatche to bardzo ciekawy produkt. Mogą stać się jeszcze bardziej bliższym urządzeniem dla użytkowników aniżeli są dzisiaj dla nas smartfony. Tak naprawdę, to oprócz nich na horyzoncie nie ma niczego, co mogłoby podążyć ścieżką wytyczoną przez „mądre telefony”. Nie ulega wątpliwości, że losu smartfonów nie podzielą tablety. Rynek zdążył nasycić się już tymi urządzeniami, a […]

Smartwatche to bardzo ciekawy produkt. Mogą stać się jeszcze bardziej bliższym urządzeniem dla użytkowników aniżeli są dzisiaj dla nas smartfony. Tak naprawdę, to oprócz nich na horyzoncie nie ma niczego, co mogłoby podążyć ścieżką wytyczoną przez „mądre telefony”.

Nie ulega wątpliwości, że losu smartfonów nie podzielą tablety. Rynek zdążył nasycić się już tymi urządzeniami, a producenci nie potrafią nas już zaskoczyć niczym naprawdę godnym uwagi. Lepsza specyfikacja, ładniejszy ekran, lżejsza obudowa – trudno nie docenić starań inżynierów, ale nie wszyscy w odstępach sześcio- czy dwunastomiesięcznych miesięcznych potrzebują zupełnie nowego sprzętu. Zakup tabletu to inwestycja, wbrew pozorom, bardzo podobna do zakupu komputera. Zainteresowanie klientów tabletami słabnie i wydaje się, że „przerośnięte smartfony” osiągnęły kres swoich możliwości.

Tymczasem smartwatche czyhają na swoją kolej. Bardzo możliwe, że podobnie jak w przypadków smartfonów, największą cegiełkę do tego „boomu” dołożył firma Apple. Zapowiedzi Tima Cooka wychwalają Apple Watcha pod niebiosa, i gdyby nie taki, a nie inny wygląd tego urządzenia mógłbym być faktycznie nim zainteresowany. Są jednak spore szanse na to, że to właśnie on będzie odpowiedzią na wykreowane przez Apple potrzeby użytkowników. A wtedy do gry włączą się jeszcze bardziej aktywni niż obecnie producenci i historia zatoczy koło.

1978374_338683069650788_7000232202128310930_o

Smartwatche będą miały pod górkę, a ich sytuacja jest i będzie zdecydowanie bardziej skomplikowana niż smartfonów kilka lat wstecz. To element biżuterii, kawałek mody, część ubioru. Nie schowamy go w kieszeni, musi pełnić co najmniej potrójną rolę – dobrze wyglądać, niezawodnie pokazywać czas i być „smart”. Choć bycie „smart” wymieniłem na końcu, wcale nie oznacza, że jest to najmniej istotna cecha tych urządzeń. Każda z tych trzech cech jest równie ważna co pozostałe. I z tą przeszkodą muszą poradzić sobie firmy pragnące „zawalczyć” o nasze nadgarstki.

Coś jednak zaczyna się zmieniać. Pojęcie „smartwatch” dociera do coraz większej liczby osób, a te nie omieszkają poszukać informacji na ten temat. Znajomi, którzy znają tematykę moich zainteresowań również podpytują dosyć regularnie co tam w „świecie smartwatchy” słychać. Czy jest już jakiś produkt, którym warto się zainteresować, który warto kupić. Jak na razie muszę ostudzać ich zapał, bo doskonale zdaję sobie sprawę, że mało kto byłby zadowolony z zegarka, który chociażby należy ładować co drugi dzień. Bardzo fajnie, że zegarki wyglądają coraz lepiej, lecz to nadal zbyt mało, by zadowolić większość. Szczególnie płeć piękną.

Szkoda, że w takich ofertach jak ta, na którą natrafiłem dzisiaj, nie można jeszcze znaleźć urządzeń, które z czystym sumieniem można by polecić każdemu. Testowany przez nas Goclever Chronos Eco jest jednym z nich, i choć lista zastrzeżeń wobec niego nie jest zbyt obszerna, to ciężko mówić w tym przypadku o produkcie pozbawionym konkretnych wad. Mimo wszystko, jest to przecież ulotka reklamowa jednego z marketów znanych w całym kraju, które odwiedzają miliony klientów. Jeśli w ich ofercie pojawia się „świat smartwatchy”, to znaczy, że w tak zwanych „zwykłych użytkownikach” również upatrywani są potencjalni klienci na tego typu gadżety.
Zanim jednak “smartzegarki” staną się urządzeniami tak samo powszechnymi jak smartfony upłynie jeszcze sporo czasu. Ale od czegoś trzeba zacząć.

Foto: DigitalTrends.