7

Nowa rewolucja przemysłowa

DIY – skrót oznaczający zrobienie czego własnymi siłami. W erze kiedy wszystko możemy kupić na Allegro, albo zamówić fachowca, schodzi on niestety na dalszy plan. Teraz jednak szykuje się wielki powrót samodzielnego majsterkowania, które doczeka się fundamentalnej zmiany. Nie będzie już polegało bowiem na zbudowaniu z desek karmnika dla ptaków, a na jego zaprojektowaniu i […]

DIY – skrót oznaczający zrobienie czego własnymi siłami. W erze kiedy wszystko możemy kupić na Allegro, albo zamówić fachowca, schodzi on niestety na dalszy plan. Teraz jednak szykuje się wielki powrót samodzielnego majsterkowania, które doczeka się fundamentalnej zmiany. Nie będzie już polegało bowiem na zbudowaniu z desek karmnika dla ptaków, a na jego zaprojektowaniu i wydrukowaniu na drukarce 3D.

Na początku roku opublikowałem na Antywebie artykuł o Jordim Muñozie, Meksykaninie, który swoją pasję zrealizował i przekuł na prężną firmę w Stanach Zjednoczonych. Jordi najpierw błyszczał na forum niezależnych twórców dronów, gdzie zadziwiał wszystkich swoją pomysłowością, a potem właśnie z tego miejsca został zauważony przez Chrisa Andersona, pasjonata nowych technologii. Obaj Panowie razem założyli firmę, która dziś jest jedną z wiodących w produkcji małych dronów.

Historia Jordiego idealnie wpisuje się w nurt subkultury Makerów. Ludzie Ci, kierują się życiu prostą zasadą – „Jeśli umiesz sobie coś wyobrazić, to znaczy, że możesz coś takiego zrobić”. Wykorzystują oni różne techniki do szeroko pojętego tworzenia. To nie tylko wymienione we wstępie drukarki 3D, ale również bardziej konwencjonalne urządzenia jak wiertarki czy szlifierki. Główną zasadą jest wytwarzanie za pomocą technik analogowych, lub cyfrowych, fizycznych przedmiotów.

wired_april_fried-e1312567328668

Ruch taki wydaje się remedium na powierzchowność współczesnego świata. Żyjemy przecież w erze, kiedy multum ludzi zna się na wszystkim (albo przynajmniej umie to wyguglować), ale niestety jest to wiedza niezgłębiona. Kiedyś, jeśli komuś zepsuł się samochód, to taka osoba przystępowała do jego naprawy, dziś w tej sytuacji nie ma innego wyjścia niż wizyta w salonie. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku prac około-domowych, gdyż dziś wystarczy zadzwonić po tzw. „mężczyzn z Marsa”, którzy zarówno skoszą ogródek, jak i wbiją gwóźdź do zawieszenia obrazu.

Nie mam oczywiście nic do takiego stylu życia, ale ważne moim zdaniem jest aby ludzie mieli alternatywę, a ruch makerów i popularyzacja nowych technologii, właśnie taką wolność daje. Główną jej osią są drukarki 3D. To właśnie one pozwalają na dopisanie przy skrócie DIY literek „2.0”.

Spójrzcie chociaż na to, jak mogą one uczynić życie ludzi niepełnosprawnych wygodniejszym. Kiedy proteza dłoni okazała się zbyt droga, spróbowano wydrukowania jej substytutu:



Inną cechą Makersów jest łączenie konwencjonalnych technologii np. z programowaniem. Idealnie do tego nadają się klocki LEGO, z których można np. zbudować urządzenie do pisania Braillem:



W USA ruch Mekersów stał się także szansą na rewitalizację bibliotek i czytelni, gdyż to właśnie tam najczęściej odbywają spotkania ludzi zarażonych tą pasją. A jeśli na własnej skórze chcielibyście się przekonać z czym to się je, to nadarza się ku temu świetna okazja. Mianowicie już w poniedziałek startuje w Centrum Nauki Kopernik największa w Europie konferencja poświęcona przyszłości hardware’u oraz trendowi Internetu rzeczy. Makerland, będzie przede wszystkim pełen drukarek 3D i dronów, a zwiedzający będą mogli np. spróbować samodzielnie złożyć robota! Ja jednak wybieram się tam także, aby posłuchać John Biggsa z techcrouncha, który zapewne będzie miał coś ciekawego do powiedzenia o sprzętowych startupach. Zobaczcie sami czego można się spodziewać:



Foto