Internet

No Code i Low Code podbijają świat. Aplikacje i witryny będziemy tworzyć bez programowania

Tomasz Popielarczyk
85

No Code i Low Code to ostatnio hasła dość często przewijające się w branży IT. Czym jest ten trend i co oznacza dla programistów? Czy odbierze im pracę? A może to tylko tymczasowy hype, który za chwilę zostanie wyparty przez inny trend.

Szacuje się, że jakieś 0,3-0,5 proc. ludzkiej populacji potrafi programować. Zważywszy na to wszelkie hasła w stylu "każdy może zostać programistą" należałoby włożyć między bajki. Oczywiście ta liczba stale rośnie, bo w naukę programowania zaangażowały się wszystkie duże firmy branży technologicznej. Niedobór programistów na rynku pracy to zdecydowanie niekomfortowa sytuacja dla każdego biznesu. Pracownicy dyktują warunki, nie konkurują ze sobą, koszty dla pracodawców rosną. Chyba nie myśleliście, że giganci bezinteresownie organizują darmowe kursy i szkolenia z kodowania, prawda?

Próg wejścia w świat programowania jest jednak wysoki. Skuszeni wysokimi zarobkami adepci źle się też za to zabierają. Każdy dobry programista wie, że składnia to 1/10 sukcesu. Podstawą jest logiczne myślenie, algorytmy, rozwiązywanie problemów - po prostu właściwe podejście. Na tym fundamencie dopiero można budować swój skillset.

No Code czyli demokratyzacja tworzenia technologii

Na fali popularności programowania powstał  ruch, który zabiera się do tematu zupełnie od drugiej strony. Mam tutaj na myśli tzw. No Code. Niezależnie jak to przetłumaczymy, czy "bez kodowania" czy "nie koduję" chodzi tutaj o jedno - tworzenie usług, produktów cyfrowych, rozwiązań bez pisania kodu. No Code bazuje na narzędziach - kreatorach stron www, inteligentnych arkuszach kalkulacyjnych, builderach, które pozwalają z klocków ułożyć sobie interfejs aplikacji. To wszystko łączymy ze sobą za pomocą serwisów do automatyzacji, które spajają jedne API z innymi. Oczywiście ktoś te narzędzia i te API wcześniej musi stworzyć, więc No Code bez Code nie istnieje. Ale to akurat niewielki problem.

Dzięki No Code ludzie, którzy z różnych powodów nie chcą lub nie mogą uczyć się programowania, mogą przekształcać swoje pomysły w pełni funkcjonalne rozwiązania. Zresztą podejście No Code przydaje się też programistom, którzy mogą w ten sposób znacząco przyśpieszyć i ułatwić sobie pracę. Chociaż w ich przypadku większą popularnością cieszą się raczej serwisy typu Low Code - a więc wciąż wymagające kodu, ale w znacznie mniejszym stopniu, bo większość procesów, komponentów, logiki da się stworzyć bez niego np. na bazie gotowych szablonów lub wzorców. Biznes już dostrzega korzyści płynące z tego podejścia. Do 2024 roku 65% developmentu w firmach ma bazować na low code. Szacuje się, że w skali globalnej rynek Low Code jest już warty 5,8 mld dolarów i ciągle rośnie. Do 2030 roku ta liczba ma wzrosnąć do 187 miliardów dolarów. Gartner przewiduje , że do 2024 roku 65% wszystkich aplikacji będzie tworzonych przy użyciu platform low code.

W przypadku No Code wygląda to jeszcze bardziej okazale. W 2020 roku mówiło się tutaj o ogólnej wartości na poziomie ponad 12 mld dolarów i dwucyfrowych wzrostach rok do roku.

Ruch No Code demokratyzuje trochę możliwość tworzenia technologii. Wiele narzędzi tego typu posiada darmowe plany, a próg wejścia sprowadza się do opanowania ich interfejsu i możliwości. Nie potrzeba tutaj kilkuletnich studiów, drogich bootcampów i lat spędzonych na nauce programowania. Takie podejście okazuje się szczególnie efektywne w mniejszych projektach, gdzie wachlarz funkcji jest ograniczony, ale powstaje coraz więcej dowodów na to, że No Code daje się też efektywnie skalować.

Zresztą problem skalowalności No Code jest dość często poruszany, co prowadzi do wniosków, że finalnie każdy nocode'owy produkt będzie musiał finalnie przebudowany na dedykowany stack - już stricte programistyczny. Zanim jednak taka potrzeba w przypadku naszego produktu się pojawi, będziemy mieli użytkowników, produkt, markę i... w sumie to każdy by chciał mieć akurat taki problem ze swoim biznesem, myślę.

Czy No Code jest zagrożeniem dla programistów? W żadnym wypadku. Moim zdaniem, zagrożeni powinni czuć się raczej tzw. "klepacze kodu", a więc osoby, które w branży IT pojawiły się głównie z pobudek finansowych i prawdopodobnie dość szybką natrafią na szklany sufit ze swoimi umiejętnościami, predyspozycjami i rozwojem (nie zapominajmy, że praca programisty to ciągły rozwój - jeżeli nie jesteś gotowy się non stop uczyć nowego, szybko wypadniesz z obiegu). Pracę takich osób da się pewnie dość szybko i sprawnie zastąpić rozwiązaniami no- i lowcode'owymi.

Pozostali programiści mogą tylko na tym zyskać - zamiast klepać wtórne formułki, mogą skupić się na tym, co naprawdę przynosi korzyści i rozwija biznes - rozwiązywaniu problemów, realizowaniu pomysłów i procesach kreatywnych.

Narzędzia No Code

No Code bazuje, jak już wspominałem, głównie na narzędziach. I tutaj baza produktów jest ogromna. Do najbardziej znanych można zaliczyć web buildery takie, jak Webflow czy Editor X. Natomiast usługi typu Bubble.io czy Glide pozwalają tworzyć interfejsy aplikacji biznesowych do użytku wewnątrz firm (i nie tylko). Za pomocą usług typu Zapier czy Make stworzymy natomiast automatyzacje, prześlemy niezbędne dane i sprawimy, że nasze makiety "ożyją" i zaczną faktycznie coś robić. Backed w No Code tworzą natomiast takie usługi jak Airtable - interaktywne arkusze kalkulacyjne, które możemy wykorzystać w roli bazy danych. Zaskakująco popularnych narzędziem bazodanowym w aplikacjach No Code jest zresztą też Google Sheets, które ma świetne i bardzo rozbudowane API.

W zależności od tego, jakie narzędzie wybierzemy, możemy stworzyć niemal dowolny produkt. Z tego powodu jest też bardzo ważne, aby postawić na właściwy builder i się go trzymać. Żonglowanie aplikacjami w tym wypadku może okazać się na dłuższą metę zgubne, a jedynym jego efektem będzie solidny wystrzał dopaminy do mózgu.

No Code już przyciągnął uwagę inwestorów. Wspomniany wcześniej Webflow zebrał 120 mln dolarów w rundzie C, co dało łączną wycenę serwisu do 4 miliardów dolarów. Narzędzia No Code powoli osiągają dojrzałość, budują stabilne przychody i przyciągają coraz więcej użytkowników. Trudno się temu dziwić. Kto nie wdroży dziś rozwiązań low code lub nawet no code w swoich procesach może za kilka lat zostać w tyle za konkurencją, która w ten sposób znacząco przyspieszy dewelopment. Z drugiej strony nie ma co się łudzić, że No Code i Low Code pasują do każdego projektu IT, bo tak nie jest i zapewne nigdy nie będzie.

Przyszłość to No Code?

Pora przestać myśleć o No Code przez pryzmat aplikacji do tworzenia stron typu WYSIWYG, jak Adobe Dreamweaver i mu podobne. Współczesne web buildery to zupełnie inny poziom jakości. Tworzą nienaganny kod, pozwalają na projektowanie zaawansowanej logiki i bardzo efektywnie integrują się z innymi usługami. No Code nie służy zatem do tworzenia "prostych stron www", jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Z każdym rokiem granica tego, co da się stworzyć bez umiejętności programowania przesuwa się.

Zważywszy na koszty developmentu, niedobór programistów i idące za tym problemy, jest to niewątpliwie optymistyczna wiadomość. Kto wie, czy za kilka lat nie zobaczymy unicornów zbudowanych od początku do końca właśnie w duchu No Code.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu