44

Nie wierzę, że to już 20 lat – każdemu zalecam powtórkę Matriksa w nowej wersji

Pamiętacie, w jakich okolicznościach po raz pierwszy zobaczyliście Matriksa? A pamiętacie, kiedy oglądaliście go po raz ostatni? Ja ponowiłem seans kilka tygodni temu i bawiłem się równie dobrze, co za pierwszym razem. Nawet trudno mi w to uwierzyć.

Mija właśnie 20 lat od premiery Matriksa. Filmu, który bez obaw można wpisać na wiele list „naj-” i do którego po dziś dzień porównywane są nowe produkcje. Zerkam na oceny: Filmweb – 7,5, IMDb – 8,7, Metacritic – 73 , Rotten Tomatoes – 88%. To nie są oceny arcydzieła. W każdym roku otrzymujemy co najmniej kilka premier, które będą przyjęte równie dobrze. A jednak sukces Matriksa wybrzmiewa echem do dzisiaj. To, co zaprezentowano wtedy po raz pierwszy, elektryzuje widzów także dziś. Sceny akcji, muzyka, postacie, historia – zagrało wszystko. Co więcej, film prawie w ogóle się nie zestarzał, a dzięki nowej wersji możemy cieszyć się scenami akcji w domowym zaciszu jeszcze bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej.

Wszystko za sprawą edycji 4K Ultra HD na Blu-ray, którą kupiłem dość przypadkowo. Owszem, naczytałem się sporo dobrego o zeszłorocznym wydaniu, ale wcale nie planowałem zastąpienia posiadanej przeze mnie cyfrowej wersji trylogii w iTunes, ale korzystając z okazji nabyłem film na płycie od dobrego kolegi. Dysponując wolnym popołudniem zdecydowałem się obejrzeć całość jeszcze raz – poprzedni raz widziałem Matriksa dobry rok temu albo jeszcze wcześniej i to w telewizji w ramach jednej z powtórek.

Już samo otwarcie filmu powoduje powrót wspomnień – gdy Matrix debiutował w 1999 roku, komputery i internet wkraczały do naszych domów i nadal wiele osób obawiało się tej rewolucji. Film tylko pogłębiał faktyczny strach u niektórych osób, podobnie jak Terminator (2). Brzmi to trochę zabawnie, ale czy na pewno? O tym, jak naprawdę dawno nastąpiła premiera filmu, przekonałem się gdy zacząłem wspominać wcześniejsze powtórki, które możliwe były dzięki wydaniu VHS. Kasetę pożyczałem od kolegi średnio co tydzień przez kilka miesięcy, czasem oglądając całość, a czasem powtarzając tylko wybrane fragmenty.

Najświeższe wydanie sprawiło, że wszystko to wróciło, ale ze zwielokrotnioną mocą. Strzelaniny brzmią jak prawdziwe (dźwięk Atmos to prawdziwa perełka, latające nad głowami kule są niemal wyczuwalne), a poprawione ostrość i kontrast sprawiają, że zauważa się szczegóły, które wcześniej mogły umknąć. Mowa na przykład o zawartości ekranów na statku Nabuchodonozor, którym wcześniej mało kto się przyglądał. Zmianie uległa kolorystyka filmu – jeśli macie w pamięci kilka konkretnych scen, to od razu zauważycie, że zniknęła lub została zminimalizowana (w zależności od ujęcia) warstwa zielonego filtra, który w pewnym stopniu wpływał na wytworzenie się klimatu w filmie. Czy bez niego Matrix wygląda lepiej? Albo gorzej? Wydaje mi się, że staje się nieco bardziej realny, a to uznam za zaletę.

Naturalnie w fabule i dialogach nie zmieniono nic. To nie są Gwiezdne Wojny, które doczekały się znaczących modyfikacji na przestrzeni lat, tylko po to, by fani starali się dziś samodzielnie przygotować oryginalną wersję w rozdzielczości HD. I oby tak pozostało, bo mam wrażenie, że jeśli zobaczę Matrix za te 10 czy 20 lat, to ponownie przez 2 godziny nie będę chciał odejść od telewizora.