204

Nie jesteśmy gotowi na brak wejścia jack w telefonach? A kiedy będziemy?

Rzadko komentuję to, co piszą inne media, lecz ten artykuł szczególnie mnie zaciekawił. Chodzi o ten, który pojawił się w serwisie TechCrunch. Ci, którzy interesuję się tematyką Apple nie mówią ostatnio o niczym innym, jak możliwym zastosowaniu panelu OLED w Makach, albo o braku wejścia słuchawkowego w iPhone'ach. W TechCrunch postawiono tezę: "nie jesteśmy gotowi na brak jacka w telefonach". A ja odpowiadam pytaniem: "kiedy będziemy"?

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

Od ponad roku już korzystam tylko z słuchawek bezprzewodowych i muszę przyznać, że nie zmienię ich kiedykolwiek na przewodową wersję. Nie jestem audiofilem, nie słyszę różnicy między tymi grającymi po przewodzie, czy tymi, które sygnał odbierają via bluetooth. Kable się nie plączą, mogę położyć telefon na biurku i łazić ze słuchawkami po całym pokoju, a nawet wyjść w nich do łazienki – jak się uprę. Zasięg nie jest tak mały jak się wydaje, nawet za grubą ścianą sygnał dociera tak jak trzeba. Nie mam problemu z zaczepiającymi się słuchawkami, czy brakiem wygody, gdy te lądują za koszulką i przyklejają się do ciała, gdy jest ciepło. Słuchawki Bluetooth? Jak najbardziej za.

Ale to nie są powody, dla których Apple może zdecydować się na zlikwidowanie wejścia słuchawkowego. Motywy są dużo bardziej prozaiczne – przede wszystkim chodzi o design – dzięki temu będzie można iPhone’a jeszcze bardziej odchudzić. Po co? Żeby się podobał. Co na tym ucierpi? Bateria. Kto jeszcze? Ci, którzy nie wyobrażają sobie życia bez kabla.

apple

Tyle, że życie bez kabla jest możliwe, a argumenty w tekście TechCrunch są… słabe

Słuchawki Bluetooth drenują baterię – tak przeczytałem. Z moich obserwacji wynika, że zjazd na baterii jest całkiem mały – przy słuchaniu muzyki tak jak zwykle przez cały dzień mam około 7-8% baterii mniej około godziny 18:00, gdzie już raczej siedzę przy komputerze, piję kawę i nigdzie się nie ruszam. Dzięki nowym wersjom interfejsu Bluetooth, energooszczędność stoi na wysokim poziomie i nie ma co o to kruszyć kopii, serio.

Jeszcze ciekawszy jest argument mówiący o tym, że ładujemy również słuchawki, które nie działają na energię słoneczną, czy też wiatr. Swoje ładuję do dzień lub dwa – w zależności od tego ile muzyki słucham. TechCrunch poleciał odrobinę hipokryzją – maniacy technologiczni są w stanie codziennie ładować urządzenia ubieralne, telefony i nie narzekać. Dlaczego mieliby to robić w przypadku słuchawek?

Jedyne, z czym się mogę zgodzić w pełni, to cena. Lepsze słuchawki kosztują i to nawet bardzo dużo. Ale w moim przypadku taki wydatek zwrócił się – przede wszystkim w komforcie użytkowania. A dla mnie technologie mają być przede wszystkim wygodne – nic innego mnie nie interesuje.

Ale czy kiedykolwiek będziemy gotowi na zmiany?

Dopóki nikt tych zmian nie wdroży, nie będziemy na nie gotowi. Zaletami takiego wdrożenia może być nagły wysyp słuchawek – we wszystkich kategoriach cenowych. Każdy znajdzie coś dla siebie i ostatecznie każdy będzie zadowolony. Dopóki nikt się za to nie zabierze – o przyzwyczajeniu do zmian nie będzie mowy. Zatem – Apple, przybijam piątkę i życzę: „powodzenia”.