20

Najgorsze smartfony, jakie kiedykolwiek miałem

Człowiek uczy się na błędach. Teoretycznie, bo czasem wystarczy nawet spojrzeć na błędy znajomych. Albo przed zakupem zapoznać się z recenzją. Ja, tak jak każdy, mam swoje smartfonowe złe decyzje i oto one.

Kiedy rozsądek przegrywa z ceną. Albo po prostu produkt staje się słaby z czasem

Interesuję się nowymi technologiami już na tyle długo, by wiedzieć, że czasem po prostu bezmyślnie chciałem mieć coś nowego. Tak było i z odtwarzaczami mp3, i słuchawkami – w zasadzie wszystkim, w tym również telefonami oraz smartfonami. Chyba zawsze będę pamiętał głupotę w postaci wymiany (żeby nadać sytuacji tragizmu – za dopłatą) Nokii 3310 na Sony CMD-J5. Skusiły mnie głupoty, takie jak niecodzienny kształt, polifoniczne dzwonki i gra z małpkami. Nie dość, że nie byłem z tej „komórki” zadowolony, to jeszcze miałem problemy z jej sprzedaniem. Miałem uczyć się na własnych błędach, a jednak później też je popełniałem kiedy na rynku pojawiły się smartfony.

Najgorsze smartfony, jakie miałem

No cóż – ogólnie raczej trafiam z zakupami, ale zdarzały się też i słabe strzały. Oto one:

Sony Ericsson Xperia X10

Sony Ericsson Xperia X10 była moim drugim smartfonem i świadomą przesiadką z rozsuwanego HTC Dream, zwanego też Era G1. Zastanawiam się teraz dlaczego właściwie zdecydowałem się na ten sprzęt i mówiąc szczerze – nie mam pojęcia. Ale na początku był naprawdę fajny. Ładny, działał sprawnie, miał nowoczesną obudowę, niezły ekran. Problemy zaczęły się po czasie – to były lata kiedy Android dopiero raczkował. Pamiętam jak cieszyłem się kiedy z nową aktualizacją Sony Ericsson Xperia X10 dostała obsługę multitouch. Szkoda, że tak źle sczytywała potem palce na ekranie, że momentami bywałą nieużywalna. Kolejna aktualizacja tak schrzaniła odtwarzanie mp3, że nie tyle nie dało się z niego słuchać muzyki, ale przycinały się nawet dzwonki wrzucone w takich plikach. Walczyłem na forach i z supportem Sony. Inni użytkownicy mieli to samo i firma zdawała się całkowicie bagatelizować problem, choć była to ewidentnie wina ich aktualizacji – problem pojawił się właśnie po niej.

HTC One Max

Kończąc kilkuletnią przygodę z iOS i iPhonem obiecałem sobie, że nigdy więcej drogiego telefonu. Zmieniałem operatora, HTC One Max był w niezłej promocji, znajomy miał HTC One, ja zafascynowałem się phabletami. Jeden do jednego i wyszła chyba najgorsza decyzja zakupowa (zabawne jest to, że kiedy opowiadałem o tym Pawłowi z Mobzilli, powiedział wprost – a trzeba było obejrzeć moją recenzję). Pierwsze wrażenia to oczywiście szok związany z przesiadką na większy ekran. 3,5 cala iPhona 4S zamienione na 5,9 cala HTC One Max robiło piorunujące wrażenie. Tak, znajomi śmiali się, że mam rakietkę do tenisa stołowego, inni że patelnię – a ja nieswojo czułem się wsuwając tego smartfona do kieszeni w spodniach. I niestety już po kilku tygodniach zaczęło mi dokuczać ślamazarne działanie urządzenia. Niby miało tego samego Snapdragona 600 i 2GB RAM-u jak szybki i responsywny HTC One, a jednak nawet w bezpośrednim porównaniu z mniejszym modelem znajomego, wszystko działało dużo gorzej. Optymalizacja tego telefonu pod tak duży ekran była jego największą wadą i niezłą wpadką HTC. Nawet nie wiecie jak mi ulżyło kiedy potem kupiłem Samsunga Galaxy S6. Wtedy obiecałem sobie, że nigdy więcej tańszych smartfonów z niższej półki.

Huawei Mate 10 Lite

Nigdy nie kupiłem Mate 10 Lite, ale musicie zrozumieć że trudno wybrać 5 najgorszych smartfonów kiedy nie zmienia się ich co kwartał. Dlatego w dwóch przypadkach „miałem” oznacza również „miałem w testach”. I Huawei Mate 10 Lite nie jest/nie był złym smartfonem. Jak za pieniądze, które trzeba było na niego przeznaczyć spełniał wszystkie oczekiwania. Niższa półka, duży ekran, niezła wydajność – spoko sprzęt. Tylko jedna kluczowa rzecz, która rozczarowała po całości i którą mocno podnosiłem w recenzji. To nie był prawdziwy Mate. Bardzo nie lubię sposobu w jaki Huawei nazywa swoje smartfony w seriach P i Mate, bo najtańsze modele nie mają praktycznie nic wspólnego z Pro ani nawet zwykłymi odsłonami. Tam wszystko jest dużo gorsze, w zasadzie niczym nie wyróżnia się na tle konkurencji w tych samych cenowych widełkach, a jednak kusi przed zakupem nazwą kojarzącą się z produktem premium. Bo Huawei Mate to seria premium, Lite nie ma z nią absolutnie nic wspólnego i jest po prostu niezłym średniakiem z dużym ekranem. A przez to sporym rozczarowaniem.

Samsung Avila

Żona do dziś ma mi za złe, że dałem jej tego smartfona. To w ogóle była śmieszna sytuacja – wpadł za niewielkie pieniądze podczas przedłużania abonamentu, ja kupiłem coś innego, więc dostała nówkę w prezencie. I powiem Wam, że autorski system operacyjny Samsunga nie był najgorszy, ale nie potrafił rozwinąć skrzydeł na słabym sprzęcie. Ekran z kiepską rozdzielczością, w dodatku niezbyt czytelny poza domem. Aparaty, które dobrze radziły sobie jedynie w perfekcyjnych warunkach oświetleniowych. Ale nie to było najgorsze. Smartfon po pół roku wyglądał jakby miał na karku tych lat przynajmniej 3. Fatalne materiały i kiepska jakość wykonania sprawiały, że tam absolutnie nic nie było odporne na zarysowania. Obudowa rysowała się od samego patrzenia, a ekran od dotykania palcem. Po pół roku sprzęt było zwyczajnie wstyd wyciągnąć publicznie, bo wyglądał jak po wypadku. I kompletnie nie rozumiem dlaczego cieszył się tak dużą popularnością.

Huawei Mate 30 Pro

I na koniec smartfon, którego również jedynie „miałem w testach”, ale jednocześnie w życiu bym się na jego zakup nie zdecydował. Nie da się ukryć, że Huawei Mate 30 Pro robił niesamowite pierwsze wrażenie i wyglądał świetnie. Tyle tylko, że z każdym kolejnym kwadransem używania smartfona, czar powoli pryskał. Z kilku powodów – po pierwsze przez małe, ale fatalne decyzje typu likwidacja fizycznych przycisków głośności na rzecz paska głośności na krawędzi ekranu. W ogóle tak zagięty wyświetlacz miał tylko walor wizualny przy zerowej funkcjonalności. Druga sprawa to oczywiście brak usług Google. Musicie pamiętać, że używałem smartfona zanim jeszcze w sieci pojawiły się sposoby na ich doinstalowanie, a Huawei zaczął przeznaczać kosmiczne pieniądze na rozbudowę swojego sklepu AppGallery. Do tego firma wyceniła go naprawdę niefortunnie, co też było powodem jego kiepskiej sprzedaży w modelu ograniczonej dostępności. Zapamiętam tego smartfona jako dowód na tezę, że nie ważne jak świetny jest hardware, bez odpowiedniego oprogramowania to niewiele warte urządzenie.

A jakie były najgorsze smarfony jakie Wy kiedykolwiek kupiliście?

grafika, grafika, grafika, grafika