12

I co z tego, że żadnego Macbooka nie nadadzą w bagażu. Wy kiedyś nadaliście?

Od wczoraj trwa w sieci zażarta dyskusja na temat zakazu nadawania bagażu, w którym znajduje się przenośny komputer od Apple. I nie, nie chodzi wyłącznie o modele wypuszczone na rynek w latach 2015-2017 z kłopotliwą baterią. Żaden Macbook nie może trafić do luku bagażowego. Nie ma jednak najmniejszego problemu, by zabrać ze sobą komputer Apple na pokład samolotu. Zaczęło się od nałożenia takiej blokady przez linię lotniczą Virgin Australia — później zaś dołączyły do niej dwie kolejne: Thai Airways oraz Singapore Airlines. Ale czy faktycznie są powody do zmartwień i bicia piany?

Zobacz też: Zakaz lotów z Macbookami Pro, w których przegrzewają się baterie

W Europie od lat przewożenie komputera w bagażu rejestrowanym jest problematyczne

Co kraj, to obyczaj. W jednych bez problemu możemy przejść kontrolę lotniskową z dużą butelką napoju — w innym liczyć musimy się z ograniczeniem do 100 g. No i właśnie — w jednym dotychczas bez problemu można było nadawać w bagażu komputery — a w innym jest to zabronione od lat. Widziałem sporo żartów i drwin z Macbooków które są głównym bohaterem tej sytuacji, ale czy faktycznie jest powód do żartów? Z perspektywy mieszkańca Unii Europejskiej — nie widzę w tym kompletnie nic zabawnego, ani tym bardziej nowego. Bo przecież tutaj od lat odradzane jest jest umieszczanie w nadawanym bagażu sprzętów wyposażonych w baterie litowe.

Powyższy materiał to oficjalne wideo Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Lotniczego, która jasno wyraża swoje stanowisko w tej sprawie. Owszem, są linie lotnicze które robią od tego wyjątki — wśród nich m.in. Polskie Linie Lotnicze LOT. Na ich stronie poświęconej materiałom niebezpiecznym i zabronionym czytamy o zakazie przewozu w bagażu rejestrowanym:

urządzeń elektronicznych i przyrządów optycznych (tj. komputery, laptopy, aparaty fotograficzne, telefony komórkowe, kamery wraz z osprzętem, okulary) oraz lekarstw, kluczy itp.,

W tym wszystkim jest jednak pewne „ale”, bowiem w sekcji wykaz niektórych materiałów niebezpiecznych dozwolonych do przewozu zarówno w bagażu kabinowym jak i rejestrowanym, znalazł się podpunkt:

Urządzenia elektroniczne powszechnego użytku, zawierające litowe lub litowo-jonowe baterie lub akumulatory, takie jak zegarki, kalkulatory, aparaty fotograficzne, telefony komórkowe, komputery przenośne, kamery etc., jeżeli są przewożone przez pasażerów lub członków załogi do własnego użytku.

Przyznam szczerze, że po raz pierwszy na niego trafiłem, ale opierając się na własnych lotniskowych doświadczeniach wiem, że każdorazowo nadając bagaż obsługa lotniskowa pyta mnie czy nie mam w walizce żadnej elektroniki z baterią — bo obowiązuje zakaz jej przewożenia w takiej formie i według ich regulaminu muszę przełożyć ją do bagażu podręcznego i zabrać na pokład.

Nie wykluczam zatem, że nawet wśród czytelników AntyWeb znajdą się użytkownicy, którym zdarzało się umieścić komputer w bagażu nadawanym. Sam jednak, ze względu chociażby na obawy związane z tym czy komputer da radę przetrwać podróż w luku, nigdy bym się na taki krok nie zdecydował. Wiem jednak, że zapomniany power bank w walizce może być powodem dodatkowych spotkań z obsługą lotniskową i wywoływaniem przez mikrofon po nazwisku — i to na lotnisku nie w tej części świata. Wszystko to w myśl zasady: jest bateria, musi być przy tobie.

Źródło