61

Mundial udowodnił, że nie potrzebuję telewizji

Ostatnie tygodnie ostatecznie utwierdziły mnie w przekonaniu, że telewizor nie jest mi potrzebny. A właściwie nie tyle telewizor (choć też nie mam), co telewizja. Zerwałem z nią parę lat temu i od tego czasu kilka razy zastanawiałem się, czy nie wrócić w objęcia jedenastej muzy, jak niektórzy zwykli ją określać. Teraz dochodzę do wniosku, że […]

Ostatnie tygodnie ostatecznie utwierdziły mnie w przekonaniu, że telewizor nie jest mi potrzebny. A właściwie nie tyle telewizor (choć też nie mam), co telewizja. Zerwałem z nią parę lat temu i od tego czasu kilka razy zastanawiałem się, czy nie wrócić w objęcia jedenastej muzy, jak niektórzy zwykli ją określać. Teraz dochodzę do wniosku, że naprawdę nie widzę dla tego medium miejsca w swoim życiu.

Gdy pozbywałem się telewizora, a wraz z nim telewizji, zastanawiałem się, czy szybko zmienię zdanie i znów umieszczę to urządzenie w mieszkaniu. Kolejne miesiące szybko jednak mijały, a ja jakoś nie czułem potrzeby odświeżania naszej znajomości. Na dobrą sprawę, nie zauważyłem, by czegokolwiek mi brakowało. Filmy, sport, rozrywka, informacje, muzyka – wszystko to dostaję w Sieci lub kupuję w tradycyjnych sklepach i „konsumuję” z pomocą komputera.

Kiedyś pisałem już, że nie muszę oglądać najnowszych filmów, zwłaszcza blockbusterów i wystarcza mi to, co legalnie oferuje polska część Sieci – nie oglądam zbyt dużo, więc kilka filmów albo odcinków serialu w miesiącu zdecydowanie załatwia sprawę. Jeśli coś nie jest dostępne, to mogę kupić na płycie – w weekend wybrałem się do sklepu po Sherlocka, bo stwierdziłem, że naprawdę warto za to zapłacić. Dobry serial, zapewne wrócę do niego niejednokrotnie, towar wart swej ceny. To 10 godzin oglądania – z pewnością nie wystarczy tydzień, bo na głowie są inne rzeczy i nie chodzi tu jedynie o pracę. Przecież część wolnego czasu trzeba poświęcić innym formom rozrywki.

Warto przy tym podkreślić, że niektóre stacje nie serwują świeżynek, a za te serwujące i tak trzeba zapłacić. Na jedno zatem wychodzi. W systemie, który wybrałem jest też mniejsza szansa na irytację – czytałem, że TVP zmaltretowała Sherlocka i lepiej omijać tę wersję szerokim łukiem. W ramach przykładu wspomnę też, że jakiś czas temu u rodziny przerzucałem kanały w wolnej chwili i trafiłem w niedzielne popołudnie na jedną z części X-Menów. Wolverine’a nazywano w polskiej wersji wilkiem. Chyba wiecie, do czego zmierzam…

Rozrywka? Muzyka? Kiedyś włączałem kanały muzyczne, by coś się działo w tle. Jeżeli dobrze się orientuję, to teraz na tych kanałach nie dzieje się nic dobrego (a na pewno nic, co ma związek z muzyką). Wszelkiego typu kabaretony i programy umilające czas? Chyba wolę skorzystać z YouTube’a i sięgnąć po klasykę lub coś nowego, ale sprawdzonego. To po prostu program skrojony na miarę, nie muszę się męczyć przez 30 minut, by zobaczyć 5 minut tego, co mnie interesuje.

Programy informacyjne/publicystyczne/śledcze? Makabra. Krótki set wiadomości radiowych wystarcza, bym wiedział, że w kraju i na świecie nie dzieje się dobrze i zapewne nie nastąpi w tej materii zasadnicza zmiana. Przyswajanie tych informacji przez 30-60-120 minut to już samobiczowanie i decydują się na nie jedynie najtwardsi zawodnicy, weterani świata TV. Gdy w życiu społecznym/politycznym dzieje się coś naprawdę godnego uwagi, wystarczy zajrzeć do Sieci i przyjąć tę falę informacji (a czasem dezinformacji). Kontaktu z rzeczywistością bez telewizora raczej się nie straci.

Sport. To właściwie punkt wyjścia. Zastanawiałem się kilka miesięcy temu, czy nie będzie mi brakowało telewizora podczas Mundialu (a wcześniej Igrzysk Olimpijskich), ale po fakcie stwierdzam, że nie – wszystkie potrzeby zaspokoił Internet. I to na kilka różnych sposobów – zakończone wczoraj mistrzostwa pokazały, jak wygląda duża impreza sportowa w mediach nowego typu. Transmisje były nieustannie uzupełniane świeżymi informacjami. Prawdziwa skarbnica wiedzy, dla kibiców istne eldorado.

Jak już wspominałem, nie widzę powodu, by posiadać telewizor/telewizję. Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu z Was ceni sobie kanały filmowe/sportowe/informacyjne/edukacyjne i nie znajdujecie dla nich alternatywy w Sieci, ale nie zamierzam nikogo przekonywać, że telewizja nie ma sensu. Po prostu mnie przestała kręcić. Jednocześnie wiem, iż np. moi rodzice nie oderwą się od tego medium, bo za bardzo się z nim zżyli – dla nich Internet jest czymś, co może istnieć, ale nie musi – świetnie sobie bez niego poradzą.

Nie zamierzam też wieścić końca telewizji, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, iż rzesze ludzi nadal z niej korzystają, nierzadko w naprawdę szokującym wymiarze czasowym. I nie są to wyłącznie osoby w podeszłym czy średnim wieku – młodzie też. Podejrzewam jednak, że ich odsetek w społeczeństwie będzie spadał i jestem ciekaw, jak zareaguje na to telewizja? Przystosuje się do nowych warunków i spróbuje wziąć udział w krojeniu tego tortu czy będzie trwać na starych pozycjach, przekonując, że nie można jej spisywać na straty?

Źródło grafiki: Google