44

Może na podstawie gry po prostu nie da się zrobić dobrego filmu…

Od kilku dni trafiam na komentarze oraz recenzje dotyczące filmu Piksele. Zazwyczaj nie są zbyt przychylne. Można nawet napisać, że ich autorzy nierzadko wylewają pomyje na obraz. I nie jest to kwestia polskiego podwórka, recenzenci w innych krajach też nie zostawiają na filmie suchej nitki. Znowu tytuł nawiązujący do świata gier, który raczej nie zapisze […]

Od kilku dni trafiam na komentarze oraz recenzje dotyczące filmu Piksele. Zazwyczaj nie są zbyt przychylne. Można nawet napisać, że ich autorzy nierzadko wylewają pomyje na obraz. I nie jest to kwestia polskiego podwórka, recenzenci w innych krajach też nie zostawiają na filmie suchej nitki. Znowu tytuł nawiązujący do świata gier, który raczej nie zapisze się pozytywnie w historii kina.

Pikseli nie widziałem, do kina raczej się nie wybiorę, nie zrobiłbym tego nawet, gdybym przeczytał, że to niezły kawałek rozrywki. Ale w przypadku pozytywnych recenzji przyklasnąłbym i stwierdził, że w końcu komuś udało się odczarować przenoszenie gier na srebrny ekran, nawiązywanie do nich w filmach. Bo do tej pory wygląda to źle lub bardzo źle. Wczoraj zrobiłem nawet listę tytułów, które potraktowano w ten sposób i wnioski są takie, że w większości przypadków powstały straszne szmiry.

Są oczywiście wyjątki, część widzów stwierdzi, że nie ma co narzekać, bo niektóre filmy jednak fajnie wyszły, że to kwestia gustu itd. Będą i tacy, którzy napiszą, że te filmy z czasem stały się kultowe. Przykładem Street Fighter – jak tu krytykować obraz z robiącym porządek Van Dammem? Przecież to z założenia musi być dobre. Tomb Raider z Angeliną to też piękne wspomnienie wielu panów marzących o przygodzie z brytyjską archeolog. Na upartego można przymknąć oko i stwierdzić, że nie jest najgorzej, ale wtedy człowiek przypomina sobie, że swoją cegiełkę dołożył Uwe Boll i głowa zaczyna jednak boleć.

Niemiec ma na koncie kilka mocnych niewypałów, nawet koszmarów, ale przecież na jego twórczości problem się nie kończy. Doom czy Tekken to nie są jego „produkty”. A po ich obejrzeniu człowiek zadaje sobie pytanie, czy robienie filmów na podstawie gier jest dobrym pomysłem. Może w oparciu o ten materiał po prostu nie da się stworzyć nic sensownego? Z cyklu” „Z pustego i Salomon nie naleje”. Tylko gdzie leży problem? Brak kasy? Niektóre produkcje miały spore budżety. Słaby reżyser/zespół filmowy/aktor? Przy dobrym budżecie można tego uniknąć. Przy słabym zresztą też.

Może problem polega na tym, że do stworzonego świata, jakiegoś motywu czy bohatera próbuje się na siłę dorobić fabułę? I to taką w filmowym stylu. Bez niej obraz daleko nie zajedzie, nawet największa kasa zostanie wywalona w błoto. A scenarzyści najwyraźniej nie wiedzą, jak połączyć grę i sensowny scenariusz, by powstał z tego film. Taki, o którym można napisać, ze to kawał dobrego kina. Czekam aż ktoś udowodni, że jednak się da. A może to już się stało i ja coś przeoczyłem? Jeśli tak, to proszę o wyprowadzenie z błędu.