kindle paperwhite 3 użytkowanie
44

Microsoft kasuje wszystkie ebooki z DRM kupione przez użytkowników. Nadal uwielbiacie cyfrową dystrybucję?

Pamiętacie jeszcze coś takiego, jak DRM? Niektóre ze sprzedawanych jeszcze dziś treści w Internecie jest zabezpieczona w ten sposób, ale w przypadku ebooków nie jest to praktykowane. Ale było i ten przykład pokazuje, jak wiele zmieniło się na dobre.

Nie będę przedłużał, już tłumaczę, o co dokładnie chodzi. Microsoft wystartował w 2017 roku z własnym sklepem z ebookami. Jest to jeden z działów sklepu z multimediami, który nie jest dostępny w Polsce, a poza elektronicznymi książkami, Microsoft handluje muzyką, serialami i filmami. Trudno jednak uznać tę działalność za jeden z kluczowych elementów oferty tej firmy, skoro jest ona znacznie ograniczona pod względem regionalnym, a Microsoft wcale nie stara się spopularyzować swoich sklepów na żaden sposób. Wydaje się, że istnieją tylko dlatego, że muszą – jakby Microsoftowi było trochę wstyd na rodzimym, amerykańskim rynku, że Xbox czy Windows nie posiadają odpowiedników iTunes z serialami i filmami oraz Apple Books z książkami.

Polecamy: Czarna strona streamingu – nie mamy żadnej kontroli. Usuną i poprawią, co będą chcieli

Skąd takie myślenie? Jak inaczej mógłbym zareagować na wieści odnośnie zamknięcia sklepu z ebookami Microsoftu, który przez cały czas swojej działalności stosował DRM, blokując swobodne użytkowanie zakupionych książek, co oznacza teraz odcięcie klientów od treści, za które zapłacili. Robert Drózd ze ŚwiatCzytników.pl bardzo celnie komentuje całą tę sytuację, pisząc: „wszelkie treści zabezpieczone DRM trzeba traktować jako wypożyczone, a nie zakupione” i całkowicie się z nim zgadzam, od czasu do czasu drżąc o moją kolekcję filmów w iTunes. Tutaj sytuacja jest co prawda zgoła inna, ale kto wie – może za dwie lub trzy dekady sklep zniknie, a Apple będzie wysyłać ludzi w kosmos.

Grafika: TheVerge

Ale nie martwmy się problemami dnia jutrzejszego. Klienci sklepu Microsoftu mają problem już dzisiaj, bo stracą dostęp do zakupionych książek. Firma zachowa się w miarę właściwie, bo zwróci wszystkie wydane na tytuły pieniądze, a tym osobom, które korzystały z dodatkowych funkcji aplikacji (adnotacje, oznaczenia itp.) dorzuci nawet voucher na 25 dolarów do wydania… w Sklepie Microsoftu. Niby fajnie, ale wszystkie istotne dla nas fragmenty i zakreślenia znikną, zaś o opcji ich eksportowania nie słyszałem.

Żadna z polskich księgarni z ebookami nie stosuje DRM-a, więc nie musicie się niczego obawiać. Pobrane ebooki będziecie mogli czytać nawet wtedy, gdy którakolwiek z nich zwinie interes. Pamiętajcie jednak, by pobierać wszystkie zakupione książki. Sytuacja wygląda inaczej w przypadku sklepu Amazonu na Kindle oraz Apple Books – tych książek nie pobierzemy, są nam jedynie użyczane poprzez platformę danej firmy.

Czytaj też: Znany film na Netflix z obciętym zakończeniem. Użytkownicy zbulwersowani. Kto zawinił?

Nie wierzę w upadek Amazonu czy Apple, ale o tym, jaką władzę nad treściami, które mamy i nie mamy, trzymają technologiczni giganci. „Odebrali” nam już filmy i seriale oraz muzykę, za kilka lat to samo może spotkać gry. W przypadku książek i audiobooków w abonamencie mówimy o tym samym. Na własność mamy tylko to, co znajduje się na regałach, dlatego moje półki uginają się pod ciężarem płytm z muzyką, filmami, serialami i grami oraz książkami. To też efekt kolekcjonerstwa, lubię to, ale jednocześnie zabezpieczam sobie dostęp do tego, co mi się spodobało i to w konkretnej wersji. Ze wszystkimi scenami i aktorami, które z dnia na dzień mogą zostać usunięte. Z przeróżnych powodów.