microsoft edge
23

Microsoft Edge Chromium trafia do Windows Update. To początek drogi, ale już można mówić o sukcesie

Kiedy Microsoft ogłosił porzucenie swojego silnika EdgeHTML na rzecz Chromium w systemowej przeglądarce Windowsa 10, podniosło się niewiele głosów oburzenia. Edge miał niewielu użytkowników, słabą (choć nie do końca słusznie) opinię i pomimo posiadania przewagi w byciu domyślną przeglądarką „out of the box”, masowo był zastępowany przez Google Chrome. Do tego zawalił się oparty o nią ekosystem produktów mobilnych, co wydaje się, że było ostatecznym gwoździem do trumny tego silnika.

Jak mówi popularne przysłowie: „Jeśli nie możesz pokonać wroga, przyłącz się do niego”. Tę właśnie metodę wybrał koncern z Redmond. Jednak, pomimo że stabilne wersje oprogramowania są już na rynku od początku roku, Microsoft nie wymuszał aktualizacji na użytkownikach. Wydaje się, że była to bardzo dobra i przemyślana decyzja.

Ciekawość to pierwszy stopień do sukcesu

Tak naprawdę na porażkę oryginalnego Edge’a wpłynęło wiele czynników, od wypuszczenia tego produktu w zbyt wczesnej fazie rozwoju, przez problemy z elastycznością związane z głęboką integracją z systemem i sklepem MS po brak wersji na iOS i Androida. Pod koniec swojego żywota był dobrą przeglądarką, szybszą od konkurencji, lepiej zarządzające energią, tylko nikt nie chciał jej używać.

Decyzja o przejściu na Chromium przywróciła powszechne zainteresowanie tym programem. Oczywiście więcej było w tym głosów „A nie mówiłem”, „Zobaczymy, co teraz zepsują”, niż nadziei na dobry produkt, ale to i tak lepiej niż wcześniejsza obojętność. Lepiej, żeby ludzie mieli ochotę zainstalować ją choćby z intencją późniejszego zhejtowania, niż żeby zapomnieli o jej istnieniu.

Po pewnym czasie zaczęło pojawiać się sporo rzeczowych analiz dotyczących problemu przeglądarek i ich silników, co zabawne EdgeHTML zyskał sporo platonicznych zwolenników gardłujących przeciw oddawaniu pola dla Google. Już nawet ta dyskusja zmieniała trochę ogólny klimat wokół Edge’a, ale przełom nastąpił po wypuszczeniu bet.

Wyciąganie wniosków

Trzeba przyznać, że Microsoft odrobił lekcję, jaką dała mu niedolna próba wprowadzenia oryginalnego Edge’a. Po pierwsze, gdy pojawiły się publiczne bety, okazały się zaskakująco szybkie i stabilne, sam używałem ich na Maku i sprawiały na ogół lepsze wrażenie, niż „stabilne” wersje Google Chrome. Nie byłem w tym zdaniu odosobniony, większość recenzji tej hybrydy była mocno pozytywna.

Jednocześnie Microsoft przestał się obrażać na zasady Androida i iOS i wprowadził przeglądarki na pozostałe przy życiu mobilne platformy. Dzięki czemu stała się możliwa synchronizacja ustawień użytkowników pomiędzy urządzeniami, co wcześniej było piętą achillesową tego produktu. Podobnie otwarte podejście pojawiło się w stosunku do rozszerzeń, głównym kanałem dystrybucji dalej pozostaje Microsoft Store, ale instalowanie większości rozszerzeń z Chrome jest możliwe.

Rozwój bet nie szedł też jakimś szalonym tempem, Microsoft dbał o dobrą prasę, szybko zaczęły przebijać się informację o aktywnej roli Microsoftu w rozwoju Chromium i sukcesach, szczególnie na polu optymalizacji. Tym sposobem na przełomie roku dotarliśmy do wypuszczenia stabilnej wersji Egde’a, która tak jak i końcowe bety jest szybka, stabilna i przyjemna w użyciu. Dobrze integruje się z usługami Microsoftu, więc dla osób używających Office’a jest szczególnie atrakcyjna.

Zaskakująca decyzja

Jednak to, czym Microsoft bardzo zaskoczył, to fakt, że nowy Edge nie trafił do Windows 10, nawet na nowych komputerach. Jeśli chciałeś zobaczyć czy opinie o tym programie są prawdziwe, musiałeś sam podjąć decyzję o jego instalacji. Wydaje się, że była to przemyślana taktyka. Gdyby Edge był preinstalowany, pewnie większość osób ściągnęła by Chrome, a testowanie przeglądarki Microsoftu odłożyła na później (w praktyce „na nigdy”). Jeśli jednak wykonałeś już tych kilka czynności, aby nową przeglądarkę zainstalować na swoim komputerze, najczęściej dawałeś jej szansę.

A tak się składa, że większość osób testujących Edge bardzo chwali, co jeszcze podbudowało jej opinię i w efekcie przyczyniło się do wyraźnego wzrostu popularności. Oczywiście nie są to wartości mogące przestraszyć Chrome, przynajmniej w tym momencie, ale prawie dwukrotny skok udziałów i pokonanie Firefoxa, dla parę lat temu wyszydzanej marki, to spora, pozytywna zmiana.

Przerwać dominację

Dopiero teraz Microsoft zdecydował się na wrzucenie nowego Edge’a do swojego Windows Update i w efekcie niedługo znajdzie się na o wiele większej liczbie urządzeń. Niedługo powinniśmy zobaczyć czy dobre opinie wypracowane w czasie wdrażania projektu zdołają przełamać przyzwyczajenia użytkowników. Historia przeglądarek pokazuje, że jest o co walczyć. Dominującego przez lata Netscape Navigatora pokonał Explorer, który z kolei po pewnym czasie przegrał z Chrome. Edge raczej nie będzie w stanie zdominować rynku przeglądarek, ale być może uda mu się zakończyć dominację produktu Google. Co dla wszystkich, tak twórców, jak i użytkowników powinno być korzystne.