55

Repeater to przeżytek, Mesh WiFi to lek na problem z siecią w Twoim domu

Bezprzewodowa sieć WiFi to zarazem nasze błogosławieństwo jak i przekleństwo. Nikt z nas nie wyobraża już sobie życia bez dostępu do internetu, a w domu niemal zawsze podstawowym jego źródłem jest właśnie WiFi. O ile komputery można jeszcze podłączyć po kablu, o tyle smartfony czy tablety to urządzenia, które łączymy bezprzewodowo.

WiFi jest zbyt popularne

Niestety w czasach gdy swój własny punkt dostępowy WiFi ma praktycznie każdy, w eterze robi się bardzo tłoczno. Co za tym idzie, spada prędkość przesyłania danych, a wraz z nią komfort korzystania z domowego internetu. Można to porównać do zatłoczonego pokoju, w którym wiele osób mówi bardzo głośno naraz. Trudno usłyszeć wtedy naszego rozmówcę, nawet jak stoi kilka kroków od nas. Nie raz spotkałem się już z sytuacją, że czasami lepiej uruchomić internet od naszego operatora komórkowego, ale to znowu odbija się na żywotności baterii i kółko się zamyka.

Pośrednim lekiem na te problemy jest jeszcze wykorzystanie stosunkowo mniej popularnego pasma 5 GHz, które dodatkowo zapewnia również większą przepustowość. Wszystko dzięki wykorzystaniu szerszego kanału i możliwości transmisji równoległej (MIMO). Pasmo 5 GHz jest już obecne na rynku od dłuższego czasu, ale nadal w tańszych routerach nie jest wykorzystywane, ale to też powoli się zmienia i nawet smartfony z średniej i niższej półki mają moduły sieciowe działające w obu pasmach.

5 GHz ma jednak jedna bardzo poważną wadę, mianowicie wraz z wzrostem częstotliwości fali, zmniejszają się jej możliwości przenikania przez obiekty. Oznacza to mniej więcej tyle, że zasięg sieci 5 GHz przy takiej samej mocy anteny jak w paśmie 2.4 GHz jest wyraźnie mniejszy. W praktyce nawet w odległości 5-6 metrów od routera, który jest za ścianą, zasięg w paśmie 5 GHz jest już niewystarczający. A to i tak przy założeniu, że znajdujemy się na tym samym poziomie. Anteny w routerach w większości przypadków rozsyłają sygnał dookólnie, w pionie zasięg WiFi będzie znacznie słabszy. Jednym słowem zapewnienie odpowiedniej jakości sygnału WiFi nawet w średniej wielkości mieszkaniu nie jest rzeczą prostą.

Repeater to rozwiązanie, ale z poprzedniego wieku

Rozwiązaniem problemów z zasięgiem sieci WiFi w domu, jakie pierwsze przychodzi mi do głowy, jest zastosowanie repeatera. Repeater to nic innego jak powielacz sygnału, czyli urządzenie, które odbiera sygnał od routera i przekazuje go dalej do innych urządzeń sieciowych. W idealnym świecie łączymy taki repeater/access point i router przy pomocy popularnej skrętki (kabla sieciowego) dzięki czemu mamy stabilne połączenie. Repeater co prawda rozgłasza własną sieć WiFi, ale przecież przełączenie się na tą o mocniejszym sygnale nie jest problemem. Większość urządzeń takich jak tablety czy smartfony zrobi to automatycznie jak straci połączenie z podstawową siecią WiFi.

Niestety idealny świat nie istnieje i zazwyczaj nie mamy jak poprowadzić przez pół domu/mieszkania kabla sieciowego do drugiego urządzenia. Wtedy możemy wykorzystać możliwość zestawienia mostu WiFi, repeater dogaduje się z routerem bezprzewodowo i jednocześnie przekazuje sygnał dalej. Niestety proste i tanie modele robią to na jednej antenie i nie są w stanie pracować dwutorowo. Oznacza to zazwyczaj ograniczenie przepustowości o połowę. Te droższe mają już dwa niezależne moduły i zapewniają nieco lepszą jakość połączenia, ale nadal prędkość zazwyczaj pozostawia wiele do życzenia.

Mocno nad tym ubolewam, bo sam chciałem poprawić w ten sposób dostępność WiFi w swoim mieszkaniu, ale delikatnie mówiąc nie działa to dobrze. Nie da się tego zrobić dobrze niskim kosztem, a przy niekorzystnym położeniu routera (w skrajnym, a nie centralnym miejscu mieszkania) problem z WiFi daje się we znaki.

Jest jeszcze jedno rozwiązanie, które nie należy do najtańszych, ale jest też całkiem proste w implementacji. Mowa o urządzeniach sieciowych, które komunikują się przez instalację elektryczną. Tzw. powerline’y montowane w gniazdkach elektrycznych są w stanie zapewnić dzisiaj przepustowość rzędu 500 Mbps, co w większości przypadków jest wystarczające. Co więcej są również zintegrowane z funkcją repeatera, więc pozwalają też rozszerzyć zasięg sieci WiFi. Jedyny minus poza ceną to konieczność konfiguracji drugiego SSID i ręcznego przełączania się między sieciami, o czym pisałem powyżej.

Czy to zatem oznacza, że jesteśmy skazani na kombinowanie?

Mesh WiFi wkracza na scenę na białym koniu

Rynek nie znosi próżni, a konsumenci kochają proste rozwiązania, które zwyczajnie działają, bez konieczności skomplikowanej konfiguracji. W ten oto sposób narodziła się idea technologii Mesh WiFi. Do złudzenia przypomina ona zasadą działania telefonię komórkową. Podstawa to przynajmniej dwa urządzenia, z których jedno może być również routerem podłączonym bezpośrednio do modemu waszego operatora internetowego. Oba działają na zasadzie repeatera ale można je skonfigurować w kilku prostych krokach przy pomocy aplikacji na smartfona.

Przykładem takiego zestawu jest TP-Link Deco M4, na który składa się dwa moduły działające w pasmach 2.4 i 5 GHz. Można je również połączyć przy pomocy skrętki i zapewnić stabilne połączenie o przepustowości 1 Gbps. To co jest jednak największą zaletą systemu to wewnętrzny roaming. Sieć zbudowana w oparciu o to rozwiązanie posiada jeden wspólny SSID (nazwę sieci), a urządzenia WiFi w całym domu przełączają się automatycznie pomiędzy punktami dostępowymi. Tak jak na grafice poniżej.

Co więcej konfiguracja zestawu sprowadza się do podłączenia modemu internetowego i zasilania sieciowego. Później wystarczy już tylko zainstalować aplikację TP-Link Deco na smartfonie i rozpocząć konfigurację. Przez cały proces przeprowadzi nas prosty kreator, który podpowie między innymi gdzie najlepiej postawić drugi punkt dostępowy, aby zapewnić sobie najlepszy zasięg WiFi. Co więcej możemy użyć więcej modułów Deco, które są ze sobą kompatybilne i rozbudować sieć w przyszłości.

Zobacz też: Do redakcyjnej kuchni nie dochodzi WiFi. Problem rozwiązał TP-Link Deco M4

Mesh WiFi ma szereg zalet, które sprawiają, że nie można ich nazwać zwykłymi repeaterami. Po pierwsze przy braku połączenia kablowego, komunikują się ze sobą równocześnie w pasmach 2.4 i 5 GHz, a dodatkowo automatycznie wybierają najmniej obciążone kanały. Dzięki technologii MIMO komunikacja działa dwutorowo, nie ograniczając przy tym prędkości transferu. Co więcej w przypadku więcej niż dwóch modułów, urządzenie automatycznie wybiera najszybszą trasę, dzięki temu, że wszystkie mają ze sobą bezpośrednią komunikację (jeśli są oczywiście w zasięgu). To wszystko sprawia, że jest to bardzo elastyczne rozwiązanie, które można dopasować nawet do dużych powierzchni. TP-Link twierdzi, że dwa moduły Deco M4 są w stanie pokryć zasięgiem WiFi powierzchnię 260 m2.

Dla mnie jako rodzica dużą zaletą tego systemu jest także rozbudowana kontrola rodzicielska. Aplikacja TP-Link Deco nie ogranicza się tylko do pierwszej konfiguracji systemu. Dzięki niej możemy zarządzać całą siecią WiFi, w tym dostępem do sieci przez poszczególne urządzenia. Możemy w niej wygodnie ustawić limity czasowe, filtrowanie treści, sprawdzić na jakich serwisach dziecko spędza najwięcej czasu, a nawet czasowo wstrzymać dostęp do internetu. Świetne rozwiązanie.

Jednym słowem technologia Mesh WiFi wprowadza rewolucję do naszych domów na miarę pierwszych routerów oferujących połączenie bezprzewodowe. Konfiguracja sieci WiFi nie była jeszcze nigdy taka łatwa, a pokrycie zasięgiem nawet dużych powierzchni tak wygodne w użytkowaniu. Co więcej cały zestaw TP-Link Deco M4 składający się z dwóch modułów kosztuje tyle co średniej klasy router, który z pewnością nie zapewni tak dobrego pokrycia WiFi. Trudno w tej chwili o lepsze rozwiązanie.