Felietony

Masz miliardy na koncie i z nostalgią wspominasz czasy, gdy zarabiałeś grosze

MS
Maciej Sikorski

Fan nowych technologii, ale nie gadżeciarz. Zainte...

43

Masz miliony, masz wszystko. Wiele osób tak pewnie wyobraża sobie bogactwo. A jeśli masz miliardy to masz wszystko do kwadratu i niczym się nie przejmujesz. Plaża, kolorowe i fikuśne drinki, homary spożywane przy świetle księżyca. Zero stresu, zero pytań, skąd wziąć kasę na remont, nowy samochód czy...

Masz miliony, masz wszystko. Wiele osób tak pewnie wyobraża sobie bogactwo. A jeśli masz miliardy to masz wszystko do kwadratu i niczym się nie przejmujesz. Plaża, kolorowe i fikuśne drinki, homary spożywane przy świetle księżyca. Zero stresu, zero pytań, skąd wziąć kasę na remont, nowy samochód czy edukację dzieci. Bajka. Tyle teoria - potem przychodzi bogactwo i zderzenie z rzeczywistością.

Kilka tygodni temu rozmawiałem z krewnym o pewnym majętnym Polaku, jego biznesie, drodze na szczyt: od pucybuta do milionera. Kiedyś skromny biznesik na prowincji, dzisiaj w gronie najbogatszych Polaków. Krewny stwierdził, że chętnie by się z nim zamienił: przejął górę pieniędzy, kupował domy w różnych krajach, drogie samochody itd. Odpowiedziałem, że po zamianie pewnie szybko chciałby wrócić do dawnego życia. I usłyszałem, że chyba zwariowałem. No bo jak można rezygnować z fortuny?

Ludzie przejmując w wyobraźni fortuny miliarderów czy nawet milionerów, biorą tylko ich pieniądze, ale zapominają o "dodatku", czyli prowadzeniu biznesu. Zazwyczaj wielkiego biznesu. To oznacza pracę, która właściwie nie kończy się, to wielki stres i świadomość tego, że jest się odpowiedzialnym za imperium. To też strach przed możliwością utraty bogactwa, firmy, którą budowało się latami. To poczucie, że ludzie mogą być zainteresowani nie tyle tobą, co twoim majątkiem.

Podejrzewam, że ten opis można rozbudować i dorzucić kilka elementów. Z wielu pewnie nie zdaję sobie sprawy. Może też być tak, że się mylę, a majątek wart miliardy dolarów to sielanka. Na potwierdzenie swojej wizji mogę jednak przytoczyć słowa Jacka Ma, założyciela platformy Alibaba - to one skłoniły mnie do napisania tych kilku akapitów. Ma stwierdził podczas jednego ze spotkań w USA, że najlepszym etapem jego życia był ten, gdy zarabiał 12 dolarów miesięcznie. Koniec lat 80. XX wieku, Ma uczy angielskiego w Chinach, jest biednie, trzeba liczyć każdy grosz, ale życie jest o wiele prostsze.

Czytam te wynurzenia i... wierzę mu. Życie faktycznie musiało być łatwiejsze, stresu zdecydowanie mniej, nie jesteś w stanie pozwolić sobie na piękny dom, drogi samochód i wspaniałe wakacje, ale też nie budzisz się z myślą, że imperium, które budowałeś przez lata może upaść i to z różnych powodów. Głowy nie zaprzątają myśli dotyczące rozwoju biznesu, unicestwienia konkurencji, nim ona zrobi to z twoim biznesem. Telefon nie dzwoni przez cały czas, nie trzeba każdego dnia podejmować decyzji, które przysparzają siwych włosów. Problemy są, ale innego kalibru.

Ktoś pewnie stwierdzi, że moje podejście jest naiwne, sam napiszę, że miliarderem, a nawet milionerem nie jestem, więc to tylko moje przypuszczenia. Dodam, że nie uznaję pieniędzy za przekleństwo i fortuny bym nie unikał. Po prostu chcę zwrócić uwagę na drugą stronę medalu - miliarderzy nie muszą mieć lekko. Ich życie to ciągła walka o to, by nie stracić tych miliardów. Walka, która trwa całą dobę i wykańcza. Może dlatego miliarderzy z Doliny Krzemowej chodzą w dżinsach i jeżdżą Priusami - chcą zachować resztki normalnego życia i wspomnienie czasów, gdy nie siedzieli na górze złota...

Źródło grafiki: youtube.com

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

AlibabaJack Ma