Kadra profesorska narzeka na poziom studentów. Pracodawcy – na poziom absolwentów. Międzynarodowe badania wskazują na potworny analfabetyzm w Polsce. Co tu się w ogóle dzieje? Czy to powrót jesieni średniowiecza? Niestety, tak. W czasach ekspansji nowych technologii w Polsce notujemy plagę prymitywnej głupoty. Rośnie nam pokolenie małp ze smartfonami. Ktoś musi być za to odpowiedzialny. […]

Kadra profesorska narzeka na poziom studentów. Pracodawcy – na poziom absolwentów. Międzynarodowe badania wskazują na potworny analfabetyzm w Polsce. Co tu się w ogóle dzieje? Czy to powrót jesieni średniowiecza? Niestety, tak. W czasach ekspansji nowych technologii w Polsce notujemy plagę prymitywnej głupoty. Rośnie nam pokolenie małp ze smartfonami. Ktoś musi być za to odpowiedzialny.

Część I tutaj.

Nowo zatrudnieni nauczyciele nie są w dostatecznym stopniu wykształceni pod względem informatycznym. Jest to problem, który wymaga szybkiego rozwiązania – należy stworzyć odpowiednią strukturę, w której zarówno nauczyciele aktywni zawodowo, jak i studenci kierunków pedagogicznych mogliby poszerzać swoją wiedzę.

System takiego kształcenia nauczycieli zaproponował już w 1995 roku Bogusław Siemieniecki, a jednak do dziś jego plan pozostaje jedynie tzw. pobożnym życzeniem. Zaproponował on pięcioetapowy program kształcenia nauczycieli.

  1. Podstawowa alfabetyzacja komputerowa studentów pedagogiki.
  2. Kształcenie w zakresie ogólnych zastosowań technik informacyjnych w edukacji ze szczególnym naciskiem na pedagogikę.
  3. Nauka pogłębionego wykorzystania technik informacyjnych w pedagogice.
  4. Edukacja na poziomie podyplomowym.
  5. Edukacja na poziomie doktorskim.

Niestety, kilkanaście lat po publikacji pomysłu, w chwili tworzenia niniejszego materiału, mimo ogromnego postępu technik informacyjnych oraz zwiększonego i tańszego do nich dostępu, nauczyciele w szkołach podstawowych, gimnazjach oraz szkołach średnich wciąż charakteryzują się nieznajomością nowych mediów i nie są przygotowani do informatyzacji uczniów, a już zupełnie obce im jest zjawisko cyberkultury, błędnie kojarzone przez nich z technicznymi umiejętnościami obsługi komputera (na co wskazuje Hanna Batorowska z Instytutu Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa Akademii Pedagogicznej w Krakowie, pisząc, iż kulturę informacyjną, jako system podejścia człowieka do technologii informacyjnych, często przedstawia się tendencyjnie i upraszcza jej znaczenie, pomijając np. aspekt czytelnictwa rozumianego jako psychiczny proces kontaktów czytelnika z medium, a także proces pedagogiczny i społeczny.

Bernadeta Smagacz zwraca uwagę, iż

ważną przyczyną jest niechęć nauczycieli do poznania wartości edukacyjnych, jakie niesie za sobą komputer i umiejętne jego zastosowanie w procesie kształcenia dzieci oraz brak wiedzy o możliwościach wykorzystania komputera w kształceniu. (…) Podstawowym problemem staje się umiejętne wkomponowanie komputera jako narzędzia i metody w treści kształcenia, które uczeń powinien opanować. Kompleksowe wykorzystanie komputera w szkole wymaga przyjęcia nowych założeń zarówno organizacyjnych, jak i treściowych. Nie wystarczy wyposażyć nauczyciela w wiedzę i umiejętności obsługi programów komputerowych. Trzeba nauczyć go twórczego zastosowania tych programów w procesie kształcenia.

Nieefektywny proces kształcenia w Polsce generuje paradoks – analfabeci informacyjni edukują dzieci pokolenia informacyjnego. To z kolei rodzi oświatową patologię, bowiem powoduje, iż uczniowie, nie znajdując w osobie nauczyciela przewodnika po świecie nowych mediów, edukują się sami, nie uwzględniając przy tym żadnych norm etycznych.

W latach osiemdziesiątych młodzi chłopcy z wypiekami na twarzy czekali na swój pierwszy podręcznik biologii, by móc przeczytać o kwestiach współżycia seksualnego. Dziś większość uczniów, jeszcze przed otrzymaniem tegoż podręcznika, ma już za sobą kontakt z internetową pornografią.

Zwraca na to uwagę Parry Aftab, amerykańska specjalistka ds. bezpieczeństwa dzieci w sieci, wskazując, iż „dzieci nie muszą szukać kioskarza, który zechce sprzedać im pisemka porno. Nie muszą wyciągać pieniędzy, by je kupić. Nie muszą przemycać ich z domu kolegi (…). To, co mogą zobaczyć w sieci, jest dostarczone do domu, bezpłatne, bardzo łatwe do znalezienia (poprzez zwykłą wyszukiwarkę) i w wielu przypadkach – znacznie bogatsze graficznie niż to, co mogłyby dostać spod lady”.

Nauczyciel (ale także i rodzic) nie tylko nie dotrzymuje młodzieży kroku, skazując ją na często szkodliwą samoedukację, ale także hamuje proces kształcenia, nie uznając nowych mediów, które mogą być znakomitą pomocą dydaktyczną, i często próbując na trwałe odseparować dziecko od technik informacyjnych.

Najlepszym tego przykładem może być słynny młot na czarownice, jak określono projekt rządowego programu Zero tolerancji dla przemocy w szkole, który jednoznacznie za wszelkie zło obwiniał gry komputerowe i internet (na szczęście ów destruktywny w kontekście nowej edukacji dokument został negatywnie zaopiniowany przez Instytut Spraw Publicznych).

Tymczasem „dzieci żyjące w dobie technologii informatycznej mają większe wymagania niż pokolenia wcześniejsze, dlatego kształcenie przyszłych nauczycieli, jak i aktualnie pracujących z dziećmi powinno kłaść nacisk na wiedzę z zakresu wykorzystania technik komputerowych, zastosowań poszczególnych programów komputerowych w pracy z dziećmi”. Niestety, ponownie można w tym przypadku użyć przysłowiowego sformułowania „pobożne życzenie”, bowiem obecne zależności nauczyciel <–> uczeń kształtują się wedle następującego schematu:


Ogólny efekt takich zależności w polskiej oświacie opisać można słowami biblijnymi, mówiącymi, iż „jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną„. Powyższy schemat dowodzi, iż istnieje paląca potrzeba dynamizacji nauczycieli poprzez alfabetyzację informacyjną, a dalej informatyczną po to, by mogli oni w procesie kształcenia używać symboli uznanych przez młodzież i tym samym dotrzymać jej kroku, odzyskując utracony autorytet. Przy czym „może w powszechnie uznawanych za złe rodzajach aktywności młodzieży warto dostrzec pozytywne ziarno i spróbować je wykorzystać w edukacji?” – pyta Karina Mińskowska z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu…