13

Macie problemy? Chętnie Wam pomogę i napiszę tekst na zlecenie

Bycie blogerem nie jest łatwe. Potwierdziły to m.in. wydarzenia, jakie towarzyszą konfliktowi Google i Oracle. Obie firmy muszą teraz przestawić listę dziennikarzy, blogerów, vlogerów itd., którzy pisali teksty na temat wojny patentowej wspomnianych korporacji i brali za to pieniądze. Sprawa zapewne odbije się szerokim echem w branży IT i zniechęci wielu ludzi do „pisania na […]

Bycie blogerem nie jest łatwe. Potwierdziły to m.in. wydarzenia, jakie towarzyszą konfliktowi Google i Oracle. Obie firmy muszą teraz przestawić listę dziennikarzy, blogerów, vlogerów itd., którzy pisali teksty na temat wojny patentowej wspomnianych korporacji i brali za to pieniądze. Sprawa zapewne odbije się szerokim echem w branży IT i zniechęci wielu ludzi do „pisania na zlecenie”. Nie należę jeszcze do tego grona, ale zachęcam firmy do kontaktu z moją osobą.

Ostatnimi czasy, gdy pada hasło wojny patentowe, to myślimy przede wszystkim o Apple i Samsungu. Nie można jednak zapominać, że w różnego typu konfliktach biorą udział także inne firmy. W gronie tym znajdziemy np. wspomniane we wstępie Google i Oracle. Powiem (napiszę) szczerze, iż kilka miesięcy temu przestałem się żywo interesować tą sprawą: za dużo wojen (nawet patentowych) źle wpływa na psychikę. I pewnie nadal machałbym ręką na zmagania panów Page’a i Ellisona (CEO Google i Oracle; swoją drogą dopiero teraz zauważyłem, że obaj mają na imię Larry), gdyby nie pewna decyzja sędziego.

Podstawą konfliktu na linii Google – Oracle jest rzekome bezprawne wykorzystanie przez giganta z Mountain View opatentowanych technologii związanych z Java. Internetowy gigant miał z nich skorzystać przy tworzeniu Androida. Ostatnio szala zwycięstwa w tej batalii przechyliła się na stronę Google, ale Oracle nie zamierza odpuszczać. Co mają z tym wspólnego wspomniani blogerzy? Otóż sędzia prowadzący tę sprawę (William Alsup), wezwał obie firmy do stworzenia i upublicznienia list osób, które komentowały w mediach spór dwóch gigantów i jednocześnie brały pieniądze od Google lub Oracle. Sędzia tłumaczył swą decyzję tym, iż opinie, jakie pojawiały się w mediach, a dotyczyły omawianego konfliktu, mogły wpłynąć na osoby, które podejmują w tej kwestii kluczowe decyzje. Tym samym, mogły one zachwiać ich bezstronnością. Warto zatem przekonać się, kto, ile i za co „wziął do ręki”.

Ponoć jest to prawdziwy precedens prawny w USA. Z jednej strony, sprawa brzmi ciekawie, ponieważ możemy poznać skalę opisywanego zjawiska i dowiedzieć się na ile bezstronne są media branżowe. Jednak z drugiej strony, nie zostało do końca określone, według jakich wytycznych mają być tworzone owe listy. A to może doprowadzić do sytuacji, w której znajdą się na nich osoby, które mają jakieś związki finansowe z Google lub Oracle, ale niekoniecznie działają na korzyść (lub niekorzyść) tych firm. Jeśli twoje nazwisko raz pojawi się w mediach w takim kontekście, to potem trudno będzie się od tego uwolnić i przekonać wszystkich, że nie wyrażasz swych opinii „na zlecenie”.

Osobiście najbardziej jestem zainteresowany stawkami, jakie pojawią się w mediach po opublikowaniu list (Google i Oracle mają na to czas do 17 sierpnia). Na tej podstawie będę mógł stworzyć własny cennik i rozesłać go gigantom tego biznesu. Skoro jest popyt, to czemu nie skorzystać na podaży. Niejednokrotnie byłem podejrzewany o niebezinteresowne sprzyjanie którejś z firm, więc teraz przynajmniej nie będę miał do nikogo żalu. Namawiam wszystkie firmy, które popadły z kimś w konflikt, chcą wypromować swój produkt lub mają problemy finansowe, prawne, a nawet strukturalne, by nie zwlekały i szybko się ze mną skontaktowały. Od razu zaznaczę jednak, że sprawy beznadziejne są płatne ekstra – jeśli jesteście przedstawicielami Amber Gold, to musicie przygotować duży worek ze złotem…

Foto: 1,2