193

„Korek wstydu”. „Paliwo dla biednych”. A ja na to: odczepcie się od LPG

Wiecie, po ile latało LPG w Rzeszowie w najcięższych koronawirusowo czasach? Zeszło nawet poniżej 1,50. I wcale nie było jakichś szczególnych kolejek. Dnia nie było, aby na lokalnej grupie mieszkańców ktoś nie informował o kolejnych rekordach. I dnia nie było, żeby ktoś nie naśmiewał się z użytkowników autogazu. Bo gaz to do kuchenki, diesel lepszy, tylko benzyna i w ogóle, to siara podjeżdżać pod gazowy dystrybutor.

Cieszyłem się z tego rzecz jasna jak dziecko, bo i ja podróżuję „na gazie”. Drugie eksploatowane przeze mnie auto, trochę już poważniejsze (ale i tak stare) i ponownie z instalacją LPG. Jak powiedział spec od instalacji, trafiła mi się któraś z tych lepszych, montowana jeszcze w Holandii. O jakim aucie mowa? Volvo. Trzy litry bez jednej dziesiątej, wolnossak, automatyczna skrzynia biegów. Fajne, duże, kompletnie bezsensowne do miasta auto. Na trasie jest przekochany i spalanie w granicach 10 litrów bezołowiowej jest akceptowalne. Wjazd do miasta graniczy już z czwartym kręgiem piekieł Dantego. Auto zdaje się chlać paliwo już na sam widok kluczyka. Archaiczny już nieco „komputerek pokładowy” pokazuje spalanie na poziomie 15-17 litrów na 100 km. Benzyny. Gazu schodzi 20 litrów. Wściekły. Ale wcale nie taki szybki. Z jednej strony żałuję, że to nie jest legendarne T6. Z drugiej cieszę się, bo starzy Volviarze mawiają, że tam częściej zdarzają się bardzo drogie awarie skrzyni automatycznej.

Podjeżdżam na stację. Nie czuję wstydu. W baku benzyny jest zawsze tyle, żebym w razie awarii instalacji mógł dojechać na „prawilnym” paliwie. Ale jeżdżę na gazie. Wiecie, 20 litrów LPG na pewno wyjdzie taniej od 17 litrów benzyny w mieście. Oszczędność, Moi Drodzy. Ale i pewien mankament. Bo jakbym się nie starał, to i tak przejadę maksymalnie 350 km na jednym tankowaniu – większy zbiornik w miejsce koła zapasowego nie wejdzie.

LPG – paliwo dla biednych

Ja powiem, że to nieprawda. Płacę więcej za przegląd samochodu, zdarza się, że w niektórych towarzystwach zapłacę więcej również za OC. Poza tym, przy dobrze wystrojonej, dobrej jakości instalacji LPG nie ma większych różnic w mocy auta. U mnie mogę śmiało powiedzieć, że przy absolutnie sprawnym systemie LPG nie ma opcji, żebyście zgadli, czy auto jedzie na gazie czy też na benzynie. Awarie? Auto jeździ na gazie od wskazania licznika ok. 250 000 km. Ile jest teraz? 420 000 km. Zepsuć się nie chce.

Ale to rzecz jasna tylko dowód anegdotyczny, są silniki, które mogą się zepsuć po założeniu instalacji LPG. Duży problem jest z jednostkami, które mają wtrysk bezpośredni. Dobrzy „gaziarze” są w stanie w środku nocy, po obudzeniu wyrecytować pełną listę silników, które nie bardzo lubią się z autogazem. Cały czas na rynku są dostępne takie, które świetnie dogadują się z instalacją LPG. W trakcie konserwacji mojej instalacji, właściciel firmy zakładającej systemy LPG pokazywał mi Volvo S60R z gazem właśnie. Samodzielnie wystroił auto tak, że z 300 KM zrobiło się prawie 400, a 2,5 litrowy, turbodoładowany silnik i tak pięknie to znosił (chociaż trzeba było go już zakuć). Piękny to był samochód, ale drogi.

Pamiętacie Mariusza Pudzianowskiego, który do Hummera założył LPG? Największy problem z tym miał nie Pudzian, nie ludzie, którzy oglądali go przy dystrybutorze, a… serwisy plotkarskie. No, bo jak to – koleś ma w garażu Mercedesa klasy S, Lamborghini i Hummera właśnie. A ten Hummer jeździ na plebejskim gazie. Wiecie, gdyby moje auto wsuwało 30 litrów benzyny na 100 km, płakałbym rzewnymi łzami. Gdyby paliło tyle samo gazu, pewnie bym to przeżył. Facet potrafi liczyć – skoro nie ma większych różnic, to po co ma przepłacać?

W ogóle, co to za odmiana snobizmu, gdy gloryfikuje się produkt tylko dlatego, że jest droższy? Nic nie mam do benzyny, to świetne paliwo, bardzo uniwersalne i dużo wygodniejsze niż LPG (nosiłeś kiedyś LPG w kanistrze?). Ale jest droższa. Jak wspomniałem – odpowiednio strojąc instalację nie ma mowy o zauważalnych różnicach. Ceny paliw na pobliskiej stacji w Rzeszowie: LPG: 1,94; Pb95: 4,09. Jest różnica, prawda? (stan na 22.06.2020)

Dlaczego niektórzy tak nie lubią LPG?

Nie wiem, może mają jakieś dziwne uprzedzenia? Myśląc o LPG, widzą Golfiarzy w „trójkach”, którzy ładują gazolinę do swoich stuningowanych wizualnie (bez gustu) 1,8? Przed oczyma mają przeładowane do granic możliwości Łady lub polskie fiaty, które jadą na kolejny pchli targ? Tutaj operuję odrobinę po omacku, bo uprzedzeń motoryzacyjnych nie rozumiem.

LPG

Gaz śmierdzi, gaz do kuchenek, gaz to wstyd. Trochę mi tu zalatuje hipokryzją. Bo jak zapytamy ludzi na ulicy, czy cieszyliby się z prawdziwej idei „taniego państwa”, to pewnie wyraziliby aprobatę. Ale ci sami potrafią również stwierdzić, że gaz jest „be”, że oni wolą zapach benzyny (ja też), albo diesel jest lepszy. A gdyby tak nagle wszystkie auta należące do rządu, urzędów zaczęły jeździć na gaz?

Do tematu LPG nie ma co dorabiać ideologii. Najwięcej zastrzeżeń do tego paliwa będą mieć ci, którzy… nigdy nie mieli z nim styczności. Albo… mieli, bardzo krótką i nieudaną. Nie twierdzę, że nie zdarzają się takie przypadki, że system odpowiedzialny za podaż tego paliwa do silnika jest wadliwy lub założony nieodpowiednio. Nijak to jednak nie tłumaczy tego, co dzieje się w dyskusjach na temat LPG wśród fanów motoryzacji. Czasami jest „dziwnie”.

O ile jestem zdania, że do auta kolekcjonerskiego odrobinę żal wrzucać alternatywne paliwo (chociaż niektórzy będą mieć inne zdanie – i dobrze), tak już do „woła roboczego” – czemu nie? Dla każdego człowieka „wół roboczy” będzie przedstawiał się inaczej. Dla jednego będzie to Passat B5, a dla drugiego Maserati Ghibli. Jeżeli serio nie czuć różnicy, jest możliwe założenie gazu i jesteście z tym „ok” – nie ma w tym nic złego. Natomiast boje fanów motoryzacji przypominają mi to, co czasami dzieje się w środowisku konsolowców – chociażby nie prowadząca do niczego wojenka między fanami PlayStation i Xboksa. Ten sam kaliber, tylko zabawki inne.

Życzę Wam bezpiecznej i bezawaryjnej jazdy.