41

Kupując sprzęt w normalnej cenie czuję się czasem jak frajer

Ludzie wyrywający sobie z Biedronce czy Lidlu klapki Crocs lub torebki Wittchen to już ekstrema, natomiast w kulturalnym śledzeniu promocji nie widzę nic złego. Co więcej, robię to regularnie i czuję się jak frajer kupując coś w normalnej cenie, szczególnie w sieci.

Ej, Paweł, w tym sklepie z elektroniką na rogu wyprzedają walkmany!

– powiedział do mnie kiedyś kolega z klatki, szybko zabraliśmy świnki skarbonki i pobiegliśmy do lokalu, który pozbywał się sprzętu z magazynu.

To były dawne, podobno te lepsze, czasy kiedy elektronika wcale nie była tańsza – co gorsze, kupienie czegoś w naprawdę atrakcyjnej cenie nie było wcale proste. Ktoś tam niby zawsze sprzedawał jakiś sprzęt, często twierdząc że jest nieużywany, ale zawsze istniało ryzyko, że “spadł z TIRa”. Magicznym sposobem ów sprzedawcy prawie nigdy nie oferowali gwarancji. A i oryginalność towaru ciężko było sprawdzić nie mają odpowiedniej wiedzy i co ważniejsze – takiego samego urządzenia do porównania.

Magia internetowych wyprzedaży i promocji

Jak zapewne zauważyliście, uruchomiliśmy niedawno serwis zeroPLN, na którym regularnie umieszczamy wpisy z najciekawszymi naszym zdaniem promocjami na sprzęt i gry. Oczywiście nie odkryliśmy Ameryki, nie byliśmy pierwsi i nie jesteśmy jedyni. Kamil robi jednak świetną robotę, codziennie dostarczając ciekawe oferty. Oferty, z którymi warto się spieszyć – chociażby dziś chciałem kupić dwie pary całkiem fajnych słuchawek JAYS a-JAYS – od kilku lat używam tylko bezprzewodówek, wszystkie stare “pchełki” wyzionęły ducha, a przydałyby się chociażby do podglądu audio podczas nagrywania filmów na AntywebTV. Niestety w fajnej cenie zostały już tylko w jednym z dwóch sklepów, w dodatku tylko z odbiorem osobistym. No trudno, może innym razem się uda.

Część z Was, podobnie jak ja, śledzi premiery w świecie technologii i daje się porwać zarówno obietnicom producentów jak i pozytywnym recenzjom sprzętu. Czasem cieszymy się, że urządzenie kosztuje rozsądne pieniądze, często jednak po zobaczeniu premierowej ceny na prawym ramieniu staje rozsądek i prowadzi z sercem zażartą dyskusję pod tytułem “czy to aby na pewno jest potrzebny wydatek?”. Mija kilka miesięcy od premiery i okazuje się, że nowy smartfon można kupić o kilkaset złotych taniej. Doskonałym przykładem był Samsung Galaxy S6, którego nabyłem dzień przed Wigilią 2015 roku. Premierowa cena urządzenia (sprzedaż rozpoczęła się w naszym kraju w kwietniu 2015 roku) wynosiła w wersji 32GB pamięci wewnętrznej 2999 złotych. Ja kupiłem swój egzemplarz za około tysiąc złotych mniej i to bez kombinowania, zwyczajny zakup w sklepie Media Markt. Czy tych kilka miesięcy posiadania smartfona było warte prawie 1k? Niezbyt. Tu mówimy jednak o spadku ceny, utracie wartości towaru, a nie chwilowej promocji.

Promocja

Z tymi bowiem można nieźle “przyfrajerzyć” kupując urządzenie lub grę w pełnej kwocie, a po powiedzmy miesiącu zobaczyć, że gdzieś jakiemuś sklepowi udało się na kilka dni urwać kilka stówek. Często oczywiście bywa tak, że promocja jest krótka, a towaru mało, ale kilkaset złotych w kieszeni chwilę po premierze (lub kilkadziesiąt złotych w przypadku gry) to nie są pieniądze, po które nikt się nie schyla. Więc tak, często warto się wstrzymać. Przykład? Szybkie wskoczenie do promocji polskiej gry Frostpunk, która szybko doczekała się promocji cenowych.

Kolejnym wartym uwagi wydarzeniem są chińskie promocje, na przykład te na Dzień Singla. Sam kupiłem automatyczny odkurzacz wystawiany u nas za około 1000 złotych za 500, w dodatku przyszedł szybko, bo z niemieckiego magazynu. Ale przecież ktoś je w pełnej cenie kupował, tak przynajmniej sądzę skoro były w sieci oferty. To też ciągle powtarzające się komentarze fanów Xiaomi, którzy gardzą polską dystrybucją telefonów tej firmy i zaopatrują się jedynie za granicą – różnice w cenach są znaczące i burzą trochę sens kupowania urządzenia w Polsce. Szczególnie jeśli ktoś ma w nosie gwarancję, żyje na krawędzi i hołduje zdaniu, że “jakoś to będzie”.

Kupuj szybko, bo się opłaca!

Niestety łatwo popaść w szał promocji i kupować sprzęt tylko dlatego, że ktoś sprzedaje go taniej. To zdecydowanie łatwiejsze niż polowanie na konkretny produkt i fajną promocję – ma listę kilku sprzętów, które praktycznie nigdy nie pojawiają się w lepszych cenach i niewiele wskazuje na to, by coś miało się zmienić. Można oczywiście szukać też tych urządzeń za granicą, ale często po podliczeniu kosztów przesyłki zwyczajnie szkoda zachodu.

Promocja

Zdecydowanie łatwiej jest kupować tylko dlatego, że coś jest tańsze i teoretycznie może się przydać. Wielu osobom pojawia się wtedy w głowie żarówka z napisem “oszczędność”, choć przecież najwięcej zaoszczędziliby nie kupując towaru, w końcu go nie potrzebują. Ja mam tak niestety z grami na Steamie – jest promo, kupuję, pobieram, nie gram, usuwam – bo zapchałem dysk. Przejrzyjcie swoje biblioteki, zobaczcie ile jest tam tytułów, w które nigdy nie zagraliście i porównajcie z tymi, które kupiliście w pełnej cenie, z pełną tego zakupu świadomością. W tym szale promocji naprawdę łatwo zwariować i wydawać bezmyślnie kasę.

Drugą pułapką, w którą można wpaść, jest mydlenie oczu przez sklepy. Nie da się oczywiście ciągle śledzić ceny towaru, choć kiedy ktoś się na niego uprze, jest w stanie to zrobić. Ja obserwowałem tak kiedyś cenę pewnego gadżetu w jednym z dużych sklepów – nagle pojawiło się promo, stara cena przekreślona, nowa zaczęła się do mnie uśmiechać. Szkoda tylko, że towar w promocji kosztował dokładnie tyle samo ile przed, stara, przekreślona cena była natomiast wyższa niż ta, którą widziałem od kilku miesięcy. Nieładnie, oj, nieładnie.

Pisałem niedawno o fajnych promocjach, w których Samsung (rękami firmy zewnętrznej) odkupuje stare smartfony i dokłada kilka stówek do nowych słuchawek ze swoim logo. Podobają mi się tego typu inicjatywy, bo można dzięki temu zaoszczędzić bez konieczności wyszukiwania ofert w zagranicznych sklepach czy ryzykowania z dziwnie niskimi cenami smartfonów na serwisach aukcyjnych. Tylko czy przy takich akcjach kupienie telefonu tak normalnie, w sklepie, za pełną kwotę nie jest czasem skrajnym frajerstwem? No bo po co płacić za coś więcej, kiedy można zapłacić mniej nie bojąc się o to, że sprzęt pochodzi z nielegalnego źródła lub ktoś ściemnia, że jest nowy. Fajnie być gadżeciarzem w dzisiejszych czasach, zdecydowanie fajniej niż kiedyś.