19

„KPRM nigdy nie kupowała fanów” – wywiad z Pawłem Grasiem, rzecznikiem rządu

Niedawno w sieci dość głośnym echem odbiła się „afera” związana z aktywnością Kancelarii Prezesa Rady Ministrów na Facebooku. Swój tekst poświęcił jej Grzegorz, który „nie miał problemu” z rządowym social media. Jego opinia spotkała się jednak z dużą dozą krytyki. Opierała się ona na wytykaniu „ocieplania wizerunku za publiczne pieniądze”. Jak jest naprawdę? Czy powinniśmy […]

Niedawno w sieci dość głośnym echem odbiła się „afera” związana z aktywnością Kancelarii Prezesa Rady Ministrów na Facebooku. Swój tekst poświęcił jej Grzegorz, który „nie miał problemu” z rządowym social media. Jego opinia spotkała się jednak z dużą dozą krytyki. Opierała się ona na wytykaniu „ocieplania wizerunku za publiczne pieniądze”. Jak jest naprawdę? Czy powinniśmy być zaniepokojeni? A może wręcz przeciwnie – pochwalić za nowe źródło informacji? Wątpliwości najlepiej rozwiewać u źródła, dlatego postanowiłem przeprowadzić wywiad z rzecznikiem prasowym rządu Pawłem Grasiem.

Karol Kopańko: Dlaczego KPRM zdecydowała się na rozszerzenie swojej obecności na Facebooku?

Paweł Graś: Obywatele na co dzień korzystają z mediów społecznościowych. Facebook jest najchętniej używanym przez Polaków serwisem społecznościowym i nie możemy udawać, że tego nie widzimy. Chcemy komunikować się z obywatelami tak, jak dla nich jest najwygodniej. Chcemy przekazywać informacje i nawiązywać dialog tam, gdzie są ludzie. Obywatele „głosują” kliknięciami: są na Facebooku, na Twitterze, YouTubie czy Flickrze – tak wybrali, tak chcą. I dlatego my też powinniśmy tam być. Informować i rozmawiać. Co równie ważne, media społecznościowe dają możliwość prowadzenia dialogu.

Jakie cele Kancelaria będzie realizowała za pomocą tego medium?

Główną siłą Facebooka jest możliwość rozmowy, wchodzenia w interakcję z odbiorcami. Możemy odpowiadać na pytania, a z drugiej strony – my też uzyskujemy informację zwrotną. Możemy też próbować zainteresować Polaków jakąś sprawą. Przykład z ostatnich dni: organizowane przez nas czaty z rządowymi ekspertami w ramach cyklu „Narada Rodzinna”. Każdy mógł zapytać np. o urlopy rodzicielskie, świadczenia rodzinne albo o zasady dofinansowania leczenia in vitro. I od razu dostawał fachową odpowiedź.

Traktujemy to jako element przyjaznej i otwartej administracji, do której można się bezpośrednio zwrócić. A przecież jeszcze kilka lat temu taka bezpośrednia rozmowa byłaby trudna do wyobrażenia. Rozwój mediów społecznościowych w tym kontekście traktujemy jako coś pozytywnego.

Duża zaletą tych mediów jest także to, że umożliwiają nam natychmiastową komunikację. Posłużę się przykładem lutowego szczytu UE w Brukseli, podczas którego nasz rząd negocjował nowy budżet unijny. Dzięki wykorzystaniu Twittera mogliśmy w czasie rzeczywistym relacjonować przebieg obrad i publikować zdjęcia. To kluczowe zwłaszcza w sytuacji, gdy temat jest społecznie ważny. Kiedyś po takim szczycie czekalibyśmy na oficjalny końcowy komunikat. W tym roku wspólnie z naszymi unijnymi kolegami poinformowaliśmy o jego rozstrzygnięciu szybciej właśnie dzięki mediom społecznościowym. Proszę zauważyć, że pierwszą informację o sukcesie negocjacji opublikował przewodniczący Rady UE Herman van Rompuy. I zrobił to właśnie na Twitterze.

Musimy pamiętać, że Facebook rządzi się swoimi prawami i jest wymagającym kanałem. Nie możemy wklejać linków do strony www.premier.gov.pl i uznać, że to wystarczy. Naszym celem jest dostarczenie unikalnych treści. Dlatego sporo energii wkładamy np. w nasz cykl „Prosto z rządu”, czyli infografiki tłumaczące decyzje Rady Ministrów.

Na czym dokładnie polegają działania brandADDICTED w ramach obsługi KPRM w mediach społecznościowych?

Wokół tej umowy narosło wiele mitów, krzywdzących i dla KPRM, i dla brandADDICTED.

Fakty są takie: to pracownicy KPRM zarządzają profilami Kancelarii w serwisach społecznościowych. Robią to samodzielnie, w ramach swoich służbowych obowiązków.

Firma brandADDICTED wspiera nas w aspektach technicznych, takich jak tworzenie aplikacji oraz ich utrzymanie na serwerach. KPRM nie zatrudnia programistów-deweloperów, musi więc korzystać z usługi zewnętrznego dostawcy. Tak robią wszystkie firmy i instytucje, które poważnie podchodzą do swojej obecności w mediach społecznościowych. Firma przeprowadziła również dla naszych pracowników trzy szkolenia na temat otwartej i nowoczesnej komunikacji z obywatelami w sieci.

Dlaczego wybrano akurat tę firmę?

Przeprowadziliśmy badanie rynku. Cztery podmioty przedstawiły swoje oferty. Propozycja brandADDICTED była najlepiej dopasowana do naszych potrzeb.

Czy takie działania są zgodne ze statutem zgodnie, z którym działa Kancelaria?

Statut KPRM nie reguluje tego, jak KPRM ma się komunikować w Internecie.

Dlaczego do obsługi wybrano akurat Facebooka i YouTube?

Facebook to obecnie najchętniej używany przez Polaków serwis społecznościowy, tuż za nim jest YouTube. Jak już mówiłem, jesteśmy tam, gdzie są obywatele.

Ile kosztuje utrzymanie profili KPRM w social media i z czego jest to finansowane?

Realizujemy umowę z brandADDICTED. Jej wartość to 35 tys. zł. Profilami zarządzają trzy osoby zatrudnione w Centrum Informacyjnym Rządu, ale to tylko wycinek ich zakresu obowiązków, więc trudno w tym przypadku jednoznacznie odnieść się do kosztów. Oprócz działań w mediach społecznościowych wspomniane osoby odpowiadają m.in. za duże projekty komunikacyjne oraz rozwijanie serwisu www.premier.gov.pl.

Jak KPRM skomentuje zarzuty o kupowanie fanów na Facebooku? Przecież wspomniane w umowie akcje okolicznościowe czy reklamy kontekstowe właśnie za to odpowiadają.

Nie mylmy „kupowania fanów” i promocji wybranych postów. Nie posługujmy się tym terminem tym bardziej, że od sformułowania „kupowanie fanów” niedaleko jest do „farmy fanów” i „kupowania fanów na Allegro”. Chcę to bardzo mocno podkreślić: KPRM nigdy nie „kupowała fanów” i nie zamierza tego robić w przyszłości. Natomiast w ramach działań reklamowych zdecydowaliśmy się na promocję trzech (trzech!) wybranych postów: o Dniu Dziecka w KPRM (aby osoby z Warszawy i okolic mogły dowiedzieć się o imprezie w ogrodach Kancelarii), o Top Stażu (aby poinformować studentów o możliwości zdobycia doświadczenia w KPRM) i o czacie z rządowym ekspertem na temat urlopów rodzicielskich (także po to, by jak najwięcej osób się o nim dowiedziało). Tylko takie działania reklamowe do tej pory zrealizowaliśmy.

Kancelaria poszukuje pracowników doświadczonych w social media. Czy oznacza to rozbudowę wsparcia rządowych profili?

Profilami społecznościowymi KPRM zarządzają teraz trzy osoby, ale jest to tylko niewielki wycinek ich zakresu obowiązków. Na co dzień te osoby zajmują się też realizacją innych zadań, takich jak np. obsługa strony internetowej czy realizacja dużych projektów komunikacyjnych. Naszym zdaniem rola mediów społecznościowych jest coraz większa i dlatego chcemy wzmocnić zespół. Nabór prowadzimy od marca 2013, wciąż szukamy odpowiedniego kandydata.

Czy kontrowersje wokół rządowego profilu na Facebooku zostały uznane za wymienioną w umowie „sytuację kryzysową” i jakie działania podjęto, aby ją załagodzić?

Od samego początku tej sprawy mieliśmy jeden cel: jak najszybciej odpowiedzieć na wszelkie wątpliwości. Kancelaria Prezesa Rady Ministrów nigdy, w jakikolwiek sposób, nie była zaangażowana w proceder „zamawiania” przychylnych komentarzy w sieci. Takie praktyki są naganne, nieetyczne i przeciwskuteczne. I dlatego bardzo nam zależało, żeby jak najszybciej przeciąć wszelkie wątpliwości w tej sprawie.

Dlaczego marginalizuje się znaczenie Biuletynów Informacji Publicznej, a inwestuje w media społecznościowe? Przecież tak naprawdę to, co jest postowane na Facebooku należy do niego, a BIP znajduje się w pełni pod kontrolą podmiotów go wydających?

Biuletyn Informacji Publicznej był, jest i będzie ważnym narzędziem informowania opinii publicznej, mediów i wszystkich zainteresowanych stron o działalności władz każdego szczebla. BIP jest narzędziem umocowanym ustawowo. W zakresie swojej odpowiedzialności Kancelaria Prezesa Rady Ministrów dba o to, żeby BIP KPRM spełniał wszystkie określone prawem wymogi, by był na bieżąco aktualizowany i przyjazny dla użytkowników. Obecność w mediach społecznościowych jest jedynie uzupełnieniem innych działań Kancelarii, takich jak prowadzenie BIP.

Powtórzę to, co już wcześniej mówiłem: media społecznościowe stały się obecnie jednym z najważniejszych kanałów dotarcia do obywateli z informacją. Także w Polsce. Z dostępnych danych wynika, że 11 mln mieszkańców naszego kraju korzysta z samego tylko serwisu Facebook, z czego trzy czwarte robią to codziennie. Ponad połowa użytkowników tego serwisu ma do niego dostęp na urządzeniach mobilnych – a więc jest to medium, które Polacy i Polki mają dosłownie pod ręką.

Czy KPRM planuje w przyszłości całkowite zastąpienie BIPów działalnością w social media?

Nie, z przyczyn wcześniej opisanych. BIP pozostanie jednym z kluczowych kanałów komunikacji i informowania o działaniach władzy, otwartym dla wszystkich użytkowników. I będzie nieustannie udoskonalany. Tak, by przepływ informacji był szybszy i w pełni satysfakcjonujący dla odbiorców.

Czy można się spodziewać dalszego rozwinięcia działalności w mediach społecznościowych np. streamów w czasie rzeczywistym na YouTube przemówień premiera?

Media społecznościowe wciąż się rozwijają, oferują wciąż nowe funkcjonalności, więc i my musimy się rozwijać, by za nimi nadążać. Z pewnością w najbliższych miesiącach będziemy realizować nowe projekty, których celem będzie wzmocnienie naszej obecności w mediach społecznościowych. Mamy obowiązek docierać z informacją o działaniach rządu do obywateli i musimy do tego celu wykorzystywać te kanały, z których obywatele sami z siebie chcą korzystać. A jeśli chodzi o streaming, to już obecnie wiele wystąpień premiera Donalda Tuska (np. konferencje prasowe) jest transmitowanych na stronie www.premier.gov.pl oraz na naszym profilu na Facebooku.

Jak KPRM ocenia swoją działalność w mediach społecznościowych?

Nikt nie powinien być sędzią we własnej sprawie, powstrzymam się więc przed ocenieniem tego, jak radzimy sobie w serwisach Facebook, Twitter i w innych mediach społecznościowych. Taką ocenę pozostawię przede wszystkim opinii publicznej, mediom i ekspertom w tym obszarze. Mogę tylko zapewnić, że staramy się jak najlepiej wykonywać – za pomocą tych mediów właśnie – nasz podstawowy obowiązek. Czyli docierać z informacjami do obywateli.