Sprawdź jaki laptop Intel Evo jest najlepszy dla Ciebie Więcej
Technologie

Kompleksy miliardera? Bezos nie może pogodzić się z księżycową porażką

KK
Krzysztof Kurdyła
4

Porażka ze SpaceX w sprawie księżycowego lądownika wywołała lawinę gróźb, próśb i dramatycznego PR-u ze strony Blue Origin. Nie ma wątpliwości, że stoi za tym Jeff Bezos, który już przed rozpatrzeniem odwołania napisał pompatyczny list otwarty do administratora NASA.

Kiedy kilka miesięcy temu pisałem o narastającym konflikcie pomiędzy Muskiem a Bezosem, nie było jeszcze wiadomo, jak zakończą się procesy odwoławcze Blue Origin, wykluczające ich lądownik z dalszych prac i finansowania NASA. Bezos i jego firma złożyli odwołanie do Government Accountability Office (GAO), a dodatkowo mieli za sobą wsparcie kilku polityków. Jak się okazało instytucja odwoławcza tych „wątpliwości” nie podzieliła, zarówno wnioski Blue Origin, jak i Dynetics zostały odrzucone. Bezos jednak z porażka nie może się pogodzić.

Nie przyjmuję do wiadomości...

Dokument, który podsumowuje proces odwoławczy, nie pozostawia złudzeń. Oferta Blue Origin była pod każdym kątem gorsza od tego co zaoferowało SpaceX, a w obliczu obciętego przez Kongres finansowania, NASA miała prawo podjąć zgodnie z zapisami programu decyzję o wyborze tylko jednego kontraktora.

Już sama różnica w kosztach przedstawionych przez obie firmy jest porażająca, SpaceX wycenił pracę nad księżycowym Starshipem na 2,9 mld dolarów, a Blue Origin swojego „Blue Moon” na 5,99 mld (jak w markecie swoją drogą ;). W kategorii zarządzanie SpaceX otrzymała ocenę „Outstanding”, firma Bezosa tylko „Very Good”.

Groźby i PR rodem z TVP

Pomimo zamknięcia procesu odwoławczego firma Bezosa z furą zaatakowała zarówno NASA, jak i SpaceX. Co więcej, robi to w coraz bardziej płaczliwym i żenującym stylu. Agencja została oskarżona o to, że traktuje SpaceX na innych warunkach niż resztę i zachowuje się nieodpowiedzialnie, zagrażając całemu programowi Artemis. Blue Origin grozi jednocześnie NASA pozwami, jeśli nie dopuszczą ich ostatecznie do kolejnego etapu.

W sieci pojawiły się równocześnie żenujące ulotki przygotowane przez prawników firmy, nawołujące Kongres do wpłynięcia na zmianę decyzji przez agencję. Dział marketingu Blue Origin przygotował z kolei plakaty mające pokazać, że Starship jest ryzykownym systemem, ze względu na konieczność wynoszenia większej ilości statków na orbitę, wyżej położonych włazów i konieczności pracy nad niesprawdzonymi technlogiami. W sumie, nic dziwnego, że dla Blue Origin, które na orbitę nie zdołało jeszcze dotrzeć, jest to coś przerażającego.

Elon wbija szpilki

Elon Musk swoim zwyczajem odniósł się do wszystkiego na twitterze, pisząc początkowo nad wyraz delikatnie, że najbardziej prawdopodobną opcją jest konieczność wysłania 8 Starshipów z paliwem. Ale... nawet jak miałoby to być 16, to żaden problem, SpaceX tylko w pierwszej połowie tego roku wykonało więcej startów.

Później postanowił jednak podkręcić temperaturę dyskusji i wrzucił zdjęcie makiety „Blue Moon” ze sflaczałymi kulami, po czym napisał, że gdyby gdyby lobbing i prawnicy mogli wysyłać na orbitę, Bezos byłby już na Plutonie. Generalnie aktualny pojedynek kosmiczny jest fascynujący, choć szkoda, że od technologicznej strony bardzo jednostronny.

Bezos się pogubił

Kiedy Bezos oddał szefostwo Amazon wszyscy spodziewali się ofensywy Blue Origin, ale raczej nie tego typu. Firma produkuje mnóstwo papieru, podczas gdy w kluczowych sprawach nic się nie zmieniło. Silnik BE-4 ciągle nie jest gotowy, a opóźnienia spowodowały, że ULA zdecydowała się na montaż pierwszych testowych sztuk jeszcze przed ostatecznym odbiorem. Jeśli w jego trakcie wyjdą rzeczy do poprawienia, cała praca pójdzie na marne.

O New Glenn wszyscy prawie już zapomnieli, o innych projektach, które skończyły się na eleganckich wizualizacjach, tym bardziej. Narzekanie na starty orbitalne firmy, która uskutecznia je co parę tygodni, przy jednoczesnym chwaleniu się technologią jednostopniowej rakiety ledwie podskakującej na parę minut ponad linię Karmanna jest po prostu żenujące.

Jednocześnie fani kosmosu nie zostawiają na Bezosie suchej nitki, wyciągając jego wypowiedzi z wcześniejszych lat, gdy krytykował oprotestowywanie projektów przez przegranych. I tak mi się coś wydaje, że pomimo miliardów na kontach w tej akurat kwestii tego głosy właściciela Blue Origin mocno dotykają. Wygląda na to, że kompleksów nawet kosmicznymi pieniędzmi się nie zasypie.

Eric Berger z serwisu Ars Technica przypuszcza, że Bezos desperacko liczy na powtórkę ze sprawy z firmą Kistler, przy kontrakcie dla której młode SpaceX zdołało wywalczyć włączenie ich jak konkurentów. Tyle, że jak zauważa autor książki „Litoff”, młode SpaceX było wentylem bezpieczeństwa dla doświadczonej firmy, która bezowocnie przepalała miliony dolarów.

Dziś SpaceX jest lata świetlne przed Blue Origin pod każdym względem, a to właśnie firma Bezosa odgrywa rolę Kistlera. Finansowanie na siłę firmy, która po 20 latach działalności nie potrafi polecieć na orbitę, to nie to samo, co dawanie szansy młodym i ambitnym firmom. A Jeff Bezos? Jeśli chce lądownika, niech go sobie sam sfinansuje, stać go. Ale nie liczyłbym specjalnie, że w najbliższym czasie Blue Origin pokaże coś więcej niż podskoki New Sheparda i wyskoki działu prawników.

Źródła: [1], [2]

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: