6

Kluczowy moment misji OSIRIS-REx nadchodzi, sonda pobierze próbki czy się rozbije?

Misja OSIRIS-REx nie jest może aż tak medialna, jak inne kosmiczne wydarzenia, np. te związane z podbojem Marsa, ale jest niezwykle ważna dla przyszłości naszej planety. Badania i pomiary, których dokonuje, pozwolą poszerzyć naszą wiedzę na temat asteroid, mogących w przyszłości zagrozić naszej planecie. W najbliższym czasie misja najprawdopodobniej wskoczy na medialny świecznik, ponieważ wchodzi właśnie w najtrudniejszą i najbardziej niebezpieczną dla sondy fazę.

Zbadać groźnego Bennu

Misja, która wystartowała w 2016 r., obrała za swój cel asteroidę Bennu, 500 metrową skałę, której orbita powoduje, że jest jednym z najbardziej groźnych obiektów dla naszej planety. Naukowcy oceniają, że ważąca 77 miliardów tona asteroida, wyzwoliłaby w efekcie upadku energię o sile ok. 1200 – 1500 megaton trotylu, co oczywiście zmiotłoby naszą cywilizację z planszy, tak jak kiedyś dinozaury.

W związku z wysokim prawdopodobieństwem takiego zdarzenia naukowcy od dłuższego czasu rozważają różne opcje jak pozbyć się niechcianego intruza. Rozważane jest rozbicie skały głowicami jądrowymi, zepchnięcie z kursu przy pomocy silników rakietowych, a także… pomalowanie powierzchni Bennu tak, aby zmienić właściwości termalne tego ciała, w wyniku czego sama zmieniłaby swoją orbitę.

Żeby jednak móc wybrać najbardziej skuteczną metodę trzeba swojego wroga poznać, i tu na scenę wkroczyła nasza sonda. Od 2018 r. sonda prowadzi dokładne pomiary Bennu, zmapowano całą powierzchnię, przeprowadzono badania jej cech fizycznych, pola grawitacyjnego oraz efektu Jarkowskiego, który może być jednym z kluczy, do opanowania tego i innych niebezpiecznych „kamyków”.

Złap mnie, jeśli potrafisz

Najtrudniejszym zadaniem postawionym przed sondą będzie pobranie próbek materiału skalnego z powierzchni asteroidy. Wymagać to będzie niezwykle skomplikowanego manewru, opracowywanego i trenowanego od kilku miesięcy. OSIRIS-REx musi zbliżyć się do powierzchni, zgrać swój ruch z rotacją Bennu, a następnie bez lądowania, za pomocą specjalnego chwytaka, pobrać materiał.

Problem w tym, że ze względu na odległość polecenia z Ziemi docierają do sondy w ciągu 15 minut. Kontrola naziemna nie będzie więc miała żadnej kontroli nad OSIRISEM, jeśli coś zacznie iść nie tak. Co więcej, o problemach dowie się dopiero po fakcie. Oznacza to, że manewr zostanie wykonany automatycznie przez sondę i niejako w ciemno, jedyną bazą dla komputera  sondy będą analizy próbnych podejść oraz dane z modelu powierzchni asteroidy.

NASA udostępniła film, pokazujący finalną próbę całego manewru, który planowany jest na 20 października. Sonda podeszła do Bennu na odległość 40 m i ustabilizowała swoją pozycję nad wybranym punktem powierzchni asteroidy. Przetestowano rozłożenie mechanizmu pobierającego, po czym powrócono na wyższą orbitę. Przy prawdziwym podejściu sonda zejdzie na wysokość kilku metrów, chwytak dotknie powierzchni na kilka sekund, wystrzeliwując jednocześnie ładunek azotu, który ma ją wzburzyć.

Jeśli sonda przeżyje operację i materiał zostanie podjęty, powróci na wyższą orbitę wokół Bennu, gdzie poczeka na okno powrotne, mające się otworzyć w marcu przyszłego roku. Powrót sondy na Ziemię powinien nastąpić we wrześniu 2023 r. Pozostaje nam więc trzymać kciuki i liczyć, że te i kolejne misje tego typu przygotują nas do poradzenia sobie z takim zagrożeniem. Wszak, jeśli czegoś możemy być pewni, to tego, że kiedyś w końcu nadejdzie.

Źródła: [1], [2], [3]