0

Najlepsza gra w realiach współczesnej Japonii: czaruje klimatem i ogromem możliwości. Judgement – recenzja

Przyznam szczerze, że przez natłok wszędobylskich premier, coraz trudniej w ostatnich latach mi ekscytować się kolejnymi premierami. Jest tak dużo gier, że nie wiadomo za co się zabrać, selekcja z każdym rokiem jest z mojej strony coraz mocniejsza, a tytułów wciąż przybywa. Judgement, podobnie zresztą jak większość tytułów Ryu Ga Gotoku Studio, czyli ojców serii Yakuza, od pierwszych zapowiedzi miał u mnie priorytet. Sytuacji nie polepszały także fantastyczne oceny po premierze japońskiej wersji gry, no i regały pełne uśmiechających się do mnie okładek podczas ostatniej wizyty w Kraju Kwitnącej Wiśni. Nie będę ukrywał: do Judgement zasiadałem mając naprawdę duże oczekiwania. I po kilkudziesięciu godzinach spędzonych w świecie gry mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że... jestem jak najbardziej usatysfakcjonowany tym, co przygotowali dla nas twórcy. Co więcej: mimo że grę już skończyłem, cały czas do niej wracam -- bo dużo tam czeka na mnie do zrobienia!

Tajemnicze morderstwa w Kamurocho

Tajemnicze morderstwa w Kamurocho, których ofiary mają za każdym razem wydłubane oczy. Przerażająca sprawa, o której nie mówi się zbyt wiele. Ofiarami są bowiem członkowie Yakuzy, a władze traktują je wszystkie jak kolejne porachunki i walkę o władzę. Na dobrą sprawę: nic, czego by jeszcze nie widzieli. Takayuki Yagami, główny bohater całej opowieści, jest prawnikiem który kilka lat temu, niejako zmuszony do porzucenia zawodu, otwiera własną agencję detektywistyczną. I przypadkiem wplątany w całą sprawę zaczyna kopać głębiej — zrywając przy okazji kolejne miraże i odkrywając niewygodne fakty. Szybko robi się niebezpiecznie i mrocznie. Tym razem jednak ekipie udało się stworzyć historię trzymającą w napięciu do samego końca, która nie odpycha dziesiątkami bohaterów, w których łatwo się pogubić — co powinno pocieszyć wszystkich zagubionych w serii Yakuza.

Znane miejsca i mechaniki, z nowymi bohaterami w roli głównej

Tym razem mapka gry nie onieśmiela wielkością — musimy zadowoli się tylko Kamurocho. Ale Ryu Ga Gotoku Studio przyzwyczaiło nas do pewnych standardów, z których i tym razem nie zrezygnowali. Bo choć sam wątek fabularny to około 20-25 godzin wędrówki, to spokojnie można tam utknąć na znacznie dłużej — szczególnie jeżeli obierzemy sobie za cel wykonanie wszystkich misji pobocznych i bicie rekordów w zaimplementowanych mini-gierkach. A tych w Judgement nie zabrakło — i to zarówno w wydaniu dla samotnego gracza, jak i miłośników wspólnej zabawy (już z poziomu menu odpalić można m.in. pojedynki w Virtua Fighter 5)!






W kwestii zaś samej mechaniki, powraca rozwiązanie znane z Yakuzy 0 oferujące kilka stylów walki. Kilka, a… dokładnie dwa. Oba zupełnie inne, oba efektowne i… umożliwiające sporo udoskonaleń za zdobywane punkty doświadczenia. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom — walki, choć efektowne, na średnim czy tym bardziej wyższym poziomie trudności, nie należą do łatwych. A stanowią sporą część tamtejszej rozgrywki. Jeżeli będziecie jednak mieć dość użerania się z atakującymi was zewsząd bandytami i użeraniem się z nimi na niewielkich przestrzeniach, zawsze możecie ustawić tryb, w którym sztuczna inteligencja zadba o to, by efektowne combosy i ciosy specjalne wprowadzać jednym przyciskiem! Fajna sprawa dla tych, którzy woleliby skupić się na historii, niż walkach.

Ta gra nie czaruje wyglądem, a klimatem

Mimo że sporo w grze błyskotek, dodatków i efekciarskich rozwiązań (ze szczególnym uwzględnieniem magicznych finiszerów i specjalnych ciosów), to nie ma się co oszukiwać — to nie jest tytuł, który mógłby rywalizować o miano najpiękniejszych gier tej generacji konsol. Owszem, prezentuje się ładnie. Tak, działa raczej dobrze (przycięcia na premierowej PlayStation 4 zdarzały się naprawdę sporadycznie). Ale jednak to nie ten poziom, co najgłośniejsze hity na wyłączność PlayStation 4. Ale nie szkodzi — bo japoński klimat wylewa się z ekranu… niemalże w każdej scenie. Wąskie uliczki, wszechobecne neony, reklamy, reflektory, salony gier. To jedna z tych gier, która budzi nostalgię i… sprawia, że znowu szukam biletów lotniczych do Kraju Kwitnącej Wiśni ;-). Niemniej to właśnie w tym przywiązaniu do szczegółów tkwi magia produkcji, przy której spędzam każdą wolną chwilę w ostatnich dniach!

Wiele mechanik, nie wszystkie tak udane, jakbym sobie tego życzył

Judgement oferuje cały zestaw mechanik. Od swobodnej eksploracji, przez dość zaawansowany system walki, wyścigi dronów, pościgi na modłę infinity runnerów, na śledzeniu połączonym z elementami skradania kończąc. I nie będę owijał w bawełnę — nie wszystkie są idealne. Ba, odniosłem wrażenia, że część z nich została dodana na siłę i zrobiona została po macoszemu — ze szczególnym uwzględnieniem irytującego śledzenia (no dobra, BARDZO irytującego — i okropnie wtórnego). Ani to przyjemne, ani dynamiczne, ani sensowne — z immersją też nie mają absolutnie nic wspólnego. Jest tam jednak na tyle rożnych opcji i możliwości, że prawdopodobnie każdy spokojnie znajdzie coś dla siebie. Najważniejsze to, że te główne… działają bez zarzutu. Nie trudno mi sobie wyobrazić ludzi, którzy spędzają dziesiątki (!) godzin w tamtejszych mini grach i dodatkach. Ich bogactwo poraża, jak już wspominałem — to gra, w której zawsze jest coś do zrobienia. Dużo więcej zbieractwa niż w Yakuzie, a mini-gry… no cóż — te akurat wciągają jak zawsze. Nawet Mahjong.

Jak Yakuza, ale…

Judgement korzysta z assetów stworzonych na potrzeby serii Yakuza. Czerpie garściami z ich mechanik i opatentowanych tam rozwiązań — owszem. Jednak jak sam reżyser gry przyznał w jednym z wywiadów, sama rozgrywka i historia to zupełnie inna bajka. I faktycznie: to powiew świeżości w portfolio studia, który zbudowany został na starych fundamentach. Jak takowy sprawdza się w praktyce? Moim zdaniem – fantastycznie. To gra na którą czekałem od pierwszych zapowiedzi — i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że się ani trochę nie zawiodłem. Ekipa eksperymentuje i przygotowuje się na rozpoczęcie Yakuzy od nowa. Judgement nie jest idealne, ale jest bardziej mroczne niż wcześniejsze gry ekipy, próbuje czegoś nowego tu i ówdzie, a wspólnym mianownikiem jest to, że naprawdę trudno się od niego oderwać. Jeżeli przeraża Was ogrom rzeczy do nadrobienia w Yakuzie, a chcielibyście dać się uwikłać w kryminalną historię osadzoną w japońskich realiach — to najlepsza opcja jaką mogę sobie na ten moment wyobrazić!

NW Theater Square