27

Jeżeli Google zaproponuje Ci misia, to go nie bierz

W poszukiwaniu dodatkowych informacji na temat klientów, czyli nas wszystkich, firmy technologiczne są w stanie posunąć się coraz dalej, zrobić coraz więcej. Dane to cenny towar i warto się postarać, by je zdobyć. Oczywiście wszystko rozwijane jest z myślą o użytkowniku, dla jego dobra, żeby żyło się lepiej. Miś, o którym za chwilę, najlepszym tego […]

W poszukiwaniu dodatkowych informacji na temat klientów, czyli nas wszystkich, firmy technologiczne są w stanie posunąć się coraz dalej, zrobić coraz więcej. Dane to cenny towar i warto się postarać, by je zdobyć. Oczywiście wszystko rozwijane jest z myślą o użytkowniku, dla jego dobra, żeby żyło się lepiej. Miś, o którym za chwilę, najlepszym tego przykładem. Ale powtórzę myśl z tytułu: nie przyjmujcie takiego prezentu. Od nikogo.

Pisałem kiedyś o zabawce tworzonej przez firmę Mattel. Nie byle jakiej zabawce, sztandarowym produkcie legendarnego producenta, czyli Barbie:

Producent zabawki podjął współpracę z amerykańską firmą ToyTalk, efektem ma być zabawka rozmawiająca z dzieckiem. Nie będzie jednak odtwarzać wcześniej zaprogramowanych kwestii, powtarzać w kółko tych samych słów czy zdań. Produkt ma się opierać o technologię rozpoznawania głosu i przetwarzania danych w chmurze. Najpierw specjalny zespół przygotuje odpowiedzi na pytania często zadawane przez dzieci, potem, gdy produkt trafi już do użytku, analizowane będą dane pojawiające się w chmurze – firmy dowiedzą się, o co pytają dzieci i na tej podstawie będą rozbudowywać bazę odpowiedzi, których udzieli zabawka. Ostatecznie ma to być wygadany asystent głosowy umieszczony w „ciele” lalki.

Motyw nasłuchiwania wykosztują też inne firmy i wzbudzają tym sporo kontrowersji – wystarczy wspomnieć „tubę” Amazonu, która miałaby reagować na polecenia właściciela. Chodzi m.in. o robienie zakupów czy obsługę innych urządzeń. Problem polega na tym, że takie produkty zbierają bardzo dużo danych i korporacja może się wiele dowiedzieć na temat domowników. To na dobrą sprawę podsłuch. Dlaczego wracam do tematu? Ponieważ zachodnie media piszą o podobnym rozwiązaniu opatentowanym przez Google.

Patent Google

Także i w tym przypadku chodzi o zabawkę. Może przybrać formę misia czy lalki, ale nie jest to konieczne – po prostu w tej postaci będzie łatwiejsze do zaakceptowania przez dziecko. W zabawce miałyby się znaleźć kamery, mikrofon, głośniki, silniki. Będzie w stanie poruszać się, śledzić wydarzenia w domu, odpowiadać na pytania. Na pierwszy rzut oka świetny przyjaciel dla małego dziecka. Motyw niczym z filmu. Chociaż z drugiej strony, brzmi trochę jak scenariusz właściwy dla kina grozy. Największym problemem nie jest jednak strach przed „wybrykami” zabawki.

Patent Google 2

Wpuszczając do domu takiego misia czy taką lalkę, oddaje się producentowi sporą część swojej prywatności. Zabawa może i przyjemna, szczególnie dla dziecka, z pomocą misia można by kontrolować inne urządzenia, dom stałby się naprawdę inteligentny, ale to już za dużo. I nie wystarczą tu zapewnienia firm, które będą przekonywać, że rozwiązania są bezpieczne. Całkowitego bezpieczeństwa nikt nie może zapewnić, a gra toczy się o wysoką stawkę. Pocieszające jest to, że na razie mowa wyłącznie o patencie, możliwe, że Google nie zrealizuje tego planu. Przynajmniej nie w tej formie. Prędzej czy później zrobią to jednak inni. Zresztą, już to robią.