16

Urzędnik-informatyk dorabiał na boku wyłudzając świadczenia

Też bym chciał sobie "dorobić", gdybym zarabiał tyle, co informatyk w GUS (wedle krążącej ostatnio w internecie "oferty pracy"). Nie wiem, ile zarabiał akurat ten urzędnik, ale mogę się jedynie domyślać, że marnie i postanowił on wykorzystać swoje umiejętności do tego, by jednak państwo odrobinę oszukać. Rzecz jasna tego procederu nie pochwalam i sam bym się tak nie zachował.

Informatyk w Poznańskim Centrum Świadczeń, według informacji pochodzących z serwisu Niebezpiecznik miał dorabiać sobie do pensji 50 tys. złotych rocznie – razem udało mu się wyciągnąć aż 500 tys. złotych. Głos Wielkopolski natomiast podaje, że urzędnik miał wnioskować w systemie o świadczenia na nieistniejące osoby: stworzył sobie nawet nierealną rodzinę, która liczyła sobie dziesięcioro dzieci. Całkiem sporo!

Czytaj więcej: Nie chciałem stamtąd wyjść. Oto centrum dowodzenia ESET

Oczywiście, każda z fikcyjnych osób miała własne dane identyfikacyjne, podobnie jak prawdziwy obywatel. Na członków rodziny pobierał przeróżne świadczenia – począwszy od 500+, a skończywszy na dodatku z tytułu wychowania dziecka w rodzinie wielodzietnej. W najlepszym okresie stworzona przez informatyka rodzina uzyskiwała nawet 7 tysięcy złotych miesięcznie. Rzucam wszystko i zaczynam robić dzieci. Nie wiem tylko, co na to moja narzeczona…

informatyk

Prawdopodobnie doszło do nieautoryzowanego obejścia pewnych etapów weryfikacji wniosków, które dzięki ingerencji informatyka „przechodziły” niezauważenie. Jednak do wykrycia procederu i tak doszło z powodu prozaicznego opóźnienia w decyzji co do jednego ze świadczeń. To zaciekawiło innych pracowników centrum i ci natrafili na dowody świadczące o trwającym procederze. Informatyk już nie pracuje w tym urzędzie, a sprawę przejęła prokuratura, która raczej nie będzie łaskawa dla pomysłowego bądź co bądź urzędnika.

Niebezpiecznik podsunął bardzo ciekawy pomysł odnośnie sytuacji w urzędach

Pozwolę sobie zacytować kolegów z Niebezpiecznika:

Nie zdziwimy się, jeśli od dziś w wielu urzędach dyrektorzy zaczną uważniej przyglądać się swoim panom od komputerów (…) W kilku miejscach na pewno znajdą się prywatne serwery i koparki kryptowalut.

O takich sprawach słyszałem w niektórych firmowych open-space’ach, a nawet w przestrzeniach kreatywnych, gdzie płaci się miesięczną stałą opłatę za wynajem biurka, ale non-stop wszystkie urządzenia są podłączone do prądu. Licznik jest jeden i sami wiecie… różne rzeczy mogą się dziać. I nie zdziwiłbym się, gdyby podobnie odbywało się to w urzędach, gdzie „stacjonują” co bardziej zaradni informatycy. To jak? Szykuje nam się fala kontroli wśród urzędników, czy ci czasem nie próbują sobie dorobić na boku w podobne lub inne sposoby?