Startups

Humaniści - dno, padaka i kupa mułu czy ktoś niezbędny w branży startupowej?

KW
Krzysztof Wąsowski
28

Umiejętność sprawnego pisania linijek kodu stała się czymś co przychodzi jako pierwsze do głowy podczas jakiejkolwiek dyskusji o tworzeniu startupu. Wiele osób puka się w czoło gdy za tworzenie jakiegokolwiek biznesu internetowego lub technologicznego biorą się ludzie bez wykształcenia technicznego....

Umiejętność sprawnego pisania linijek kodu stała się czymś co przychodzi jako pierwsze do głowy podczas jakiejkolwiek dyskusji o tworzeniu startupu. Wiele osób puka się w czoło gdy za tworzenie jakiegokolwiek biznesu internetowego lub technologicznego biorą się ludzie bez wykształcenia technicznego. Jednakże, nie ma żadnego powodu by humaniści zakładali stricte technologiczne startupy, czy byli kimś w zarządzie spółki o takim profilu. Jest wiele rzeczy, na których takie osoby mogą się skupić w startupie, a tym samym odciążyć osoby, które kodują.

Sam siebie staram się nie nazywć humanistą, chociaż nie skończyłem żadnych technicznych studiów. Jako jedyny w rodzinie, której członkowie od kilku pokoleń kończyli politechniki i kierunki techniczne wybrałem studia o innym profilu. W pewien sposób trochę na przekór wszystkim, jednak nikomu nic nie chciałem udowadniać. Umiem liczyć, mierzyć, wymiarować, stworzyć dokumentację techniczną, zakodować stronę, a i z położeniem płytek czy tynku nie mam problemu. Piszę o tym, bo w dzisiejszych czasach osoba, która skończyła studia i nie ma tytułu inżyniera postrzegana jest jako człowiek z dwoma lewymi rękami. Po prostu patrzy się na nią jak na idiotę, który do przepchania zlewu czy zwymiarowania ścian, lub gdy potrzebuje pomalować mieszkanie woła „fachowca”, bo niby nie wie jak policzyć ich powierzchnię.

Kiedyś popełniłem artykuł o tym jakich umiejętności szukają startupy u potencjalnych kandydatów. Nie chcę generalizować, ale do startupu szukają ludzi, którzy mają chociaż blade pojęcie o technologii po to by dana osoba zatrudniana miała jakiekolwiek pojęcie o tym co startup robi. Jednak nie ma się co bać gdy się nie ma wykształcenia technicznego idąc na rozmowę kwalifikacyjną, bo osoba bez inż. przed imieniem też znajdzie pracę w startupie i niekoniecznie musi chodzić o stanowisko związane z parzeniem kawy i kserowaniem dokumentów.  To samo się tyczy nietechnicznych twórców startupów.

Oto kilka rzeczy/dziedzin w startupie, którymi taki nietechniczny współtwórca startupu będzie się lepiej zajmować niż niejeden inżynier.

Głos Marki

Podczas gdy CTO będzie zajmował się tworzeniem back-endu startupu, jego wspólnik, który nie zna 10 języków programowania może tworzyć wygląd produktu. Trudno powiedzieć co jest ważniejsze, czy genialna technologia stworzona przez technicznego wspólnika, czy brand i marketing stworzony przez wspólnika nie mającego pojęcia o programowaniu. Wydaje się, że obie części są tak samo ważne i od siebie zależne. Po wielu rozmowach przeprowadzonych zarówno z polskimi startupowcami jak i tymi z zagranicy, zauważyłem, że znaczna cześć osób o wykształceniu technicznym nie do końca wie jak promować produkt, jak kreować wizerunek startupu, jak monetyzować pomysł etc.

Wychodzi to w szczególności gdy zadaję pytania z serii: Jaka jest wasza grupa docelowa? Jak chcecie monetyzować swój pomysł? Gdzie szukacie klientów? Jakie działania wizerunkowe podejmujecie? W czym jesteście lepsi od konkurencji? Zazwyczaj na pierwsze pytanie pada odpowiedź: wszyscy, a na ostatnie: we wszystkim. Bo na resztę pytań słyszę odpowiedź nie wiem lub yyyyy. Tutaj właśnie jest miejsce do popisu dla osoby, która nie do końca wie jak sam w sobie produkt działa, ale potrafi go sprzedać, wypromować i opowiedzieć jego historię klientom. Dlatego nietechniczne osoby świetnie sprawdzają się w startupach gdy w ich ręce odda się działania marketingowo – PRowe.

To co najważniejsze – Klienci

Biorąc sobie za wspólnika w startupie osobę bez wykształcenia technicznego lub bez wiedzy o programowaniu może początkowo wydawać się, że kiedy Ty siadasz do pisania kodu i budowania produktu to Twój wspólnik nic nie robi tylko gapi się w komputer. Powinien to być także najbardziej pracowity czas dla Twojego nieprogramującego wspólnika, chociaż nie musi to być widoczne. Pierwsze kroki startupu to najlepszy okres do poszukiwania klientów i robienia szumu wokół niego, pomimo tego, że produkt de facto może nie istnieć. To właśnie tym zajmuje się nietechniczny wspólnik - naganianiem klientów i podsycaniem ich pragnienia na Wasz produkt. To zadanie niełatwe, szczególnie kiedy sprzedaje się ludziom tylko ideę, bo produktu jeszcze nie ma, jednak tę jakże ważną czynność nietechniczny wspólnik może zdjąć z głowy kodującego założyciela, tak by w momencie ukończenia produktu klienci stali u progu drzwi z gotówką w ręce.

Administracja

Chyba nic tak nie spędza snu z powiek osobie, która pojmuje świat zero jedynkowo, jak wypełnianie różnego rodzaju dokumentów, które wymagają urzędy skarbowe, ZUS czy inne nikomu niepotrzebne zakłady. Zresztą papierologia to nie tylko skarbówka i ZUS, ale także konstruowanie umów, formularzy, prezentacji, warunków korzystania z produktu etc. Jeszcze jednym bardzo ważnym aspektem, którym nietechniczny twórca startupu może się zająć to zatrudnianie i rekrutacja nowych pracowników. Bo o ile w samych rozmowach kwalifikacyjnych na stanowiska techniczne potrzebny jest ktoś z wiedza techniczną np. o pisaniu kodu, to przy badaniu umiejętności miękkich może być już problem. Umówmy się, programiści nie zwracają na pewne szczegóły uwagi, myślę tu w szczególności o socjalnych aspektach pracy takich jak towarzyskość, terminowość, obowiązkowość etc. Tak więc pisanie ogłoszeń o pracę czy prowadzenie samych rozmów o pracę także może leżeć w gestii nietechnicznego współtwórcy startupu, tyczy się to także tworzenia wszelakich umów z nowymi pracownikami.

Sprzedaż

Jeżeli zaczynasz dopiero tworzyć swój internetowy biznes, to z niewielkim funduszem, który prawdopodobnie posiadacie ciężko będzie Wam zatrudnić armię sprzedawców z prawdziwego zdarzenia. Zdobycie klientów bez wycieczki do nich i spotkania twarzą w twarz jest szalenie trudne, no chyba że Wasz pomysł jest czymś o czym marzą miliony osób na świecie i czekają aż ziścicie ich pragnienia. Jeżeli tak nie jest to sprzedaż jest kolejną rzeczą, którą powinien się zająć nietechniczny wspólnik, by ten drugi nie musiał odrywać się od budowania przełomowego produktu. W dzisiejszych czasach sprzedaż to chyba najważniejsze zajęcie, którym zajmują się nietechniczni współtwórcy startupów.

Soszjalmedia

Są darmowe, ale poruszać się po nich trzeba umieć. Bo nie wystarczy wrzucać posty o zajefajności star tupu, te czasy są już dawno za nami. Teraz przydałoby się zrobić dobry viral, stworzyć reklamę i stargetować ją odpowiednio, pogadać z blogerami o jakiejś fajnej akcji,  czasem wrzucić jakiegoś kota, no a przede wszystkim rozmawiać z waszymi potencjalnymi klientami. Takimi rzeczami właśnie powinien zajmować się nietechniczny twórca startupu, czyli szeroko pojętą promocją.

 

Nie chcę nikogo specjalnie bronić czy oczerniać, nie chcę też by ktokolwiek kto przeczyta ten artykuł stwierdził, że osoby z wykształceniem technicznym to niedojdy nie wiedzące co to social media, sprzedaż czy ZUS. bo tak nie jest. Z drugiej strony, jestem przeciwko nazywaniu ludzi bez inżyniera leniami czy nieukami, bo tak też nie jest. Bardziej jestem skłonny powiedzieć, że zarówno dla osób z technicznym wykształceniem jak i dla tych bez niego jest miejsce w startupach. Bo zasadniczo nie liczą się umiejętności, a chęci tworzenia własnego biznesu i pomysł jak osiągnąć sukces.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Startupprogramiści