2

Polskie prawo dalej w lesie. Kierujący hulajnogą to w dalszym ciągu pieszy

Konrad Kozłowski napisał dla Czytelników Antyweba bardzo istotny tekst, w którym opisuje działania włodarzy wycelowane w bezpieczeństwo i tych, którzy na co dzień jeżdżą na takich pojazdach i postronnych, którzy w starciu z hulajnogą mogą mieć poważny problem. Jak to rozwiązano? Nijak - samorządy musiały wziąć sprawy w swoje ręce.

Jak napisał Konrad Kozłowski w sprawie lubelskich hulajnóg:

Wyznaczone zostały obszary, gdzie hulajnogi nie będą mogły przemieszczać się szybciej, niż 12 km/h. Według władz jest to wartość zbliżona do prędkości, z jaką przemieszczają się piesi, a która pozwala też pewnie i z zachowaniem równowagi jechać na hulajnodze. Z jednej strony na pewno prędkość marszu to nie 12 km/h, ale jazda 6 km/h (której próbowałem) mijałaby się tak naprawdę z celem, więc jest to jakiś kompromis. Na ulicach i chodnikach nie pojawi się jednak żadne oznakowanie, bo prędkość regulować będzie aplikacja operatora ograniczająca ją w wyznaczonych strefach: na Krakowskim Przedmieściu od ul. Lipowej do ul. Królewskiej, na Placu Litewskim, w Ogrodzie Saskim oraz na Starym Mieście.

Czytaj więcej: Jak podłączyć gitarę do komputera? Poradnik dla początkujących

I to jest doskonały pomysł, choć nie rozwiązuje globalnego problemu, jakim jest brak jednoznacznych przepisów, które regulują obecność hulajnóg elektrycznych na polskich drogach. Na takim pojeździe w dalszym ciągu nie pojedziemy po ścieżce rowerowej, która z reguły jest prosta, pozbawiona łączeń między kafelkami, a tym samym wygodniejsza i bezpieczniejsza. Stąd też, niektórzy posiadacze hulajnóg zwyczajnie w nosie mają nienadążające za zmianami przepisy i… zasuwają po ścieżkach rowerowych. Wiecie, na ich miejscu robiłbym to samo. Tym bardziej, że dla właścicieli hulajnóg udało się wybudować wyprofilowane podjazdy i wjazdy na kolejne części chodnika. Przechodzień musi podnieść stopę do góry.

Ileż to wypadków odbyło się z udziałem hulajnóg elektrycznych? Co i rusz w sezonie mówi się o złamanych kończynach, wybitych zębach i innych, podobnych temu wypadkach. Tego nie powinno być na naszych drogach (przeciwnicy mówią, że warto byłoby w ogóle pozbyć się hulajnóg elektrycznych z miast…). „Atomowe” podejście wskazujące na likwidację wszystkich takich pojazdów nie wchodzi w grę – legislacja natomiast nie potrafi dotrzymać tempa. Ja rozumiem, przy okazji mieliśmy do czynienia z szerzącym się koronawirusem i proces legislasycjny został odroczony. Same korporacje, które zawiadują usługami (lub urzędy) elektrycznymi hulajnogami są nieco mniej oblężone. Ale problem zdecydowanie pozostał.

hulajnoga

Miało być tak pięknie

Ciekawy jest wyrok Sądu Rejonowego w Lublinie z roku z 20 września 2016 roku:

Prawo o ruchu drogowym nie wypowiada się wprost co do poruszania się hulajnogą elektryczną. Niemniej jednak to, iż ustawa Prawo o ruchu drogowym nie mówi wprost na temat hulajnogi elektrycznej nie oznacza, że z pozostałych norm tejże ustawy nie można wyciągnąć wniosków co do charakteru tego przedmiotu i sposobu w jaki winien poruszać się po drogach publicznych. Z pewnością hulajnogi elektrycznej nie można traktować jako pieszego tj. osoby znajdującej się poza pojazdem na drodze i niewykonującej na niej robót lub czynności przewidzianych odrębnymi przepisami; w tym również osoby prowadzącej, ciągnącej lub pchającej rower, motorower, motocykl, wózek dziecięcy, podręczny lub inwalidzki, osoby poruszającej się w wózku inwalidzkim, a także osoby w wieku do 10 lat kierującej rowerem pod opieką osoby dorosłej (art. 2 pkt 18 Prawa o ruchu drogowym). Jadący hulajnogą elektryczną taką jak hulajnoga pokrzywdzonego nie jest również kierującym rowerem, bowiem rowerem jest pojazd o szerokości nieprzekraczającej 0,9 m poruszany siłą mięśni osoby jadącej tym pojazdem; który może również być wyposażony w uruchamiany naciskiem na pedały pomocniczym napędem elektrycznym zasilany prądem o napięciu nie wyższym niż 48 V o znamionowej mocy ciągłej nie większej niż 250 W, którego moc wyjściowa zmniejsza się stopniowo i spada do zera po przekroczeniu prędkości 25 km/h (art. 2 pkt 47 Prawa o ruchu drogowym) skoro moc silnika przedmiotowej hulajnogi wynosiła 500 W. W związku z powyższym hulajnoga elektryczna taka jak pokrzywdzonego, może być traktowana jedynie jako motorower tj. w świetle art. 2 ust. 46 Prawa o ruchu drogowym pojazd dwu- lub trójkołowy zaopatrzony w silnik spalinowy o pojemności skokowej nieprzekraczającej 50 cm3 lub w silnik elektryczny o mocy nie większej niż 4 kW, którego konstrukcja ogranicza prędkość jazdy do 45 km/h.

Czytaj więcej: Huawei tak stęskniło się za Google, że na jego zlecenie ma być przygotowane… śledztwo antymonopolowe!

Biorąc pod uwagę fakt takiego orzecznictwa możemy być pewni, że poruszający się hulajnogą nie jest pieszym, a osobą korzystającą z jakiegoś pojazdu – to pewne. Ale przecież orzecznictwo jednego sądu nie może być wykładnią dla innego w- ten sposób prawo w Polsce niestety nie działa. A cały czas przecież trąbi się wiele o tym, że „hulajnogiści” potrafią ucierpieć w wypadkach – czy to z pieszym, czy to z pojazdem, czy to z innym „hulajnogistą”.

Podnosi się przeto argument, że osoba, która zechce skorzystać z takiej hulajnogi lub mieć ją na własność, powinna opłacać ubezpieczenie OC – tak, jak to robią kierowcy. Przecież hulajnoga również jest w stanie powodować – i to niemałe szkody w trakcie kolizji. I wiecie co? Widząc to, co robią osoby na hulajnogach (przewożenie dwóch osób na jednym pojeździe), wcale bym się o to nie kłócił. Ba, już niektórzy rowerzyści mają takie ubezpieczenia i… chwalą je sobie.