26

Hej, PR-owcy, czyli w nawiązaniu do tekstu P. Pająka

Poranny piątkowy wpis rozpocznę od przywołania tekstu Przemysława Pająka. Tak, będzie linkowanie do konkurencji. Ale w pełni zasłużone, bo z szefem Spider’s Web trudno się nie zgodzić. Przynajmniej w tej konkretnej kwestii. Mowa o pracy PR-owców. Też uważam, że wysyłanie informacji prasowych ze sporym opóźnieniem mija się z celem. Dostrzegam jednak jeszcze większy problem – […]

Poranny piątkowy wpis rozpocznę od przywołania tekstu Przemysława Pająka. Tak, będzie linkowanie do konkurencji. Ale w pełni zasłużone, bo z szefem Spider’s Web trudno się nie zgodzić. Przynajmniej w tej konkretnej kwestii. Mowa o pracy PR-owców. Też uważam, że wysyłanie informacji prasowych ze sporym opóźnieniem mija się z celem. Dostrzegam jednak jeszcze większy problem – w tych tekstach nie brakuje błędów. Czasem aż oczy bolą od czytania.

Na początek fragment z tekstu Pana Pająka:

Żadna z ponad 50 wysłanych do nas informacji prasowych dotyczących IFA 2014 nie przydała nam się. Każda bez wyjątku była spóźniona, docierała do nas albo wtedy, gdy nasze teksty na ten temat już powstały, bądź po tym, jak zdobyliśmy własne materiały.

Zapewne nie będzie dla Was niespodzianką informacja, że AW nie dostaje tych treści przed konkurencją – też nierzadko otrzymujemy je wtedy, gdy na blogu wisi już tekst. Dotyczy to przede wszystkim premier produktów. Czasem opóźnienie wynosi godzinę, czasem kilka dni. W trakcie dużej imprezy nikt nie czeka na pomocną dłoń PR, bo wszystko dzieje się bardzo szybko i trzeba działać w oparciu o źródła zagraniczne. Praca PR-owców pozbawiona jest sensu? Pewnie nie, nadal są media, które korzystają w poważnym stopniu z tych materiałów. Niech zatem piszą i rozsyłają, nie będę krzyczał, że trzeba zwalniać, zamykać i nie zamierzam nikomu odbierać źródła utrzymania. Skoro ten system się sprawdza…

Mam jednak pewną prośbę: jeśli już wysyła się informację prasową wymuskaną do granic możliwości pod względem stylistycznym, ortograficznym i interpunkcyjnym (a zwłaszcza marketingowym), to niech treść ma sens i odpowiada realiom. Na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni otworzyłem kilka maili od PR-owców i w dwóch znalazłem poważne błędy. W obu przypadkach chodzi o bardzo duże firmy z branży IT. Zapewne nie wyłapałbym tych wpadek, gdybym wcześniej nie trafił na te materiały w języku angielskim (i znowu motyw opóźnień). Pojawiły się błędy w tłumaczeniach i informacje nabrały zupełnie innego sensu.

Zacząłem się zastanawiać, czy to niefortunny przypadek, czy też standard. Przecież nie sprawdzam wszystkich informacji prasowych. Pewnie nikt tego nie robi. Może w agencjach i właściwych oddziałach firm wychodzą z założenia, że i tak nikt tego nie czyta, więc nie ma większego znaczenia czy napisze się, że nowy oddział firmy otwierany jest w Paryżu, stolicy Francji czy w Paryżu w województwie opolskim. Jest Paryż, tekst ładnie brzmi i gra. Pół biedy, gdy problem tkwi w tłumaczeniu – zdarza się. Gorzej, jeśli tworzy się tekst pozbawiony logiki.

Wczoraj trafiłem w Sieci na informację prasową (kolejny duży gracz IT), która porażała zawartymi w niej błędami. Wynikało z niej m.in., że za kilka lat w naszym kraju będzie około 60 mln użytkowników telefonów komórkowych. Domyślam się, co autor miał na myśli, ale efekt jest dość koślawy. Nie jestem też przekonany do informacji, że pod koniec obecnej dekady 9 na 10 mieszkańców planety będzie miało smartfon… Człowiek czyta raz i drugi, drapie się po głowie i zastanawia o co chodzi (A niezorientowanym podpowiem, że chodziło o wszystkie telefony komórkowe: i smartfony i te „tradycyjne”).

Czy ja nie popełniam błędów? Popełniam, pewnie całkiem sporo. Część wyłapujecie i zwracacie uwagę (za co dziękuję), część pewnie umyka. Trudno, zdarza się, nie ma ludzi nieomylnych, a z pewnością nie należę do nich ja. Zastanawiam się jednak, czy teraz otwierając każdą informację prasową, trzeba szukać pierwowzoru w Sieci, odwiedzać strony producentów, grzebać w tabelkach, regulaminach różnego typu akcji, by sprawdzić nadesłany materiał. Można, ale po co? Przecież łatwiej i szybciej napisać na podstawie wspomnianych źródeł, bez bawienia się w weryfikację czyjejś pracy. Kolejny argument przemawiający za tym, by „newsy” PR wywalać od razu do kosza…