23

Lata czekałem, aż PlayStation naprawi jedną ze swoich najciekawszych usług, warto było

Ostatnie tygodnie obfitują w zapowiedzi kolejnych usług streamingowych. xCloud od Microsoftu i Stadia od Google nie schodzą z ust graczy — i nic w tym dziwnego, są wielką niewiadomą, chociaż... mogą okazać się niemałą rewolucją. Sony nie bierze w tym wszystkim udziału — poniekąd dlatego że już dawno w tych kwestiach wyprzedziło konkurencję. Przecież PlayStation Now dostępne jest od lat (chociaż, jak wiadomo, nie w Polsce), podobnie jak Remote Play. To prawda, ale... japoński koncern podchodzi do tematu baaardzo po macoszemu i traktuje to jako marny dodatek do całości swojej oferty. Jest to o tyle przygnębiające, że jak udowodnił mi w ostatnich dniach Remote Play na iOS — to gra warta świeczki.

Problem polega jednak na tym, że przez lata usługa dostępna była wyłącznie na świętej pamięci konsolkę PlayStation Vita oraz komputery. I choć miałem wiele prób zarówno na jednym jak i drugim urządzeniu, nigdzie nie działała nawet „poprawnie”. Zerwane połączenia były standardem, a ogromne lagi to stały krajobraz tego, jak zapamiętałem tę opcję. Z ciekawości jednak sięgnąłem po aplikację na iOS i… niespodzianka! To zupełnie inna usługa. Przede wszystkim taka, która DZIAŁA. Dodam też, że mowa o tej samej konfiguracji: tej samej konsoli i połączeniu internetowym.

Remote Play na iOS: uruchamiasz, parujesz i… to po prostu działa!

Nigdy nie wymagałem od gry zdalnej na PlayStation 4 specjalnej responsywności. Nie planowałem za pośrednictwem usługi grać w żadne tytuły akcji — każdorazowo dawałem jej szansę z myślą o jRPG. Tamtejszy turowy system walki jest na tyle wygodny, że sekundowe opóźnienie z perspektywy gracza nie jest specjalnie uciążliwe. Ale uruchamiając Grę Zdalną na iOS przygodę rozpocząłem od Tetris Effect który… działał zaskakująco sprawnie i bezproblemowo. Największym „ale” okazało się dotykowe sterowanie, ale jako że konsola była kilka metrów ode mnie — Dual Shock działał, a iPad posłużył mi jako ekran. I skoro test udał się już tutaj, to czas ruszyć dalej i… odpaliłem Dragon Questa. Ogromne RPG, które doskonale sprawdza sprawdza się w wariancie kieszonkowym… szczególnie podczas dłuższego grindu, który bywa nieodzownym elementem takich przygód. Działa — i nawet po kilkudziesięciu minutach zabawy obyło się bez problemów i większych przycięć, byłem zaskoczony. To daje mi nadzieję na to, że nareszcie, po wielu miesiącach, uda mi się dotrzeć do finału Persony 5. W takiej formie przechodzenie kolejnych lochów będzie znacznie przyjemniejsze, w sumie… podobnie jak część zabawy przypominająca bardziej visual novel.

Mam żal do Sony, że mimo iż w wielu aspektach są kilka kroków przed konkurencją — ignorują te narzędzia. Przez lata… jakby o nich zupełnie zapomnieli i dopiero kiedy nadchodzi zmierzch generacji, budzą się do życia i zaczynają coś w tej kwestii kombinować. Nie będę ukrywał że cieszę się, że nareszcie mogę wygodnie uruchamiać gry w ten sposób. Szczerze mówiąc, dla tytułów z myślą o których będę to robił, nawet brak fizycznego kontrolera nie jest specjalnym ograniczeniem. Szkoda tylko, że Sony kazało nam na takie rozwiązanie czekać kilka dobrych lat. Teraz nic tylko czekać, aż obudzą się w kwestiach PlayStation Now. Obawiam się tylko że nim to zrobią, konkurencja już dawno zdąży ich wyprzedzić.