36

Gra o Tron skończyła się kill’em all? Tak, dla przeciwników piratów

Serial „Gra o Tron” jest niewątpliwie fenomenem. Jako pierwszy ze swojego segmentu rozrywkowego zdołał tak mocno przeniknąć do popkultury i się w nią zaszczepić. Jest tu jednak pewien paradoks, bo jak serial dostępny teoretycznie tylko wąskiej grupie subskrybentów mógł zbić tak wielką popularność? Odpowiedzią jest piractwo, które już niemal weszło z HBO w symbiozę. Było […]

Serial „Gra o Tron” jest niewątpliwie fenomenem. Jako pierwszy ze swojego segmentu rozrywkowego zdołał tak mocno przeniknąć do popkultury i się w nią zaszczepić. Jest tu jednak pewien paradoks, bo jak serial dostępny teoretycznie tylko wąskiej grupie subskrybentów mógł zbić tak wielką popularność? Odpowiedzią jest piractwo, które już niemal weszło z HBO w symbiozę.

Było już kilka wiadomości, o tym, że „Gra o Tron” bije kolejne rekordy jeśli chodzi o stopień piracenia następujących po sobie odcinków. Podejście szefostwa HBO jest jednak w tej materii zupełnie nowatorskie. Zamiast płakać nad swoim niesprawiedliwym losem, jak to kiedyś robili Hołdys czy Kazik, kierownictwo stacji cieszyło się wręcz, argumentując, że nielegalny obrót ich własnością im pomaga.

Oddajmy zresztą głos Jeffowi Bewkesowi CEO Time Warner, do którego należy HBO:

Piractwo towarzyszy nam od 20, 30 lat, kiedy abonenci kablówki zaczęli dzielić sygnał pomiędzy wiele adresów. Ale nasze doświadczenia pokazują, że liczba piratów zwiększała się razem z liczbą osób, które nam płaciły. Dzięki temu oszczędzamy na reklamach. „Gra o tron” jest najczęściej piraconym serialem w historii. Ale wiecie co? To lepsze niż nagroda Emmy.

Time Warner to obecnie druga największa korporacja medialna świata, do której (oprócz HBO) należą marki takie jak CNN, Cinemax, Warner Bros. czy TIME. Wczoraj też firma pochwaliła się swoimi wynikami finansowymi, a chwalić się miała czym. Dochód wyniósł 7,44 mld $, co oznaczało wzrost o 10 % w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego.

01_p

Dostrzegam jednak w słowach Bewkesa pewną niespójność. Bo przecież politykę pro-piracką stosuje on tylko i wyłącznie w kontekście HBO, a nie przeszczepia jej na grunt kolejnych podległych mu podmiotów. Hipokryzja? Niekoniecznie.

Piractwo na rynku serialowym dotyka wszystkich mniej, więcej równo. Ale np. na rynku prasy jest znikome, ze względu na specyfikę branży. Można co prawda znaleźć ebooki znanych gazet, ale nie zdobywają one dużej popularności. Wynika to też z faktu, że nikt nie nazywa piratami ludzi publikujących w Internecie swoje przemyślenia oparte na przeczytanych w prasie artykułach czy wprost skopiowane z nich treści. Jeśli tylko oczywiście podaje do nich źródło.

To ostatnie jest bardzo istotne, gdyż wytwarza pewnego rodzaju buzz wokół danego czasopisma, budując mu markę opiniotwórczego. Identyczna w mojej opinii jest sytuacja z szumem wokół „Gry o Tron”. Jej właściciele  godzą, się na piractwo, ale w zamian otrzymują przecież darmową promocję i dotarcie do szerokich rzesz odbiorców. To także jest jakaś forma zapłaty.

Foto 1, 2