Media

Gazeta Finansowa zarzuca NaTemat usunięcie za pieniądze artykułu o mobingu w NCK

GM
Grzegorz Marczak
21

Gazeta Finansowa w tekście Grzegorza Jakubowskiego zarzuca NaTemat usunięcie za pieniądze artykułu o mobingu w Narodowym Centrum Kultury. Artykuł dla NaTemat przygotował Mariusz Gierszewski, który obecnie nie współpracuje już z portalem. Sprawa wygląda dość poważnie, ponieważ w tekście Gazety Fin...

Gazeta Finansowa w tekście Grzegorza Jakubowskiego zarzuca NaTemat usunięcie za pieniądze artykułu o mobingu w Narodowym Centrum Kultury. Artykuł dla NaTemat przygotował Mariusz Gierszewski, który obecnie nie współpracuje już z portalem.

Sprawa wygląda dość poważnie, ponieważ w tekście Gazety Finansowej nie ma żadnych znaków zapytania:

Tuż po usunięciu artykułu Mariusza Gierszewskiego „Nazywał je ladies. Zarzuty o mobbing w Narodowym Centrum Kultury” opisującego dramat pracownic tej instytucji, Narodowe Centrum Kultury wynajęło za 61,5 tys. zł firmę, do której należy portal NaTemat.pl Tomasza Lisa do przeprowadzenia dwóch debat. Tomasz Machała został ich prowadzącym.

Wkrótce też z trójką dziennikarzy NaTemat.pl Narodowe Centrum Kultury zawarło trzy umowy opiewające na łączną kwotę ponad 60 tys. zł. W zamian na portalu zaczęły pojawiać się artykułu przedstawiające instytucję w pozytywnym świetle.

Całego tekstu nie znajdziecie online, ponieważ jest dostępny tylko w wydaniu papierowym i e-wydaniu Gazety Finansowej. Autor przywołuje w nim nie tylko powyższe informacje, ale również korespondencję, jaka na temat tego artykułu toczyła się między NaTemat i NCK.

W trakcie badania sprawy odnaleźliśmy pismo Tomasza Machały do NCK. Machała napisał w nim:
„W nawiązaniu do Pańskiego pisma (...) z dnia 5 sierpnia 2014 r., przeanalizowaliśmy Państwa uwagi i zarzuty w zestawieniu z materiałem zamieszczonym na naszym portalu. Mając na uwadze charakter niektórych zarzutów, które mogą negatywnie wpływać na wizerunek Narodowego Centrum Kultury i jego kierownictwo oraz działając w zgodzie z zasadą szczególnej rzetelności i staranności, podjęliśmy decyzję o usunięciu całości materiału z naszego portalu oraz jego archiwów (czego konsekwencją jest tez zniknięcie linków do tekstu z indeksów w wyszukiwarkach). Mamy nadzieję, że niniejsza odpowiedź jest z Państwa punktu widzenia satysfakcjonująca i wyczerpuje temat”.

Co ciekawe – pismo Machały ma datę 8 października 2014 r., ale na
dokumencie widnieje pieczątka NCK wskazująca, że pismo wpłynęło do nich dopiero 20 marca 2015 r., dwa tygodnie po podpisaniu umów z trzema dziennikarzami pracującymi dla Machały i Lisa.

W odpowiedzi na ten tekst Tomasz Machała, naczelny NaTemat.pl opublikował oświadczenie portalu:

Gazeta Finansowa w tekście Grzegorza Jakubowskiego zarzuca NaTemat usunięcie za pieniądze artykułu o mobingu w Narodowym Centrum Kultury. Artykuł dla NaTemat przygotował Mariusz Gierszewski, który obecnie nie współpracuje już z portalem.

Sprawa wygląda dość poważnie, ponieważ w tekście Gazety Finansowej nie ma żadnych znaków zapytania:

Tuż po usunięciu artykułu Mariusza Gierszewskiego „Nazywał je ladies. Zarzuty o mobbing w Narodowym Centrum Kultury” opisującego dramat pracownic tej instytucji, Narodowe Centrum Kultury wynajęło za 61,5 tys. zł firmę, do której należy portal NaTemat.pl Tomasza Lisa do przeprowadzenia dwóch debat. Tomasz Machała został ich prowadzącym.

Wkrótce też z trójką dziennikarzy NaTemat.pl Narodowe Centrum Kultury zawarło trzy umowy opiewające na łączną kwotę ponad 60 tys. zł. W zamian na portalu zaczęły pojawiać się artykułu przedstawiające instytucję w pozytywnym świetle.

Całego tekstu nie znajdziecie online, ponieważ jest dostępny tylko w wydaniu papierowym i e-wydaniu Gazety Finansowej. Autor przywołuje w nim nie tylko powyższe informacje, ale również korespondencję, jaka na temat tego artykułu toczyła się między NaTemat i NCK.

W trakcie badania sprawy odnaleźliśmy pismo Tomasza Machały do NCK. Machała napisał w nim: „W nawiązaniu do Pańskiego pisma (...) z dnia 5 sierpnia 2014 r., przeanalizowaliśmy Państwa uwagi i zarzuty w zestawieniu z materiałem zamieszczonym na naszym portalu. Mając na uwadze charakter niektórych zarzutów, które mogą negatywnie wpływać na wizerunek Narodowego Centrum Kultury i jego kierownictwo oraz działając w zgodzie z zasadą szczególnej rzetelności i staranności, podjęliśmy decyzję o usunięciu całości materiału z naszego portalu oraz jego archiwów (czego konsekwencją jest tez zniknięcie linków do tekstu z indeksów w wyszukiwarkach). Mamy nadzieję, że niniejsza odpowiedź jest z Państwa punktu widzenia satysfakcjonująca i wyczerpuje temat”.

Co ciekawe – pismo Machały ma datę 8 października 2014 r., ale na dokumencie widnieje pieczątka NCK wskazująca, że pismo wpłynęło do nich dopiero 20 marca 2015 r., dwa tygodnie po podpisaniu umów z trzema dziennikarzami pracującymi dla Machały i Lisa.

W odpowiedzi na ten tekst Tomasz Machała, naczelny NaTemat.pl opublikował oświadczenie portalu:

W odpowiedzi czytam, że NaTemat nie skasowało artykułu, a jedynie go zawiesiło, artykuł był z błędami i nie przeszedł kontroli jakości (po publikacji?), itp. Pojawia się też informacja o tym, że autor tekstu w Gazecie Finansowej był wcześniej blogerem NaTemat, ale nie spełniał norm jakościowych. Znalazł się też wytyk w stosunku do Mariusza Gierszewskiego odnośnie jego krótkiej pracy nie tylko w NaTemat, ale także Dziennika Gazety Prawnej.

W odpowiedzi na stanowisko NaTemat pojawiła się notka od autora usuniętego tekstu czyli Mariusza Gierszewskiego, który odnosi się zarówno do zarzutów odnośnie jakości tekstu, jak również do informacji o przeprowadzonym postępowaniu:

Musiał to być sąd kapturowy, skoro nie zaproszono mnie abym mógł bronić swojego tekstu, a wyrok wydano bez zaglądania w zgromadzone przeze mnie obszerne materiały. Jak pamiętam segregator z dokumentami dotyczącymi tej sprawy, stojący obok mojego miejsca pracy, nie budził Twojego zainteresowania kiedy pracowaliśmy jeszcze razem. Po drugie piszesz, że “zgromadzone przez Mariusza Gierszewskiego materiały nie przeszły skrupulatnej kontroli po publikacji”. Tak wytrawny redaktor jak Ty, chyba nie zapomina, że rolą redaktora naczelnego jest skrupulatne rozłożenie zebranego przez dziennikarza materiału na czynniki pierwsze jeszcze PRZED publikacją?

Patrząc zupełnie z boku na te wszystkie informacje, jakie pojawiły się na ten temat, można zwrócić uwagę na kilka ciekawych rzeczy. Umowy podpisywane bezpośrednio z dziennikarzami, a nie z firmą dla której pracują to dość dziwna praktyka. NCK twierdzi, że to dla nich standard współpracy z mediami, ja ze swoim skromnym doświadczeniem mogę jedynie powiedzieć, że nigdy się z taką sytuacją nie spotkałem i jako naczelny nie wyraziłbym nigdy zgodny na to aby klient podpisywał umowy bezpośrednio z dziennikarzami.

Tomasz Machała w oświadczeniu pisze też, że nigdy nie podpisywał umowy na pisanie artykułów o pozytywnym przekazie wobec NCK. Jest to zapewne prawda, bo w tego typu umowach nie określa się formy przekazu i raczej nigdy nie pada sformułowanie o tym jaki wydźwięk mają mieć artykuły. Określa się tylko zakres prac, rodzaj publikacji, czas i inne parametry techniczne.

Tłumaczenie i stanowisko naTemat w porównaniu do artykułu w Gazecie Finansowej raczej nie wypada dobrze. Nie oznacza to oczywiście, że Machała mija się z prawdą. Tekst jest tak napisany, iż zakładam, że każde zdanie i punkt widzenia przedstawiony przez NaTemat są prawdziwe. Gorzej wypada jednak konfrontacja tych wypowiedzi z zarzutami oraz opisanymi faktami.

Warto jednak pamiętać o tym, że przed takimi zarzutami bardzo trudno się jest bronić szczególnie kiedy oskarżane strony łączą relacje biznesowe. Bardzo łatwo powiązać bowiem przychylny artykuł w portalu z wcześniejszą czy późniejszą umową czy fakturą.

Jedno dla mnie jest oczywiste. Jeśli NaTemat nie ma nic na sumieniu to sprawa musi skończyć się w sądzie, ponieważ nie wyobrażam sobie aby jakikolwiek naczelny odpuścił zarzuty tego kalibru.

W odpowiedzi czytam, że NaTemat nie skasowało artykułu, a jedynie go zawiesiło, artykuł był z błędami i nie przeszedł kontroli jakości (po publikacji?), itp. Pojawia się też informacja o tym, że autor tekstu w Gazecie Finansowej był wcześniej blogerem NaTemat, ale nie spełniał norm jakościowych. Znalazł się też wytyk w stosunku do Mariusza Gierszewskiego odnośnie jego krótkiej pracy nie tylko w NaTemat, ale także Dziennika Gazety Prawnej.

W odpowiedzi na stanowisko NaTemat pojawiła się notka od autora usuniętego tekstu czyli Mariusza Gierszewskiego, który odnosi się zarówno do zarzutów odnośnie jakości tekstu, jak również do informacji o przeprowadzonym postępowaniu:

Gazeta Finansowa w tekście Grzegorza Jakubowskiego zarzuca NaTemat usunięcie za pieniądze artykułu o mobingu w Narodowym Centrum Kultury. Artykuł dla NaTemat przygotował Mariusz Gierszewski, który obecnie nie współpracuje już z portalem.

Sprawa wygląda dość poważnie, ponieważ w tekście Gazety Finansowej nie ma żadnych znaków zapytania:

Tuż po usunięciu artykułu Mariusza Gierszewskiego „Nazywał je ladies. Zarzuty o mobbing w Narodowym Centrum Kultury” opisującego dramat pracownic tej instytucji, Narodowe Centrum Kultury wynajęło za 61,5 tys. zł firmę, do której należy portal NaTemat.pl Tomasza Lisa do przeprowadzenia dwóch debat. Tomasz Machała został ich prowadzącym.

Wkrótce też z trójką dziennikarzy NaTemat.pl Narodowe Centrum Kultury zawarło trzy umowy opiewające na łączną kwotę ponad 60 tys. zł. W zamian na portalu zaczęły pojawiać się artykułu przedstawiające instytucję w pozytywnym świetle.

Całego tekstu nie znajdziecie online, ponieważ jest dostępny tylko w wydaniu papierowym i e-wydaniu Gazety Finansowej. Autor przywołuje w nim nie tylko powyższe informacje, ale również korespondencję, jaka na temat tego artykułu toczyła się między NaTemat i NCK.

W trakcie badania sprawy odnaleźliśmy pismo Tomasza Machały do NCK. Machała napisał w nim: „W nawiązaniu do Pańskiego pisma (...) z dnia 5 sierpnia 2014 r., przeanalizowaliśmy Państwa uwagi i zarzuty w zestawieniu z materiałem zamieszczonym na naszym portalu. Mając na uwadze charakter niektórych zarzutów, które mogą negatywnie wpływać na wizerunek Narodowego Centrum Kultury i jego kierownictwo oraz działając w zgodzie z zasadą szczególnej rzetelności i staranności, podjęliśmy decyzję o usunięciu całości materiału z naszego portalu oraz jego archiwów (czego konsekwencją jest tez zniknięcie linków do tekstu z indeksów w wyszukiwarkach). Mamy nadzieję, że niniejsza odpowiedź jest z Państwa punktu widzenia satysfakcjonująca i wyczerpuje temat”.

Co ciekawe – pismo Machały ma datę 8 października 2014 r., ale na dokumencie widnieje pieczątka NCK wskazująca, że pismo wpłynęło do nich dopiero 20 marca 2015 r., dwa tygodnie po podpisaniu umów z trzema dziennikarzami pracującymi dla Machały i Lisa.

W odpowiedzi na ten tekst Tomasz Machała, naczelny NaTemat.pl opublikował oświadczenie portalu:

W odpowiedzi czytam, że NaTemat nie skasowało artykułu, a jedynie go zawiesiło, artykuł był z błędami i nie przeszedł kontroli jakości (po publikacji?), itp. Pojawia się też informacja o tym, że autor tekstu w Gazecie Finansowej był wcześniej blogerem NaTemat, ale nie spełniał norm jakościowych. Znalazł się też wytyk w stosunku do Mariusza Gierszewskiego odnośnie jego krótkiej pracy nie tylko w NaTemat, ale także Dziennika Gazety Prawnej.

W odpowiedzi na stanowisko NaTemat pojawiła się notka od autora usuniętego tekstu czyli Mariusza Gierszewskiego, który odnosi się zarówno do zarzutów odnośnie jakości tekstu, jak również do informacji o przeprowadzonym postępowaniu:

Musiał to być sąd kapturowy, skoro nie zaproszono mnie abym mógł bronić swojego tekstu, a wyrok wydano bez zaglądania w zgromadzone przeze mnie obszerne materiały. Jak pamiętam segregator z dokumentami dotyczącymi tej sprawy, stojący obok mojego miejsca pracy, nie budził Twojego zainteresowania kiedy pracowaliśmy jeszcze razem. Po drugie piszesz, że “zgromadzone przez Mariusza Gierszewskiego materiały nie przeszły skrupulatnej kontroli po publikacji”. Tak wytrawny redaktor jak Ty, chyba nie zapomina, że rolą redaktora naczelnego jest skrupulatne rozłożenie zebranego przez dziennikarza materiału na czynniki pierwsze jeszcze PRZED publikacją?

Patrząc zupełnie z boku na te wszystkie informacje, jakie pojawiły się na ten temat, można zwrócić uwagę na kilka ciekawych rzeczy. Umowy podpisywane bezpośrednio z dziennikarzami, a nie z firmą dla której pracują to dość dziwna praktyka. NCK twierdzi, że to dla nich standard współpracy z mediami, ja ze swoim skromnym doświadczeniem mogę jedynie powiedzieć, że nigdy się z taką sytuacją nie spotkałem i jako naczelny nie wyraziłbym nigdy zgodny na to aby klient podpisywał umowy bezpośrednio z dziennikarzami.

Tomasz Machała w oświadczeniu pisze też, że nigdy nie podpisywał umowy na pisanie artykułów o pozytywnym przekazie wobec NCK. Jest to zapewne prawda, bo w tego typu umowach nie określa się formy przekazu i raczej nigdy nie pada sformułowanie o tym jaki wydźwięk mają mieć artykuły. Określa się tylko zakres prac, rodzaj publikacji, czas i inne parametry techniczne.

Tłumaczenie i stanowisko naTemat w porównaniu do artykułu w Gazecie Finansowej raczej nie wypada dobrze. Nie oznacza to oczywiście, że Machała mija się z prawdą. Tekst jest tak napisany, iż zakładam, że każde zdanie i punkt widzenia przedstawiony przez NaTemat są prawdziwe. Gorzej wypada jednak konfrontacja tych wypowiedzi z zarzutami oraz opisanymi faktami.

Warto jednak pamiętać o tym, że przed takimi zarzutami bardzo trudno się jest bronić szczególnie kiedy oskarżane strony łączą relacje biznesowe. Bardzo łatwo powiązać bowiem przychylny artykuł w portalu z wcześniejszą czy późniejszą umową czy fakturą.

Jedno dla mnie jest oczywiste. Jeśli NaTemat nie ma nic na sumieniu to sprawa musi skończyć się w sądzie, ponieważ nie wyobrażam sobie aby jakikolwiek naczelny odpuścił zarzuty tego kalibru.

Musiał to być sąd kapturowy, skoro nie zaproszono mnie abym mógł bronić swojego tekstu, a wyrok wydano bez zaglądania w zgromadzone przeze mnie obszerne materiały. Jak pamiętam segregator z dokumentami dotyczącymi tej sprawy, stojący obok mojego miejsca pracy, nie budził Twojego zainteresowania kiedy pracowaliśmy jeszcze razem. Po drugie piszesz, że “zgromadzone przez Mariusza Gierszewskiego materiały nie przeszły skrupulatnej kontroli po publikacji”. Tak wytrawny redaktor jak Ty, chyba nie zapomina, że rolą redaktora naczelnego jest skrupulatne rozłożenie zebranego przez dziennikarza materiału na czynniki pierwsze jeszcze PRZED publikacją?

Patrząc zupełnie z boku na te wszystkie informacje, jakie pojawiły się na ten temat, można zwrócić uwagę na kilka ciekawych rzeczy. Umowy podpisywane bezpośrednio z dziennikarzami, a nie z firmą dla której pracują to dość dziwna praktyka. NCK twierdzi, że to dla nich standard współpracy z mediami, ja ze swoim skromnym doświadczeniem mogę jedynie powiedzieć, że nigdy się z taką sytuacją nie spotkałem i jako naczelny nie wyraziłbym nigdy zgodny na to aby klient podpisywał umowy bezpośrednio z dziennikarzami.

Tomasz Machała w oświadczeniu pisze też, że nigdy nie podpisywał umowy na pisanie artykułów o pozytywnym przekazie wobec NCK. Jest to zapewne prawda, bo w tego typu umowach nie określa się formy przekazu i raczej nigdy nie pada sformułowanie o tym jaki wydźwięk mają mieć artykuły. Określa się tylko zakres prac, rodzaj publikacji, czas i inne parametry techniczne.

Tłumaczenie i stanowisko naTemat w porównaniu do artykułu w Gazecie Finansowej raczej nie wypada dobrze. Nie oznacza to oczywiście, że Machała mija się z prawdą. Tekst jest tak napisany, iż zakładam, że każde zdanie i punkt widzenia przedstawiony przez NaTemat są prawdziwe. Gorzej wypada jednak konfrontacja tych wypowiedzi z zarzutami oraz opisanymi faktami.

Warto jednak pamiętać o tym, że przed takimi zarzutami bardzo trudno się jest bronić szczególnie kiedy oskarżane strony łączą relacje biznesowe. Bardzo łatwo powiązać bowiem przychylny artykuł w portalu z wcześniejszą czy późniejszą umową czy fakturą.

Jedno dla mnie jest oczywiste. Jeśli NaTemat nie ma nic na sumieniu to sprawa musi skończyć się w sądzie, ponieważ nie wyobrażam sobie aby jakikolwiek naczelny odpuścił zarzuty tego kalibru.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu