3

Gamescom 2013 zakończone, rekordy pobite. Ponad 1/3 miliona odwiedzających.

Największe targi gier wideo na świecie za nami. Hale zostały zamknięte, bilety policzone, stragany zwinięte. Jak wygląda krajobraz po bitwie? Odpowiedź brzmi: bardzo, ale to bardzo dobrze. W tym roku ustalono kolejne rekordy. Poniżej garść statystyk: Ponad 340 000 odwiedzających (275 000 w 2012 roku), wzrost o 23%; Ponad 635 wystawców z 40 krajów; Ponad 6000 dziennikarzy; […]

Największe targi gier wideo na świecie za nami. Hale zostały zamknięte, bilety policzone, stragany zwinięte. Jak wygląda krajobraz po bitwie?

Odpowiedź brzmi: bardzo, ale to bardzo dobrze. W tym roku ustalono kolejne rekordy. Poniżej garść statystyk:

  • Ponad 340 000 odwiedzających (275 000 w 2012 roku), wzrost o 23%;
  • Ponad 635 wystawców z 40 krajów;
  • Ponad 6000 dziennikarzy;
  • 140 000 metrów kwadratowych powierzchni wystawowej;

Dużo? Bardzo dużo. Ostatni raz na targach w Kolonii gościłem w 2011 roku i już wtedy hale targowe były ogromnie zatłoczone. Co prawda w 2012 roku powierzchnię wystawową zwiększono o 20 000 metrów kwadratowych, ale w przypadku wzrostu frekwencji o niemalże ¼… ciężko mi jest sobie wyobrazić, co działo się w Koelnmesse.

Jeżeli chodzi o obecność w mediach, to niemieckie targi nie mają takiej siły przebicia, jak amerykańskie E3. Dlaczego? Ponieważ Gamescom to impreza konsumencka, na której pojawia się stosunkowo niewiele wartych uwagi ogłoszeń czy zapowiedzi. Impreza skrojona jest bardziej pod zwykłych odwiedzających, niż dziennikarzy. Mało tego, targi te są w duże mierze… nazwijmy to – zlokalizowane. Podczas przemierzania kolejnych hal, przechodząc koło scen przygotowanych przez wydawców czy firmy związane z branżą, nie usłyszymy raczej angielskiego. Mówi się po niemiecku, ponieważ są to przede wszystkim targi dla Niemców. Prawie połowa wystawców pochodzi z tego kraju. Tylko 12% odwiedzających przebyła ponad 500 kilometrów, żeby dotrzeć na Gamescom.

Poza tym, Gamescom jest dla wielu mediów europejskich szansą, żeby położyć łapki, z małym opóźnieniem, na grach, które pokazywano na E3. Nie wszystkie redakcje mają budżet, który udźwignie podróż ekipy dziennikarzy do Ameryki, a przecież nie tylko wielkie molochy tworzą rynek. Mniejsze strony też mają swój udział w kreowaniu sprzedaży.

Krótko mówiąc, chociaż na Gamescomie nie pojawia się tyle zapowiedzi, co na E3, to nie marginalizowałbym tego wydarzenia. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że to niemieckie targi mają większy wpływ na rynek europejski, niż jakiekolwiek inne wydarzenie w ciągu roku.

Odnośnie samych wrażeń z tego roku: moim zdaniem znowu zabłysnęło Sony. Zupełnie nie rozumiem umiarkowanego krytycyzmu, jaki pojawił się po konferencji Japończyków. Wiadomo było przecież, że z największych dział wystrzelono na E3. Skupiono się na innym, mniej ekscytującym, ale również wartym uwagi segmencie – graniu przenośnym. Obniżka ceny PlayStation Vita i dziesiątki zapowiedzi na przenośną konsolkę sprawiły, że sprzęt ten wrócił na mój zakupowy celownik. Reszta branży siedziała raczej cicho, łącznie z Microsoftem, który chyba zbiera już siły na następne E3. Kiedyś trzeba będzie nawiązać walkę z konkurencją, ale chyba nikt nie wątpi, że końcówka tego roku będzie należeć do Japończyków.