30

Firefox Nightly 30 – co nowego u Mozilli?

Przeglądarka Mozilli w ostatnim czasie przechodzi bardzo istotne zmiany. Nowy sposób synchronizacji, nowy interfejs oraz długa liczba poprawek, które prędzej czy później znajdą swoje odzwierciedlenie w pracy normalnych, szarych Polaków. Co nowego znalazło się w Firefoksie Nightly 30? Przeglądarka Mozilli jest z nami od dawna. Mimo, że często pokonywana przez Chrome i Operę, nadal dzielnie […]

Przeglądarka Mozilli w ostatnim czasie przechodzi bardzo istotne zmiany. Nowy sposób synchronizacji, nowy interfejs oraz długa liczba poprawek, które prędzej czy później znajdą swoje odzwierciedlenie w pracy normalnych, szarych Polaków. Co nowego znalazło się w Firefoksie Nightly 30?

Przeglądarka Mozilli jest z nami od dawna. Mimo, że często pokonywana przez Chrome i Operę, nadal dzielnie rządzi w niektórych państwach, będąc tam liderem wśród przeglądarek sieci internetowej. Bezpieczeństwo, otwartość, ogólnodostępność oraz legendarna marka, która jest z nami już od 2006 roku. Od 2011 roku zmieniła się nie tylko polityka przeglądarki, wprowadzająca szybsze aktualizacje – poprawiła się również pomysłowość Fundacji Mozilli, dzięki czemu od tamtego czasu do przeglądarki wniesiono parę ciekawych rozwiązań oraz postanowiono skupić się na dobrach wolnego internetu, próbując stworzyć otwarto-źródłowe zamienniki wszelkich dodatkowych rozszerzeń niedostępnych dla wszystkich systemów operacyjnych.

Wolny internet – tak też swój projekt nazywa Mozilla, pragnąc dać taki sam dostęp do sieci internetowej (naturalnie po podłączeniu się do sieci), te same możliwości oraz brak powiadomień o braku jakichkolwiek wtyczek – dla mnie bomba. Niestety, w ostatnim czasie pisałem o tym, że przeglądarka Mozilli jest troszkę niedopracowana, co się jednak w pewnym stopniu zmieniło. Co cechuje nowe wydanie testowe przeglądarki?

Dopracowany wygląd

Firefox Australis jest projektem mającym na celu zmienić domyślny wygląd przeglądarki, odświeżając go troszkę, co głównie rzuca się w oczy w systemach OS X i Ubuntu. Wygląd tej przeglądarki zmienił się na plus, kopiując troszkę wygląd kart Google Chrome – dodając do nich bardziej logiczną obsługę kart, dzięki czemu sieć przegląda się wygodniej. Sam wygląd okna przeglądarki, a raczej panelu odpowiedzialnego za funkcje programu zmienił się, przenosząc wszystko do jednej linii. Tak więc, znajdziemy tu pasek adresu, w który wplatają się niektóre dodatki, takie jak Pocket. Pasek poprzedzają przyciski nawigacji cofnij-ponów krok, a zaraz po pasku adresu znajduje się pasek wyszukiwarki internetowej – w moim wypadku Google.

Bez nazwy

Dalej znajdziemy ikonkę ulubionych zakładek, dzięki której w bardzo szybki sposób dodamy otwartą stronę do ulubionych i nowość – panel zakładek dostępny po naciśnięciu przycisku. Jest to o tyle wygodne, że nie musimy już posiadać na sztywno ulokowanych zakładek pod paskiem adresowym, co potrafi zając sporo przestrzeni ekranu w przypadku laptopów i starych monitorów. Prócz folderów, możemy dodawać tam też zakładki bezpośrednio do samej listy zakładek, dlatego też  nie musimy szukać naszych zakładek po tonach kart i zakładek.

Naturalnie, na zakładkach nie koniec, dlatego też w dalszych segmentach przeglądarki znajdziemy menu pobierania oraz przycisk powrotu na stronę główną. Kolejnym bardzo ważnym elementem przeglądarki Firefox z interfejsem Australis jest menu ustawień przeglądarki. Pozwala nam ono na szybką konfigurację naszej przeglądarki oraz udowadnia nam, że można zaprojektować funkcjonalne i banalne menu przeglądarki praktyczniej od Google. Chmurkę menu ustawień możemy dowolnie zmieniać, ustawiając w dowolny sposób ikony albo zamieniając już istniejące na nowe – personalizacja przeglądarki? Prawdziwy hardcore.

Bez nazwy

Nowa synchronizacja, która nadal jest o krok do doskonałości

Synchronizacja przeglądarki Mozilli miała być czymś unikatowym, czymś logicznym oraz łączącym nasze telefony, komputery i tablety w jedną spójną, internetową całość. Jak się okazało, prócz łatwej rejestracji, ciężko mówić tu o spełnieniu idei przyświecających Fundacji Mozilli – głównie dlatego, że przeglądarka nie synchronizuje się automatycznie z kontem tak często, aby przy wyłączeniu komputera i po sięgnięciu po laptopa można by było kontynuować przeglądanie sieci z tymi samymi zakładkami oraz z tą samą bazą dodatków/rozszerzeń. Gdy synchronizacja się powiedzie, uruchomienie nocnego, rudego łowcy skutkuje komunikatem o błędzie i prośbą o ponowne zalogowanie się do usługi – co i tak nie pobierze naszych zakładek i dodatków.

Zrzut ekranu z 2014-02-13 08:19:14

Chcąc nie chcąc, krytyka w stronę tej synchronizacji ciśnie się na usta, jednak nie możemy nawet na chwilę zapomnieć o tym, że przeglądarka ta jest w wydaniem mocno eksperymentalnym, dlatego też nie wszystko w niej musi działać idealnie – i tak też jest. Samo logowanie się do przeglądarki jest bardzo wygodne, a co najważniejsze – bezkolizyjne, odwrotnie do tego, które spotkamy w Chrome. Co to oznacza? Jeżeli ściągniemy przeglądarkę Firefox Nightly i uruchomimy ją pierwszy raz, zamiast komunikatu zachęcającego do zalogowania się do konta, zostaniemy standardowo przekierowani na stronę główną przeglądarki. Aby zalogować się do konta, wystarczy przejść do menu ustawień i wpisać dane, o które poprosi nas otwarta karta – brak tu kluczy przywracania, dlatego też, według mnie korzysta się z tego wygodniej niż w przypadku stabilnej wersji przeglądarki.

Mam nadzieję, że funkcja ta zostanie dopracowana oraz umieszczona we wszystkich produktach Mozilli spod znaku podpalonego lisa. Zarówno Firefox OS (który może kiedyś coś zawojuje), jak i Firefox dla systemu Android zyskałby dzięki takiemu rozwiązaniu na pewno sporą rzeszę fanów, bo jakby nie patrzeć, nawet Chrome może czasami nas znudzić.

Jest wydajniej

Poprawie uległa również sama wydajność przeglądarki i nie chodzi tu o statystyki w testach benchmarkowych – z nowego Firefoksa korzysta się płynniej oraz wygodniej, mając na uwadze jednak nadal parę mikroskopijnych zacięć przy przewijaniu ciężkich stron.

Zrzut ekranu z 2014-02-13 18:49:56

Rzeczą szczególną w Firefoksie nie jest ciągły bieg do pobicia wydajności Chrome czy Internet Explorer, a próba zaserwowania wszystkim swoim użytkownikom możliwości przeglądania sieci bez potrzeby korzystania z dodatkowych rozszerzeń oraz pokazanie światu, że otwarte języki programowania skupione na rozwiązaniach internetowych mogą być również wydajne, tak jak te natywne z tą też różnicą, że dostępne dla użytkownika każdego systemu operacyjnego bez potrzeby dodawania nawet jednego znaku do kodu aplikacji – Firefoks będzie jedynym pośrednikiem pomiędzy aplikacją a użytkownikiem – i to mi się podoba.

Jeszcze niedawno wątpiłem w przeglądarkę Fundacji Mozilli, jednak przedwczorajsza instalacja wydania 30.0a1 Nightly zmieniła moje postrzeganie na podpalonego liska. Mam nadzieję, że kolejne wersje tej przeglądarki będą tylko lepsze oraz że tendencja do wydajnych wydań testowych i powolnych wydań stabilnych zniknie, dając szansę na polubienie siebie przez użytkowników Firefoksa.