82

Polacy wysadzili wczoraj elektrownię atomową. Na szczęście tylko w internetach

Media informowały wczoraj o eksplozji w elektrowni atomowej we Francji. Na różne sposoby. Jedne robiły to rzeczowo i bez sensacji, drugie budowały napięcie, chociaż nic wielkiego się nie wydarzyło, jeszcze inni postanowili puścić wodze fantazji, a rozum zamknąć w komórce pod schodami. Kolejna odsłona straszenia atomem. Niepotrzebna, nawet szkodliwa. A wszystko dla klików...

Elektrownia atomowa na północy Francji nie eksplodowała. Owszem, nastąpił w niej wybuch, ale nie ma zagrożenia promieniowaniem, nie zginęły tysiące ludzi, nie został skażony wielki obszar. Wypadek, do którego mogło dojść w każdym innym zakładzie i wówczas nie byłoby o tym głośno. Ale padło na elektrownię jądrową, co zawsze skutkuje skupieniem uwagi na temacie. Czym innym jest jednak notka informacyjna, a czym innym straszenie ludzi eksplozją samej atomówki. A na taki krok zdecydował się zespół Telewizji Republika.

Podejrzewam, że spora część z Was widziała już wczoraj ten słynny tytuł z równie słynną ilustracją. Atomowy grzyb i tytuł „Wybuch elektrowni atomowej we Francji!” Mrozi krew w żyłach, skłania do kliknięcia, niektórzy już pewnie biegli do apteki albo szukali w Google informacji o zabezpieczeniu się przed radioaktywną chmurą. Na szczęście zagrożenia nie ma (jeżeli kogoś interesuje temat wybuchów jądrowych i jego konsekwencji, odsyłam do tekstu Marcina).

Ktoś stwierdzi, że to klasyczny clickbait, że takich rzeczy jest w Sieci mnóstwo, że robią to wszystkie redakcje, a AntyWeb nie stanowi wyjątku. I po części ma rację. Problem polega na tym, że w tym przypadku kaliber przewinienia jest znacznie większy. Tu nie chodzi o smartfon, serial, telewizor, piosenkę czy samochód: społeczeństwo straszy się energią atomową. Jak ma rosnąć poparcie Polaków dla elektrowni tego typu, gdy widzą eksplozję na obrazku i dowiadują się, że to nastąpiło w jednym z europejskich państw?

Jak na ironię, wybryk Telewizji Republika miał miejsce krótko po opublikowaniu sondażu (przeprowadza się go od kilku lat na zlecenie różnych ministerstw), z którego wynika, że Polacy coraz przychylniej podchodzą do atomu.

Według najnowszego sondażu 61 proc. respondentów jest za budową elektrowni jądrowej w naszym kraju. To najwyższy wynik w historii badania.

W porównaniu z 2015 r. odsetek zwolenników budowy elektrowni jądrowej wzrósł o 10 pkt proc. Spośród zwolenników 21 proc. zdecydowanie popiera realizację tej inwestycji, a ponad 40 proc. jest raczej za. Wśród przeciwników 16 proc. opowiedziało się zdecydowanie przeciw, a 18 proc. wyraziło sprzeciw umiarkowany.[źródło]

Poparcie dla atomu rośnie, co należy uznać za pozytywne zjawisko, a nagle ktoś wyskakuje z takim clickbaitem. Nawet, jeśli człowiek dowie się, że wybuchu reaktora nie było, to zacznie mieć wątpliwości, bo grzyb atomowy działa na wyobraźnię….

Naprawdę słabe zagranie, które potem może skutkować nie merytoryczną dyskusją na temat wad i zalet atomówki, lecz zwyczajnym przekrzykiwaniem się i argumentami w stylu „wszyscy zginiemy”.

Skoro już jesteśmy przy temacie atomu w Polsce, warto dodać, że ostatnio sporo się wokół niego dzieje. Niestety, dość chaotycznie – wiele wskazuje na to, że elektrownia atomowa nie będzie wywoływać palpitacji serca u części obywateli, bo po prostu nie powstanie.

Pod koniec stycznia w rozmowie z RMF FM minister energii Krzysztof Tchórzewski stwierdził, że budowa elektrowni jądrowej w Polsce stanęła pod znakiem zapytania, pojawiła się sugestia, że zamiast niej, mogą powstać bloki tradycyjne, czyli zasilane węglem. Po kilku latach mówienia o potrzebie zbudowania atomówki, po wydaniu milionów złotych i utworzeniu miejsc pracy, które na razie nikomu się nie przysłużyły (prócz ludzi, którzy je zajmują), wracamy do punktu wyjścia. I niby dobrze jest się zastanowić, nie można podejmować pochopnych decyzji w przypadku inwestycji sięgających dziesiątek miliardów złotych. Problem polega na tym, że czas nagli: potrzeby energetyczne Polski rosną, a system staje się coraz bardziej niewydolny. Im dłużej potrwa to stanie w rozkroku, tym gorzej.

Chociaż minister przekonuje, że trzeba się nad tym zastanowić (co wzbudziło spore zamieszanie), podlegli mu urzędnicy opublikowali niedawno raport, z którego wynika, że elektrownia atomowa przyniosłaby naszemu państwu wiele korzyści:

Elektrownia atomowa w Polsce to stabilne i niezawodne dostawy energii spełniającej normy środowiskowe, poprawa bezpieczeństwa energetycznego kraju, rozwój nowoczesnej gałęzi przemysłu i wpływy podatkowe do budżetu [źródło]

Argumenty powtarzane od lat. Niestety, na niektórych mogą działać gorzej, niż grzyb atomowy z krzykliwym tytułem. W takich okolicznościach przyrody nie liczyłbym na pozytywne, a już tym bardziej szybkie załatwienie sprawy.