12

EA pod kreską i sukces „symulatora rolnika” – GameInformator#38

Electronic Arts jest pod kreską i wciąż więcej zarabia na cyfrowej dystrybucji niż tradycyjnej. Taki wniosek można potraktować jako główny po lekturze raportu jaki, ten jeden z najpotężniejszych developerów growych, opublikował w poprzednim tygodniu. Najmocniejszymi lokomotywami pozostaje FIFA, a także produkcje mobilne. Generalnie EA nie zarabia. Firma odnotowała w drugim kwartale obecnego roku fiskalnego $695 […]

Electronic Arts jest pod kreską i wciąż więcej zarabia na cyfrowej dystrybucji niż tradycyjnej. Taki wniosek można potraktować jako główny po lekturze raportu jaki, ten jeden z najpotężniejszych developerów growych, opublikował w poprzednim tygodniu. Najmocniejszymi lokomotywami pozostaje FIFA, a także produkcje mobilne.

Generalnie EA nie zarabia. Firma odnotowała w drugim kwartale obecnego roku fiskalnego $695 mln przychodów, ale co z tego skoro straty wyniosły $273 mln… Mimo, to przewidywania na przyszłość są optymistyczne, bo porównując sumy z analogicznym okresem roku poprzedniego widać znaczącą poprawę finansów (Q22013 to $381 mln straty)

Ciekawą tendencją jaką można od dłuższego czasu zaobserwować na przykładzie (zwłaszcza) Elektroników, jest rosnące znaczenie cyfrowej dystrybucji. Przyniosła im ona ok. 65 % dochodów. Co ciekawe, coraz ważniejszym segmentem rynku dla firmy są urządzenia mobilne. Wystarczy sobie tylko uświadomić, że tytuły takie jak The Simpsons: Tapped Out, Plants vs. Zombie 2 czy Real Racing 3 odnotowały kilkudziesięciomilionowe ilości pobrań.

Szczerze mówiąc to nie dziwię się takiej sytuacji. W coraz szybciej pędzącym świecie nie mamy często nawet czasu, żeby przysiąść wieczorem przed konsolą, albo przy komputerze. Za to wystarczy nam krótka chwila oczekiwania w autobusie, żeby wyciągnąć smartfona i odeprzeć chociaż jedną falę zombie. A potem kolejną…

Lubimy rolnicze symulatory

Polska jest jednym z najbardziej rolniczych krajów Unii Europejskiej (wystarczy spojrzeć na strukturę tworzenia PKB), jednak nasza fascynacja agrotechniką wykracza nieraz daleko poza czysto fizyczne zaangażowanie w proces użyźniania ziemi i późniejszego zbierania z niej plonów. A wykracza dlatego, że (jakkolwiek dziwnie to może zabrzmieć) wielu zamiast w realu, woli pojeździć traktorem w świecie wirtualnym.

Dowodem na to są świetne wyniki sprzedażowe najsilniejszej tego typu marki obecnej na polskim rynku – Farming Simulator. CDP.pl pochwalił się, że zarówno pecetowa wersja, oznaczona numerkiem 2013, jak i konsolowa sprzedały się w naszym kraju na Wisłą w liczbie… uwaga… siedzicie?

50 tysięcy egzemplarzy!

Przyznam szczerze, że dla mnie jest to kolosalne zaskoczenie. Wydawało mi się do tej pory, że tak ogromne, jak na nasze warunki liczby są przeważnie zarezerwowane tylko dla największych, hitowych blockusterów, typu FIFY czy GTA V – obie gry sprzedał się w ponad 100 tys. egzemplarzy.

Oczywiście jeśli już silimy się na jakieś porównanie to trzeba jeszcze zaznaczyć, o wiele niższą cenę „symulatora gospodarstwa”. Przykładowo, właśnie teraz możemy nabyć grę w edycji Titanium za 40 zł. Taką właśnie ofertą CDP.pl chce w swoim systemie cyfrowej dystrybucji uczcić świetne wieści z rustykalnego frontu.

Jednak mimo, że ta właśnie seria gier rokroczne notuje najwyższe wyniki sprzedażowe, to wystarczy przejrzeć sklepowe półki, aby przekonać się, że pełne są one „symulatorowej drobnicy”, wśród której na pierwszy plan dla wprawnego oka, wyłaniają się takie tytuły jak symulator koparki….

Widać wyraźnie, że Polacy nie zawsze realizują swoje marzenia z dzieciństwa w realnym życiu, ale po pracy nie pogardzą okazją do „wysiłku” na wirtualnym placu budowy.

Kontynuacja Ghost ‘N Goblins

Ghost ‘N Goblins to jedna z tych klasycznych pozycji, znanych praktycznie wśród wszystkich starszych fanów uniwersów zamieszkiwanych przez typowe fantastyczne stwory jak demoniczne szkieletoty, wampiry czy wilkołaki. Oryginał ukazał się już prawie 3 dekady temu i mimo, że przez długi czas tradycja serii była przez Capcom kontynuowana, to obecnie pamięć o tym tytule praktycznie umarła.

Świetność marce chce przywrócić Monty Singleton, który przed kilkoma dniami otworzył zbiórkę na Kickstarterze. Wspomagają go developerzy ze studia Phantasm Studios, którzy wycenili projekt na $50 tys. Jest jednak pewien problem z produkcją. Dość znaczący…

Prawa do marki cały czas posiada japoński producent, który oficjalnie zapowiedział jedynie, że przyjrzy się fanowskiej inicjatywie, ale nie zobowiązał się do żadnych konkretnych działań. Przyszłość projektu zależy więc od popularności crowdfundingowej kampanii, która na razie nie wykazuje się niestety znaczącą dynamiką – na poniedziałkowe popołudnie zebrano tylko nieco ponad $2 tys.

Jeśli zbiórka zakończyłaby się sukcesem to Capcom, zapewne za pewien udział w zyskach zgodziłby się użyczyć twórcom swojej licencji, licząc na praktycznie „darmowe zyski”. A i skorzystali by na tym gracze, bo takich produkcji jak plonowana kontynuacja Ghost ‘N Goblins: Demon World już praktycznie nie ma
http://www.youtube.com/watch?v=ermF8OhwEGc
Monty Singleton chce przywrócić wspomnienia tytułów, które jednocześnie były wymagające, ale i możliwe do ukończenia w jeden dzień; które kreowały spójny fantastyczny świat, ale nie musiały do tego używać krwawych scen. Gra jest także szansą na zaistnienie w świadomości większej liczby graczy konsoli OUYA, gdyż to właśnie na niej w zamian za dofinansowanie, rzeczona produkcja będzie półrocznym eksclusive’m – od października 2014 roku. Na pozostałe platformy, Xbox Live Arcade, PS Network i eShop – gra trafi więc w okolicach kwietnia.

Recepta na uzależnienie od Facebooka

Od niedawna mam nowego kandydata na najbardziej bezsensowną grę świata. W moim prywatnym rankingu od kliku dni po pozycję lidera wskoczyła Downside, dostępna w AppStore. Korzysta ona z sensorów umieszczanych w iGadżetach i jest pewnego rodzaju społeczno-socjalną zabawą.

Chodzi w niej o to, że jeśli załączymy grę, położymy telefon ekranem w dół i gdy go podniesiemy, to… przegramy. Wykorzystane to zostało do uniemożliwienia ludziom denerwującego gapienia się na ekrany smartfonów np. w restauracjach. Chyba zgodzicie się ze mną, że często jest tak, że niby zbieracie się jakąś paczką znajomych, a po przyjściu na miejsce zamiast zaczynać się bawić czy rozmawiać wszyscy jak jeden mąż czują ogromną potrzebę odświeżenia sobie fejsowej tablicy.

Receptą na to może być położenie smartonów w widocznym miejscu, uruchomienie Downside i czekanie… Ale właściwie czy do tego potrzebna jest nam jakakolwiek aplikacja? Jakbyśmy sami nie byli w stanie zaobserwować czy ktoś ze środka stołu sięga po telefon?

Przyznam się, że „analogową” wersję tej gry praktykuję ze znajomymi już od dawna i nie czuję potrzeby jej usprawniania cyfrowymi „dopalaczami”.

Foto